Na miejscu Notcha też bym (się) sprzedał

Żeby to w pełni zrozumieć, trzeba się kilku rzeczy dowiedzieć. W tym celu najlepiej byłoby obejrzeć „Indie Game: The Movie”, ale jak ktoś nie ma czasu, to służę „brykiem”. Markus „Notch” Persson to typowy nerd ze Szwecji, który ma nadwagę, nosi brodę i prawie nigdy nie pokazuje się bez kapelusza. W skrócie: nie zachowuje się, ani nie wygląda jak typowy CEO firmy, która w tym tygodniu została sprzedana za 2,5 miliarda dolarów. Notch przypomina bardziej typowego programistę i pasjonata gier komputerowych. Zresztą w wielu wywiadach na temat Minecrafta dobitnie to potwierdza mówiąc, że tak naprawdę nie spodziewał się takiego sukcesu. Swój życiowy hit napisał dla zabawy, nie przejmując się zbytnio tym, jaką ocenę Minecraft zbierze od recenzentów, czy tym w ilu kopiach uda się go sprzedać. Nawet kultowa pixelowa grafika Minecrafta nie wynika z jakiejś głębokiej artystycznej wizji, a z tego, że Notch nie jest uzdolniony graficznie i wygodniej było mu stworzyć kwadratowy świat, niż nawiązywać współpracę z jakimś grafikiem.

Nagle okazuje się, że Minecraft to hit, a jego twórca na fali miłości do gry zostaje okrzyknięty mesjaszem, który sprawi, że gry niezależne powrócą i zajmą od dawna im należne miejsce na piedestale. Ludzie po prostu szaleją. Sprzedane kopie idą w miliony, a Notch, który nadal myśli, że jest jakimś anonimowym programistą, któremu akurat przez przypadek udało się coś tak wielkiego daje kolejne powody do wychwalania go ponad stan i mówi takie rzeczy, jak np. -nie stać was na Minecrafta? To sobie go ściągnijcie z piratebaya – czym znowu udowadnia, że jest bardziej graczem niż CEO. Potem już nieco dochodzi do niego to, że z jakiegoś powodu został gwiazdą w środowisku graczy i korzystając ze statusu świeżo upieczonej osoby publicznej pisze o tym, co mu leży aktualnie na sercu. Na przykład:

Dostałem e-mail od firmy Microsoft, która chce pomóc „zaświadczyć” Minecrafta dla Win 8. Powiedziałem im, żeby zaprzestali prób zniszczenia PC jako otwartej platformy.

Albo:

Wolałbym żeby Minecraft nie działał na Win 8 w ogóle. Może uda nam się w ten sposób przekonać kilka osób, aby nie wchodzić do [platformy] Win 8.

Tak, celowo wybrałem wypowiedzi na temat obecnego właściciela Minecrafta, Microsoftu, ale wierzcie mi – Notch stał się kimś w rodzaju kontrowersyjnej gwiazdy rock’n’rolla, tyle że w świecie gier wideo. Zamiast zdemolowanych pokoi hotelowych, narkotyków, sexu i rock’n’rolla były wysokie darowizny na rzecz innych, niezależnych twórców gier komputerowych, cięte pióro na Twitterze i osobisty blog, na którym publikował swoje dłuższe przemyślenia.

O tym, że nie jest już zwykłym programistą, który od czasu do czasu lubi napisać sobie jakąś grę myślę, że przekonał się podczas tworzenia 0x10c. Miała to być trzecia produkcja studia Mojang (wydaje mi się, że Scrolls zaczęły powstawać wcześniej niż 0x10c, ale mogę się mylić), mogliśmy zobaczyć nawet kilka działających kawałków gry, ale… no właśnie. Notch ogłosił, że porzuca prace nad tym tytułem, tłumacząc się brakiem pomysłu na to, jak ta gra miałaby finalnie wyglądać. Moment, w którym zdajesz sobie sprawę, że nie wiesz jak zrobić następną grę, po tym jak twoja poprzednia produkcja odniosła gigantyczny sukces, dzięki któremu stałeś się bogaty i sławny, musi być straszny. I to bynajmniej nie z powodu pieniędzy i sławy, ale dlatego, że to przecież coś, co do tej pory kochałeś robić i nigdy wcześniej nie miałeś takich blokad.

Status osoby publicznej w Sieci również przestał być dla Perssona taki fajny. Nastroje się zmieniają i ci, którzy kiedyś byli wychwalani, bardzo szybko mogą zacząć być hejtowani. Wiecie, Minecraft kiedyś był niezależny, ale sprzedały się miliony kopii, producenci konsol przenieśli kwadraty na swoje platformy i proszę, Notch przeniósł się do mainstreamu i już nie był prawdziwy. O czym musiał oczywiście dowiadywać się od każdego hejtera po kolei.

W końcu Notch nie wytrzymał i postanowił rzucić to wszystko w cholerę. Przynajmniej tak napisał na Twitterze, oferując przy tym, pół żartem, pół serio, że z chęcią sprzeda swoje udziały w Mojangu. Microsoft jak wiadomo nie posiada poczucia humoru, odkąd odszedł od nich Ballmer, więc nikt żartu nie zrozumiał i dział zakupów giganta z Redmond zaczął dobijać się do Perssona, oferując mu bajońską sumę pieniędzy za Minecrafta. No bo nie oszukujmy się – studia, które wydało dwie gry, przy czym prawie nikt nie zna tytułu tej drugiej, nie kupuje się ze względu na dobre rokowania na przyszłość. Zrobili hit, do którego posiadanie praw autorskich, według Microsoftu warte jest 2,5 miliarda dolarów. Moim zdaniem przepłacili, ale kto bogatemu zabroni przepłacać?

Notch dzięki temu otrzymał od losu kartę wyjścia z więzienia i prawdopodobnie do końca życia nie musi się martwić o pieniądze. Znowu może się gdzieś zaszyć i zacząć pisać gry dla samej radości ich tworzenia. Tak właśnie powstał Minecraft. Kto wie, może Notch nie powiedział jeszcze ostatniego słowa?

P.S: Ostatnio wystartowałem z oddzielnym miejscem w Sieci, jeśli chodzi o blog Ściśle Fajne – https://scislefajne.wordpress.com/, gdzie piszę nie tylko o komputerach.