Wiele hałasu o nic, czyli recenzja DriveClub

Gdyby obiecywano Wam lśniące, czerwone Ferrari, a otrzymalibyście kaszlącego Garbusa jak byście się poczuli? To auto i to auto - dojechać nimi można wszędzie, ale przyjemność z jazdy będzie już zgoła inna...

Po przedpremierowym pokazie gry miałam do niej bardzo pozytywny stosunek. To był jeden z kilku tegorocznych tytułów, w które bardzo wierzyłam. Podobał mi się pomysł tworzenia klubów i rozgrywki nastawiona na wieloosobową rywalizację. Niestety, to co miało stanowić największą zaletę gry wypadło w praktyce bardzo słabo. Po wielu godzinach spędzonych z tym tytułem, zwłaszcza tych najgorszych – poświęconych na próby połączenia w trybie multiplayer czuję się, jakby moje wymarzone Ferrari uciekło mi sprzed nosa, a w mojej dłoni zostały tylko kluczyki do garbusa z nagłówka.

Z recenzją tego tytułu specjalnie zwlekałam. Po pierwsze dlatego, że przez 3 tygodnie rozgrywka sieciowa praktycznie nie istniała – notoryczne problemy z serwerami niszczyły główne założenia gry. Po drugie zaś czekałam z utęsknieniem na obiecaną aktualizację przynoszącą efekty pogodowe. Ponieważ jednak ta odwleka się do nieokreślonej przyszłości stwierdziłam, że nie ma już sensu tyle czekać. Ocenię grę taką, jaka jest teraz.

Do wyboru mamy tryb mistrzostw, sesje multiplayer i tryb pojedynczych wyścigów. Kampania jak na grę stricte sieciową jest satysfakcjonującej długości. Ścigamy się w klasycznych wyścigach, próbach czasowych lub driftach. Na każdej trasie możemy zdobyć gwiazdki, za określone zadania – np. finisz w pierwszej trójce, zmieszczenie się w danym czasie, zdobycie odpowiedniej ilości punktów driftu. Gwiazdki odblokowują nam kolejną serię wyścigów, do której możemy przejść kończąc mistrzostwa w danej klasie.

Samochody

DriveClub pozwala nam zasiąść za sterami 50 licencjonowanych samochodów podzielonych na pięć klas. Oczywiście nie wszystkie są dostępne od razu – część odblokowujemy w trakcie zdobywania kolejnego poziomu kierowcy, część zaś tylko zdobywając doświadczenie za punkty klubowe. I tak do wyboru mamy auta, które spokojnie można spotkać na polskich drogach m.in. Renault Clio RS, Volskwagen Golf GTI, Mini Cooper; szybsze, sportowe bryki typu Bentley Continental GT V8, Audi TT RS Coupe Plus, Aston Martin V12, oraz hiper samochody, o których przeciętny kierowca może jedynie pomarzyć – Pagani Zonda R czy Gumper Apollo Enraged.

W grze nie ma żadnych opcji tuningu auta oprócz wybrania koloru lakieru i logotypu charakterystycznego dla naszego klubu. Barw, naklejek i wzorów jest sporo, ale w moim odczuciu nie są one interesujące. Ciężko zrobić tu auto, które po przeróbce wygląda lepiej niż przed. Poza tym lekko nie pasuje mi taka konwencja abstrakcyjnie kolorowych samochodów w wyścigach, które starają się być „serio”. Taki klimat pasuje mi bardziej do serii NFS czy innych ulicznych ścigałek.

Skoro już jesteśmy przy customizacji dodam, że możemy też wybrać twarz i ciuchy dla naszego kierowcy, ale jest to opcja kompletnie pozbawiona sensu. Raz, że wybór jest żałośnie niewielki, a dwa, że avatary oglądamy tylko i wyłącznie podczas parosekundowych sekwencji kończących wyścigi. Pamiętacie jak DriveClub był początkowo reklamowany? Stanie obok auta, podnoszenie maski itp. Nic z tych rzeczy – nawet w wyścigach multiplayer nie pokuszono się o głupią prezentację graczy (co ma miejsce nawet w GTA V: Online).

Kluby i tryb multiplayer

DriveClub w założeniach kładzie największy nacisk na wspólną rywalizację przeciwko innym grupom znajomych. Każdy może założyć własny klub, jednak staje się on oficjalny dopiero, gdy dołączy do niego przynajmniej jeden gracz. W sumie zaś możemy zaprosić do niego dodatkowych 5 graczy. Jednocześnie możemy jeździć tylko w jednym klubie. Jakie są zalety przynależności do grupy? W zasadzie tylko jedna. Jeżdżąc zdobywamy wtedy podwójne punkty doświadczenia. Za zdobycie kolejnego poziomu klubu otrzymujemy ekskluzywne auta i nowe wzory/naklejki. Całą frajdę ma nam sprawiać pięcie się po szczebelkach drabiny rankingowej.

To co mnie boli najbardziej, to fakt, że pozbawiono graczy możliwości stworzenia prywatnych wyścigów. Jedyną opcją trybu multiplayer jest dołączanie do randomowych, zakładanych automatycznie wyścigów, które zmieniają się co parę minut. Nie możemy modyfikować w nich pogody, trasy, ilości okrążeń – zupełnie niczego. Co gorsza od samego początku do chwili obecnej są problemy ze stabilnością połączenia sieciowego, zwłaszcza, gdy chce się jeździć ze wspólnym znajomym. Co rusz wyrzuca kogoś z sesji, albo z nieznanych przyczyn nie dołącza do wyścigu. Ja nie mam cierpliwości do takiej zabawy. Nie mam pojęcia dlaczego w dzisiejszych czasach, gdy każda gra sieciowa ma publiczne beta testy Evolution Studio zaniechało tego kroku. Tym bardziej, że już od dnia premiery DriveClub miał być dostępny dla wielomilionowej społeczności abonentów PlayStation Plus.

Model jazdy i mechanika zabawy

DriveClub jest dziwnym tworem, który choć ma stricte zręcznościowy model jazdy to karze graczy za niedokładność, na którą najlepsze symulatory przymykają oko. Co więcej – karze za rzeczy, na które gracz nie ma wpływu. Zjechanie jednym kołem poza asfalt, lekkie stuknięcie o bandę – skutkuje blokadą maksymalnej prędkości na parę sekund lub minusowymi punktami. To jeszcze byłabym w stanie przełknąć tłumacząc sobie, że twórcy chcą nauczyć nas panowania nad wirtualnymi maszynami. Ale tego, że w trybie pojedynczego gracza, samochody sterowane przez AI z rozpędu wjeżdżają we mnie od tyłu czy spychają z toru i elegancko śmigają sobie dalej, a ja dostaję karę punktową i tracę cenny czas próbując zapanować nad maszyną – tego DriveClubowi nie wybaczę nigdy. Tutaj ma się wrażenie, że samochody mkną jak po sznurku i będą taranować każdego, kto wjedzie na ich tor. Bezsens totalny.

Prowadzenie aut nie jest złe, ale trzeba się do niego przyzwyczaić. Większość aut ślizga się jak po lodzie, jakby miały taką samą masę. Do połowy gry nie odczułam większej różnicy między prowadzeniem chociażby Mini Coopera, a Audi TT. Co gorsza samochody, które otrzymuje się w trakcie gry okazują się dużo gorsze niż te, które dostajemy od początku. Inaczej jest z autami klubowymi – te faktycznie mają lepsze parametry i pozwalają wyśrubować konkretne wyniki. Po połowie kampanii miałam już poważny problem, by zmieścić się w pierwszej trójce. Tu nie tyle pomaga zapoznanie się z trasą, co łut szczęścia i trzymanie kciuków, by nikt z przeciwników nie wjechał w tyłek.

Oprawa audio-wizualna

O ile jednym może taki model zabawy odpowiadać, innym nie, tak uczciwie muszę przyznać, że Evolution Studio zadbało o należytą oprawę wizualną swojej gry. Modele aut są piękne, a świetlne refleksy cieszą oczy. 55 tras pokazuje charakterystyczne krajobrazy Kanady, Chile, Indii, Norwegii i Szkocji. Co prawda widać wyraźnie, że pobocze nie zachwyca już tak bardzo jak błyszczące lakiery samochodów i na próżno szukać tu jakichś efektownych lokacji ze śnieżnymi lawinami, czy morską bryzą pryskającą na szybę, ale narzekać też nie można. Zachody słońca rozlewają feerię barw na niebie, a prowadzenie Pagani Zondy po nocnych, niedoświetlonych ulicach powoduje przyśpieszone bicie serca. Z wcześniejszego pokazu wiem, że efekty pogodowe także będą miały wpływ na jazdę i to z pewnością urozmaici całą rozgrywkę. Pozostaje nam tylko czekać.

Gorzej ma się sprawa z muzyką. Ścieżka dźwiękowa jest nijaka – brakuje w niej chwytliwych, znanych utworów czy kawałków, które po prostu wpadałyby w ucho. Mamy tylko bezemocjonalną, elektroniczną łupaninę. O wiele lepiej prezentuje się natomiast ryk silników i pisk opon.

Podsumowanie

DriveClub miał bardzo nieudany start i wielu graczy ma solidne podstawy do tego, by poczuć się oszukanymi. W końcu to tytuł nastawiony na multiplayer, który przez miesiąc nie działał. Z obiecanej, dedykowanej aplikacji pozwalającej m.in. na oglądanie wyścigów naszych znajomych również nic nie wyszło. Efekty pogodowe są dopiero w planach. O darmowej edycji dla plusowiczów Evolution Studio uparcie milczy. To bez wątpienia jedna z największych porażek konsoli PS4. Dodanie w przyszły wtorek trybu foto niewiele tu zmieni.

Mimo dziwnej mechaniki zabawy i opisanych w tekście wad nie mogę jednak napisać, że bawiłam się przy niej okropnie. Wręcz przeciwnie, bicie rekordów znajomych, zbieranie gwiazdek i kampania w trybie pojedynczego gracza sprawiały mi przyjemność. Zgrzytałam zębami, ale jednak coś pchało mnie do tego, by znowu usiąść za kółkiem. Z zakupem DriveCluba wstrzymałabym się mimo to do momentu, gdy wszystko zostanie już połatane i będzie wyglądało tak, jak na materiałach promocyjnych. Oby Evolution Studio się z tym pośpieszyło, bo na horyzoncie widać już The Crew, które ma solidne podstawy, by wyprzedzić brytyjskie wyścigi już na starcie.

Ocena: 50/100

(+10 więcej gdy wejdzie aktualizacja z efektami pogodowymi)

Plusy:

+ Wymagająca kampania w trybie dla pojedynczego gracza

+ Oprawa wizualna aut i dynamicznie się zmieniające pory dnia

+ Duża liczba tras (będzie aktualizowana co miesiąc)

Minusy:

– system kar

– niestabilne połączenie sieciowe

– brak możliwości personalizowania trybu multiplayer

– słabo rozwinięta idea klubu

– idiotyczne AI

– muzyka

Tytuł

: DriveClub

Producent:

Evolution Studio

Wydawca:

Sony Computer Entertainment

Platforma:

PS4

Data premiery:

7.10.2014

Cena:

około 249 zł

Język:

polski

PEGI:

3

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.