Moebius: Empire Rising – recenzja gry (PC)

Na "duchowego następcę" serii Gabriel Knight kickstarterowicze wydali ponad 435 tys.$. Niestety, po 10 godzinach spędzonych z grą widzę, że spragnieni powrotu legendy gracze zwyczajnie przepłacili, gdyż finalny produkt nie spełnia swoich oczekiwań.

Nazwisko Jane Jensen wzbudza zaufanie. Autorka scenariuszy do takich hitów jak Gabriel Knight czy Gray Matter zabiera nas zawsze w intrygujące miejsca, w których historia, nauka i mistycyzm łączą się w jedno. W dzisiejszych czasach, gdy fabularna strona gier wideo ogranicza się tylko do powielania wciąż tych samych stereotypów, umiejętne zawikłanie akcji jest wartością nader pożądaną. I suma zebrana przez Jane Jensen na Kickstarterze nikogo nie powinna dziwić – któż by nie chciał bowiem ponownie zakosztować się w angażującej przygodzie. Niestety śmiem twierdzić, że założenie własnego studia i koordynowanie nim nie wyszły pani Jensen na dobre. Moebius jest świetnym przykładem na to, że graczy-fundatorów bardzo łatwo zwieść słodkimi słówkami i obietnicami, które po zebraniu odpowiedniej kwoty są albo wyrzucane do kosza, albo zwyczajnie spełnione byle jak.

Oczywiście nie jest tak, że Moebius jest kompletnym gniotem. To gra przygodowa, w którą mimo wszystko uważam, że warto zagrać, ale będąc świadomym jej wartości. Nie czarujmy się – nie jest to ani powrót legendy, ani przygoda, która pochłonie Was bez reszty. Raczej produkt o niespełnionym potencjale, który gdy przełknie się już parę kropel goryczy może Wam nawet i zasmakować…

W grze wcielamy się w młodego handlarza antykami – Malachiego Rectora -, którego cechuje wysoka inteligencja oraz niebywała pamięć fotograficzna pozwalająca mu rozwijać swój talent w branży historycznej. Malachi jest chłodnym, nie wchodzącym w żadne bliskie relacje z ludźmi cynikiem, którego od pierwszego momentu da się szczerze znielubić. Jego profesjonalizm przyciąga jednak klientów z całego świata. Pewnego dnia Malachi otrzymuje dziwne zlecenie z tajnej organizacji rządowej, która prosi go o pomoc w sprawie morderstwa młodej, dobrze sytuowanej Włoszki. Tym razem nasz bohater nie będzie oceniał jednak autentyczności przedmiotów lecz badał przeszłość i osobowość zamordowanej w taki sposób, by dopasować jej życie do jednej ze znanych, historycznych postaci. Śledztwo odkrywa kolejne karty prawdziwych intencji rządu i szybko stawia nas w obliczu interesującej intrygi politycznej, której ujawnienie zmieniłoby kompletnie nasze spojrzenie na świat.

Historia przez pierwszą połowę gry wciąga jak magnes jednak po pewnym czasie, za sprawą jednowymiarowych postaci, braku napięcia i wkurzającej mechaniki zaczyna się grać z myślą „kiedy to się wreszcie skończy?”. Gdy zauważamy już więcej elementów układanki nagle tracimy zainteresowanie całą historią. Motyw główny okazuje się zbyt mało angażujący gracza. Iskierka, która w miarę upływu czasu powinna przeistoczyć się w pożar powalający nasze zmysły detektywistyczne gaśnie zanim w ogóle się rozpali, by przy końcu, po iście morderczo nudnej sekwencji błądzenia w labiryncie pozostawić nas z dziwnym uczuciem braku wyrazistego momentu kulminacyjnego. Może osoby, które lubują się w paradokumentalnych serialach pokroju „Dlaczego ja?” bardziej wsiąkną w historię, która bardziej obraca się wokół typowych rodzinnych problemów i zdrad małżeńskich – niż fajnej, mistycznej teorii…

Z Kickstarterowego profilu gry możemy przeczytać, że mechanika będzie połączeniem standardowego point’n’click z wyrafinowanymi zagadkami. Prawdą jest, że rozgrywka polega na klikaniu myszką po lokacji w poszukiwaniu wskazówek, które popchnęłyby akcję do przodu. O wyrafinowanych zagadkach jednak zapomnijcie. Mini-gier jest garstka, a ich poziom trudności nie stanowi żadnego wyzwania, co skłania mnie do przypuszczeń, że gra kierowana jest jednak dla graczy casualowych szukających łatwej rozgrywki. Jeśli chodzi o zbieranie przedmiotów – tak typowe dla gier przygodowych – zastosowano tu moim zdaniem bardzo dziwne i sztucznie wydłużające czas gry rozwiązanie. Mianowicie, gdy na planszy znajdziemy obiekt, który teoretycznie możemy podnieść i który aż woła „Weź mnie, weź! Na pewno Ci się przydam, bo inaczej nie byłbym tak wyróżniony w lokacji!”okazuje się, że Malachi nie wykona takiej akcji, tłumacząc nam, że wcale tego nie potrzebuje. Dopiero, gdy nasz bohater usłyszy lub zobaczy, że bez konkretnego przedmiotu nie przejdzie dalej łaskawie umieści go w naszym ekwipunku. To nie tylko wymusza na nas żmudną konieczność chodzenia w te i we wte po wszystkich lokacjach i przyglądania się najbardziej oczywistym detalom, ale także podważa inteligencję samego gracza.

Znacznie ciekawiej przedstawia się już inny aspekt mechaniki. Otóż bardzo często, przed rozpoczęciem rozmowy z daną osobą Malachi może wykonać jej prosty portret psychologiczny na podstawie jej mimiki, ubrania czy gestów. Uniesione brwi i zimne spojrzenie świadczą o inteligencji czy pogardzie? Poruszające się często, uśmiechnięte usta mówią, że osoba jest z nami szczera, czy że jednak ma tendencje do zakrzywiania rzeczywistości? Dopiero wybierając prawidłowy zestaw cech odkryjemy właściwą osobowość postaci, a to z kolei da nam nowe opcje podczas dialogu. W podobny sposób przyjdzie nam też oceniać przedmioty będące autentykami lub dobrze wykonanymi falsyfikatami. Takich zagadek jest sporo i fajnie, że wzbogacono o nie rozgrywkę – czujemy się dzięki nim bardziej jak prawdziwy detektyw.

W moim odczuciu gorzej wyszło analizowanie postaci pod kątem ich historycznych, potencjalnych odpowiedników. Podczas rozgrywki dowiadujemy się o konkretnej osobie różnych informacji – poznajemy jej poglądy polityczne, upodobania, wiek dzieci itp. Odnajdując wszystkie fakty odblokowujemy tablicę, na której system podsuwa nam około 10 postaci historycznych. Większość z nich łączy się z naszą osobą sporymi podobieństwami. Analizując fakty musimy wytypować tą postać, która najbardziej pasuje do wzorca. Odbywa się to w sposób podobny nieco do gry „Zgadnij kto to”, gdzie eliminacja postaci pozwala nam zbliżyć się do rozwiązania. Niestety często jest tak, że częściej wykorzystujemy tu ślepy traf niż logiczną analizę. Nie mniej jest to coś innowacyjnego i dlatego traktuję oba te elementy w kategoriach zalet.

Moebius’a odebrałabym znacznie lepiej, gdyby graficznie dorównywałby chociażby polskim grą spod szyldu Artifex Mundi, że już nie wspomnę o Gray Matter. Niestety połączenie mało ciekawych teł 2D z okropnie sztucznie zanimowanymi, przypominającymi marne podróbki Simów ludzikami w 3D nie wyszło dobrze. Gdy 60% gry rozgrywa skupia się na dialogach, podczas których następuje zbliżenie na twarz postaci, a my widzimy ciągle wymuskanych, sztywnych bohaterów mających w sobie tyle życia co przycisk do papieru można zastanowić się, na co poszły pieniądze z Kickstartera… Niektóre lokacje, jak np. wnętrze rezydencji, sklep z antykami czy biblioteka wydają się nad wyraz dopracowane pod kątem szczegółów, ale z kolei zewnętrzne widoki już nie są w żaden sposób urzekające. Mimo, że lokacji w ogólnym rozrachunku jest sporo, to z pewnością nie będą to miejsca, które w jakiś sposób zapiszą się w Waszej pamięci. Podobały mi się natomiast cut-scenki, prezentowane w formie komiksowych kadrów. Skoro tutaj potrafiono ładnie zanimować postacie, dlaczego nie udało się już tego zrobić we właściwej grze?

Na uwagę zasługuje miła dla ucha oprawa dźwiękowa – przynajmniej w kontekście samej muzyki skomponowanej przez męża Jensen – Roberta Holmesa. Wpada w ucho zwłaszcza motyw znany z trailera. Postarano się także, by postacie z różnych stron świata mówiły z właściwym im akcentem i chociaż nie wszyscy lektorzy spisali się na medal wykazując się odpowiednimi emocjami, to widywałam już gorsze dubbingi w grach. Innymi słowy – wyszło poprawnie.

Moebius: Empire Rising w mojej ocenie nie usatysfakcjonuje fanów twórczości Jane Jensen, ale może spodobać się innym miłośnikom gier przygodowych. Tą grę można odebrać w bardzo skrajny sposób. Ja znalazłam w niej wiele niedopracowań i wad, ale innym grafika czy podejście do zbierania przedmiotów może wcale nie przeszkadzać. Ciekawe podejście do analizowania postaci dobrze wróży Jensen na przyszłość – może w kolejnej grze, wykorzysta ona równie innowacyjne podejście, a fundusze zdobyte przy okazji Moebiusa pozwolą jej bez zbędnego pośpiechu realizować swoje plany.

Ocena: 60/100

Plusy:

+ Ciekawy główny wątek fabularny

+ Oprawa dźwiękowa

+ Ładne cut scenki

+ System analizowania postaci i przedmiotów

Minusy:

– Okropnie nużąca sekwencja finałowa

– Zbyt szybko następuje rozwiązanie tajemnicy

– Słabe animacje postaci

– Mechanika zbierania przedmiotów

– Zbyt rozwlekłe prowadzenie akcji

– Cena zbyt wysoka w stosunku do jakości

Tytuł:

Moebius: Empire Rising

Producent:

Pinkerton Road Studio

Wydawca:

Phoenix Freeware Online

Platforma:

PC

Data premiery:

15 kwietnia 2014r.

Język:

angielski

Cena:

27,99 Euro (około 117 zł)

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.