Intel Extreme Masters to gigantyczna impreza

Wewnątrz było wtedy strasznie gorąco. To była pierwsza, poważna impreza esportowa, która odbyła się w Polsce i nikt nie był do końca pewien, czego ma się po niej spodziewać. Chyba z wyjątkiem publiczności, która z własnej, nieprzymuszonej woli odrobiła lekcje – młodzi Polacy dotychczas mogli oglądać turnieje tego rozmiaru tylko w Sieci. Oglądali je jednak bardzo uważnie. Ich żywe reakcje, oklaski nagradzające najlepsze zagrania i przygotowane wcześniej transparenty zrobiły wrażenie na wszystkich. Na graczach, na organizatorach, sponsorach, na mnie. Zagraniczne media, relacjonując pierwszą edycję Intel Extreme Masters również nie zapomniały wspomnieć o niesamowitej atmosferze, którą udało się stworzyć polskiej publice. Zresztą, posłuchajcie tego:

To właśnie te brawa i okrzyki wydobywające się z tysięcy gardeł sprawiły, że w kolejnym roku, w katowickim Spodku odbywały się już finały Intel Extreme Masters. Finały jednej z największych imprez e-sportowych na Świecie! W 2014 roku koksowniki na szczęście okazały się zbędne. Ta edycja zapisała się w historii zupełnie czymś innym. Po wielu latach niebytu, do łask publiczności powrócił Counter Strike. I to w wielkim stylu. ESL zdecydowało się na przeniesienie tytułu od Valve na dużą scenę, na którą, razem z CS:GO wróciła najbardziej utalentowana drużyna w historii polskiego esportum która zaledwie kilka miesięcy przed imprezą w Spodku zaczęła grać w barwach Virtus.pro. I grała obłędnie. Polska publiczność już rok wcześniej była wielce przekonująca, jednak pomiędzy „wielce przekonująca” a „kibicująca polskiej drużynie, która właśnie gra w finale” istnieje ogromna różnica. Znów wyręczę się nagraniem wideo:

I przyznam szczerze, że w tym roku liczyłem na powtórkę z roz(g)rywki. Virtusi również. W wypowiedziach poprzedzających tegoroczne finały Intel Extreme Masters, polscy zawodnicy byli pewni siebie, ciężko pracowali nad przygotowaniem się do turnieju, a nawet zdecydowali się na zatrudnienie Jakuba „Kubena” Górczyńskiego w roli trenera. Nie mogli przegrać.

Jednak przegrali. W półfinale. Fnatic pokonał „naszych” dwa do zera i dzisiaj zmierzy się z Ninjas In Pyjamas. W tym roku puchar Intel Extreme Masters trafi do Szwecji. I chociaż dzisiaj nie będziemy mogli kibicować Polakom i tak jestem pewien, że katowicki Spodek, razem z nowo otworzonym Międzynarodowym Centrum Kongresowym, jak co roku nie pomieści wszystkich chętnych. Według prognoz, liczba odwiedzających ma w tym roku przekroczyć STO TYSIĘCY osób. Gdyby wczoraj około południa ochrona nie przestała wpuszczać stojących w deszczu (i długich kolejkach osób), ponieważ jak co roku katowicki Spodek okazał się być zbyt mały.

A przypomnijmy, że w tym roku IEM odbywa się również w Międzynarodowym Centrum Kongresowym, którego rok temu jeszcze tu nie było. Każdy centymetr ogromnej hali został wykorzystany przez wystawców i odwiedzających. Przez to zmienił się również charakter całej imprezy. IEM otworzył się na wszystkich, którzy interesują się grami komputerowymi i nowymi technologiami. Oprócz wystawców stricte gamingowych, w tym roku mogłem pozwiedzać również stoiska firm, które w Polsce do tej pory nie były w prawie żadnym stopniu kojarzone z esportem. Intel Extreme Masters w przeciągu trzech lat nabrało tak ogromnych rozmiarów, że w pierwszej chwili, jako fan esportu czułem się trochę zawiedziony, że moja ulubiona impreza zamieniła się w kolejne targi komputerowe.

Na szczęście było to tylko moje pierwsze wrażenie, które odniosłem tuż po przyjeździe. Tak, ze względu na nową, dodatkową i nie zapominajmy: ogromną powierzchnię, powróciło nieco „partyzanckich akcentów” i niedociągnięć, które obecne były również w 2013 roku. Jednak ogromna hala, wypełniona stoiskami największych firm związanych z nowymi technologiami i gamingiem w Polsce to bez wątpienia bardzo cenna wartość dodana. W końcu, IEM nie będzie odbywał się w Katowicach do końca Świata, a posiadając tak duże wsparcie lokalne – zarówno ze strony firm, jak i publiczności, Spodek wcale nie musi żegnać się z grami. Mam oczywiście nadzieję, tak samo zresztą jak i władze Katowic, że wszystko jeszcze na długo zostanie po staremu. Za którymś razem przecież trzeba zorganizować to tak, żeby te kilkaset tysięcy osób mogło wejść na teren imprezy bez tych cholernych kolejek. A wejść warto. Szczególnie dzisiaj – od 13:00 zaczynają się rozgrywki finałowe.