Polacy stworzyli przygodówkę, z której mogą być dumni – recenzja gry „Zaginięcie Ethana Cartera”

Niesamowita, mroczna opowieść, która wciąga jak najlepsze, spowite gęstą mgłą bagno, nad którym świeci jesienne słońce prześwitujące przez korony drzew, szumiące o tajemnicach, jakich były świadkiem...

Znacie to uczucie, gdy kończycie jakąś książkę, a jej zakończenie okazuje się zupełnie inne od własnych oczekiwań? Gdy następuje zwrot o 180 stopni pozostawiający Was w konsternacji, lekkim niedowierzaniu i pragnieniu zanurzenia się w ten sam świat od nowa – by móc wyłapać smaczki, które umknęły Wam za pierwszym razem? Gdy czytając raz jeszcze dokładnie te same słowa nagle dostrzegacie drugie dno i śmiejecie się, jak wielką satysfakcję z rozwiązywania tajemnicy sprawił Wam autor? Tak właśnie jest w przypadku pierwszej gry studia The Astronauts, dowodzonego przez Adriana Chmielarza.

„Zaginięcie Ethana Cartera” to gra dość świeżego gatunku, który wyewoluował z tradycyjnych gier przygodowych typu point & click. Położono tu nacisk nie na zagadki, szukanie przedmiotów i bezsensowne klikanie na wszystkim co popadnie, ale na nieśpieszną narrację i odkrywanie historii. Najbliżej temu tytułowi do Dear Esther i Anny, ale pod względem wykonania i emocji towarzyszących rozgrywce polska gra nie ma sobie równych. Nie znajdziemy tu żadnego paska zdrowia, ekwipunku czy innych elementów interfejsu. Nie będzie też samouczka ani jakichkolwiek podpowiedzi. Gra na wstępie wyraźnie daje nam do zrozumienia, że nikt nas za rączkę nie będzie prowadził. Takie podejście do tematu może wywołać lekki szok i zmieszanie, ale jest bardzo, bardzo wartościowe. Bo zaczynamy myśleć, a nie tylko biernie obserwować i podążać za znacznikami na mapie.

O samej fabule opowiem jak najmniej, by nikomu nie psuć zabawy. Wchodzimy w ciało Paula Prospero – detektywa obdarzonego nadnaturalną zdolnością odtwarzania wydarzeń z przeszłości. Naszym zadaniem jest odszukanie tytułowego Ethana, kilkuletniego chłopca, który zaginął w opuszczonej mieścinie Red Creek Valley. Podążając tropem kolejnych morderstw odkrywamy szczątki historii, której całość ułoży nam się dopiero na samym końcu. Przez całą drogę towarzyszyć nam będzie niepokój, przytłaczająca melancholia i ów specyficzny klimat, który w mig wychwycą wszyscy fani Lovecrafta i Wielkich Przedwiecznych.

Sama mechanika jest również interesująca, choć początkowo miałam problem, by ją zrozumieć. Świat, który przyjdzie nam zwiedzić jest niezbyt duży, ale otwarty. Od samego początku możemy dojść w niemal każde miejsce. Nie ma tu żadnych drogowskazów czy map więc osoby, które kiepsko orientują się w terenie mogą się w pewnym momencie zgubić. Oczywiście im dłużej poruszamy się w świecie gry tym lepiej zapamiętujemy ścieżki i skróty. W pewnym momencie jednak, nawet mimo kawałków mapy porozmieszczanych w jaskiniach nie byłam w stanie wyjść z labiryntu korytarzy, które wcale nie były zbyt skomplikowane. To przerażające jak współczesne gry niszczą zdolności logicznego myślenia;) Bądź co bądź dałam sobie radę, ale ile się przy tym naśmiałam z własnej głupoty.

Zagadki, jakie przyjdzie nam rozwiązać są ściśle powiązane z miejscami zbrodni. Nasz bohater jak wspomniałam wcześniej dysponuje mocą odtwarzania wydarzeń historycznych. Dzięki jego wizjom mamy szansę odkryć motyw morderstwa. By to nastąpiło musimy jednak najpierw uporządkować scenę zbrodni, przykładowo znaleźć narzędzie, którym posłużył się morderca. Następnie naszym zadaniem jest ułożenie w kolejności chronologicznej kilku sekwencji powiązanych ze sprawą. Są przypadki, w których od razu wiadomo co się stało, a są miejsca, w których kilkukrotnie będziecie zmieniali kolejność. Nie spodziewajcie się jednak wielkiego wytężania mózgownicy – zagadek jest raptem sześć, z czego największą trudność sprawiła mi ostatnia, różniąca się mechaniką od poprzednich. Każdy fan gier logicznych i przygodowych z pewnością jednak sobie tutaj poradzi.

Jeśli skupicie się wyłącznie na rozwiązywaniu samych morderstw nie zrozumiecie nawet połowy tej historii. By odkryć drugie dno opowieści niezbędna jest głęboka eksploracja. W świecie gry poukrywane są kartki, zdjęcia czy wycinki z gazet, które nakreślają nam zarysy pewnych wydarzeń. Od nas zależy jak je połączymy i w jaki sposób je zinterpretujemy. Żałuję bardzo, że twórcy nie dodali do gry czegoś w rodzaju notatnika czy dziennika, gdzie zapisywałyby się wszystkie odnalezione historie. Bez tego za pierwszym razem bardzo trudno jest zrozumieć całość. Ba! „Zaginięcie Ethana Cartera” nie kończy się w oczywisty sposób i jak możemy przeczytać na blogu twórców – do tej pory nikt nie pojął jeszcze całej historii. Nie ma w tym nic złego, gdyż otwarte zakończenia powodują, że gra nie umiera od razu po premierze i przyczynia się do ciekawych dyskusji. W każdym razie, każdy kto lubi doszukiwać się dziury w całym znajdzie tu masę możliwości. Z drugiej strony takie podejście twórców ma też zalety. Nie przypominam sobie by w ciągu ostatnich kilku lat jakakolwiek gra przygodowa skłoniła mnie do wzięcia kartki papieru i narysowania sobie mapy (patrz zagadka w domu Vander griffa). Dzięki temu poczułam się trochę jak w erze przed Internetem, gdzie solucji można było co najwyżej szukać w papierowych magazynach.

Kolejną sprawą, która wyróżnia „Zaginięcie Ethana Cartera” z gatunku gier przygodowych jest rewelacyjna oprawa audio-wizualna. Graficznie Astronauci osiągnęli tutaj majstersztyk ocierający się bardzo mocno o fotorealizm. Na screenach, ani na moim gameplayu tego nie zobaczycie, ale posiadacze mocnych kart graficznych będą absolutnie oczarowani sielskimi widokami. Niewątpliwie smaku dodaje fakt, że twórcy zastosowali tu metodę fotogrametrii. Każdy element gry jaki zobaczycie istnieje w rzeczywistym świecie. Ekipa obfotografowała kilkunastoma aparatami różne obiekty, począwszy od budynków aż do pojedynczych kamieni i przeniosła je na ekrany komputerów. Wielokrotnie zdarzyło mi się przystanąć i podziwiać panoramę Red Creek Valley, czy też zadrzeć w górę głowę i zachwycić się światłem przebijającym przez korony drzew. Wiem, że niektórzy recenzenci zarzucili twórcom fakt, że przenieśli bądź co bądź polskie krajobrazy w uniwersum amerykańskiego stanu, zamiast rozegrać fabułę w naszym rodzimym środowisku. Czepialstwo straszliwe. Moim zdaniem to bardzo dobrze, że Astronauci wymyślili sobie fikcyjne miasteczko, a nie jakiś Pcim Dolny. Gra trafia na rynek międzynarodowy. Już nie róbmy z nas samych ograniczonych umysłowo dokumentalistów potrafiących tworzyć tylko gry oparte na historycznych (najlepiej wojennych) faktach.

Duże brawa należą się także Mikołajowi Stroińskiemu, który skomponował 17 utworów urozmaicających oprawę wizualną. Absolutnie zakochałam się w „Valley of the Blinding Mist”. Każde miejsce w grze charakteryzuje się inną atmosferą. Muzyka buduje 50% całego klimatu – w opuszczonych domach wywołuje niepokój, w lesie czaruje mistyką, w mrocznych kopalniach gregoriańskie chóry potrafią zjeżyć włoski na karku. Do tego mamy tu bardzo fajny polski dubbing – za narrację odpowiada Miłogost Reczek, który posiada bardzo męski i niezwykle ciepły głos – jak znalazł pasujący do detektywa. Reszta aktorów także wywiązała się ze swojego zadania, więc tym razem nie mamy się czego wstydzić.

Poniżej możecie obejrzeć pierwszą część mojej transmisji z gry. Uczulam jednak, że grę miałam odpaloną na średnich detalach i w niskiej rozdzielczości, dostosowaną tylko do streamu, zatem wrażenia estetyczne będą znacznie niższe od rzeczywistych. Pamiętajcie też o spoilerach – oglądacie na własną odpowiedzialność.

Podsumowanie

Pokładałam w Astronautach wielkie nadzieje i na szczęście się nie zawiodłam. „Zaginięcie Ethana Cartera” to świetna pozycja na jesienne wieczory. Absolutny obowiązek dla wszystkich fanów gier przygodowych i opowieści grozy. Z uwagi na specyficzny gameplay i nieśpieszną narrację może nie przypaść do gustu każdemu, ale też nie wydaje mi się, by studio celowało w masowego odbiorcę. To gra, która wymaga od gracza sporego zaangażowania. Tak, jest to tylko przygoda na raz (ewentualnie dwa jeśli zechcecie zabawić się w głębszą interpretacje) i tak – jest to pozycja na góra dwa wieczory. Mi przejście gry zajęło dokładnie 4,5 godziny, ale nie uważam, by było to za mało. Dłuższa zabawa powodowałaby tylko większe zamieszanie i być może wtedy sam finał by Was rozczarował. A tak, jest ciekawie, intrygująco i satysfakcjonująco. W swoim gatunku mocny kandydat do gry roku. Mam nadzieję, że Astronauci nie spoczną na laurach i za niedługi czas usłyszymy o ich kolejnym projekcie. Ja za studio Chmielarza trzymam gorąco kciuki.

Ocena: 90/100

Plusy:

+ Wciągający scenariusz

+ Oryginalna mechanika

+ Miażdżąca oprawa audio-wizualna

+ Swobodna eksploracja

Minusy:

– Brak opcji szybkiej podróży

– Twórcy mogli się pokusić o nieco większą liczbę zagadek

Tytuł:

Zaginięcie Ethana Cartera (ang. The Vanishing of Ethan Carter)

Producent:

The Astronauts

Wydawca:

cdp.pl

Platforma:

PC (w przyszłości PS4)

Data premiery:

25 września 2014

Cena:

79 zł

Język:

angielski lub polski do wyboru (dubbing + napisy)

Pegi:

18

Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.