Ta banda złodziei skradnie Wam mnóstwo czasu – recenzja The Sly Trilogy (PS Vita)

Charyzmatyczny i zwinny szop Sly, superinteligentny żółw Bentley oraz muskularny choć nie grzeszący intelektem hipopotam Murray to drużyna, którą doskonale znają posiadacze konsol PlayStation. Trzy pierwsze części - zgodnie z panującym obecnie trendem - zostały zremasterowane na PS3 już w 2010r. jednak dopiero teraz trafiły także na PS Vitę. Czy warto po nie sięgnąć?

Zawsze boję się grać w reedycje. Często bowiem okazuje się, że to co kilkanaście lat temu sprawiało mi wielką frajdę obecnie potrafi już tylko rozdrażnić mnie archaicznym sterowaniem (patrz -> Shadow of the Colossus). Od premiery pierwszego Sly’a minęło już 12 lat. Jednak gra nie zestarzała się ani odrobinę! Co więcej, śmiem twierdzić, że to jedna z najprzyjemniejszych gier jakie znajdziecie na PS Vita. A ponieważ w reedycji otrzymujecie całą trylogię, macie też i potrójną przyjemność.

Gdybyśmy mieli Sly’a oceniać tylko po screenach szybko przypięlibyśmy mu łatkę zręcznościówki w stylu Crasha, czy Ratchet’a & Clank’a – komiksowe postacie, jakieś pieniążki do zbierania i naparzanie we wrogów. Nic jednak bardziej mylnego. Seria o Sly’u Cooperze to pastisz skradanek takich jak seria Metal Gear Solid i filmów typu „Ocean’s Eleven”czy „Włoska robota”. Mamy więc i zgrany zespół składający się z interesujących osobowości i piękną agentkę policji zawsze depczącą nam po palcach, mamy szalone plany skoków, zwroty akcji, epicką muzykę i rozbudowane lokacje do eksploracji. Wszytko to polane wdzięcznym, cell-shadingowym sosem. Zapewniam Was, że Sly’a nie można nie lubić.

Rodzina Cooperów z pokolenia na pokolenie doskonaliła się w złodziejskim fachu. Oprócz swojej perfekcji Cooperzy zasłynęli z nietypowego kodeku moralnego – okradali oni tylko innych złodziei. Nietuzinkowe sztuczki i techniki zapisywano z dziada pradziada w księdze zwanej Thievius Raccoonus, którą strzeżono niczym najlepszy artefakt. Jak łatwo się domyślić, wśród przestępców Cooperzy byli najbardziej znienawidzoną rodziną – w końcu nikt nie lubi być pokonany własną bronią. Dotkliwie odczuli to na własnej skórze rodzice małego Sly’a, którzy broniąc księgi zostali zamordowani. Choć szop trafił do sierocińca, smykałka do złodziejstwa w nim pozostała. Latami szkolił się wraz z przyjaciółmi, by po uzyskaniu dojrzałości odzyskać rodzinny artefakt.

Sly Cooper and the Thievius Raccoonus obraca się właśnie wokół księgi Cooperów, której części zostały poukrywane w różnych częściach świata. Sly 2: Band of Thieves rozgrywa się wokół podobnego schematu – by uratować świat przed rekonstrukcją mechanicznego wroga znanego z części pierwszej musimy odebrać członkom pewnego gangu jego fragmenty. W Sly 3: Honor Among Thieves z kolei będziemy rywalizować z tajemniczym przeciwnikiem o dostęp do słynnego skarbu rodu Cooperów. Humor jest lekki i smaczny, przystępny zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych. Nie ma zbędnego epatowania przemocą czy wulgaryzmami. Tu nawet biografie przeciwników przedstawione są w zabawny i kolorowy sposób. Nie sposób nie uśmiechnąć się słysząc dialogi między naszymi bohaterami. Bentley robiący naukowe wywody, których nikt z pozostałych członków zespołu nie rozumie, czy Sly flirtujący z agentką Carmelitą są po prostu uroczy (-„Kiedy w końcu skusi się pani na małą randkę?” – „Zobaczymy się za kratami Sly!” – „Nie sądzę, słyszałem, że podajecie tam kiepskie żarcie”).

Jeśli chodzi o mechanikę mamy tu do czynienia ze zręcznościową skradanką rozgrywającą się na rozległych lokacjach. Sly potrafi skakać, wspinać się po określonych przedmiotach, biegać po linach, kraść złoto z kieszeni wrogów i używać swojej laski do rozbijania obiektów lub walki z przeciwnikiem. To ostatnie jednak najczęściej nie jest wskazane, ponieważ gdy tylko zostaniemy zauważeni w okolicy rozlega się alarm i natychmiast przybywają posiłki. Lokacje są tak zbudowane byśmy czuli dużą swobodę – Sly może przeskakiwać po dachach, chować się pod stołami, ale też i nic nie stoi na przeszkodzie by puścić się biegiem przez całe miasto ryzykując natknięcie się na strażników. Na każdej lokacji mamy co najmniej kilka zadań do wykonania. Wykradamy klucze, przebieramy się wydobywając od przeciwnika informacje, podkładamy bomby, szpiegujemy wroga i realizujemy krok po kroku plany Bentleya. Te są najczęściej widowiskowe i wieloetapowe, a od części drugiej także przystosowane pod konkretną postać. Czasem przyjdzie nam zatem wcielić się w Murray’a, który utrze nosa kilku postaciom odwracając uwagę otoczenia od działań szopa, lub w Bentley’a, który korzystając ze swoich gadżetów ułatwi drogę głównemu protagoniście.

Oprócz sekwencji czysto zręcznościowych (chowanie się przed światłami, przeskakiwanie nad laserami itp) czekają nas także mini gry – będziemy sterować helikopterem, brać udział w wyścigu, strzelać z rakietnicy, wyszukiwać kodu na obrazkach itp. Zadań tych jest całkiem sporo i na pewno nikt na nudę narzekać nie będzie mógł. Tym bardziej, że dla kolekcjonerów przygotowano tu specjalną gratkę. W każdej lokacji do zebrania jest określona ilość buteleczek odblokowujących kody do sejfów. Butelki te są często sprytnie schowane lub wymagają od nas popisania się niebywałą zręcznością. W nagrodę otrzymujemy dostęp do specjalnych umiejętności. Zarówno te pochodzące z sejfów jak i te, które możemy wykupić po zebraniu odpowiedniej ilości pieniędzy tak po prawdzie nie są specjalnie przydatne, ale ich kolekcjonowanie sprawia po prostu frajdę. Tu wspomnę jeszcze o poziomie trudności gry. Część pierwsza stanowi prawdziwe wyzwanie. Checkpointy ustawione są rzadko, a Sly ginie od pierwszego ciosu, zetknięcia z laserem czy upadku do wody. Serio. Więc jeśli brakuje Wam cierpliwości radzę spokojnie zacząć od części drugiej, gdzie mamy już standardowy pasek życia.

Jak to często bywa z konwersjami na Vitę twórcy wykorzystali także panel dotykowy konsolki. Przedniego panelu użyjemy by posłużyć się lornetką, puknięcie w tylni zaś sprawi, że podświetlimy aktywne zadania na mapie. Pod względem technicznym byłoby naprawdę idealnie, gdyby nie jedno – animowane cutscenki. Nie są one podniesione do wyższej rozdzielczości, a w dodatku straszą artefaktami.

Reszta grafiki wygląda bardzo dobrze – na szczęście bowiem cell-shading nie starzeje się tak szybko. Nocny Paryż, czerwone skały kanionu w Mesa City, Kair skąpany w zachodzącym słońcu, kolorowa Wenecja te i inne lokacje z pewnością zapadną Wam w pamięć i wierzcie mi – na Vicie wyglądają zdecydowanie lepiej niż na powyższych screenach. Pochwalić muszę też oprawę audio – użyto tu oryginalnych głosów aktorów oraz tej samej, trącącej jazzem i filmami noir

ścieżki dźwiękowej.

Bez wątpienia The Sly Trilogy to pozycja, której żal nie posiadać w swojej kolekcji. O ile decyzję, czy inwestować w ten tytuł jeszcze raz w przypadku posiadania już wersji na PS3 zostawiam Wam do rozważenia, tak osobom, które ze Sly’em nie miały do tej pory do czynienia gorąco polecam wersję na przenośną konsolkę. Tym bardziej, że za cenę jednej gry otrzymujecie trzy solidne produkcje, z którymi spędzicie około 40 godzin. Pamiętajcie też, że do 30-kwietnia najnowsza część serii – Złodzieje w Czasie jest dostępna bezpłatnie dla abonentów usługi PlayStation Plus w opcji cross-play (zarówno na PS3 jak i PS Vitę).

Ocena: 85/100

Plusy:

+ Mechanika

+ Oprawa audio-wizualna

+ Humor

+ Trzy gry w cenie jednej

Minusy:

– Pikseloza w cut scenkach

– Reedycja czyli nic nowego

Tytuł:

The Sly Trilogy

Producent:

Sucker Punch / Sanzaru Games

Wydawca:

Sony Computer Entertainment

Platforma:

PS Vita (dostępne także na PS3)

Data premiery:

16 kwietnia 2014r.

Język:

angielski

Cena:

99 zł w cyfrowej dystrybucji

Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.