Game of Thrones: Sons of Winter – recenzja

Dotarliśmy do punktu zwrotnego, w którym serial HBO wypada słabiej niż gra przygodowa! W czwartym epizodzie nie tylko spotkamy smoka, ale też będziemy szturmować miasto, prowadzić twarde negocjacje z odwiecznym wrogiem i z ciężkim sercem złamiemy przysięgę Nocnej Straży.

Ostatnie części cyklu „Pieśni Lodu i Ognia” nie były zbyt udane. Przeciągające się w nieskończoność wątki, zbędne dłużyzny, wprowadzanie nowych bohaterów, którzy do pięt nie dorastają poprzednim- taka „Moda na sukces” dla wielbicieli politycznego fantasy. Serialowa „Gra o Tron” pomału dogania wydanie książkowe i nowe odcinki nie są już tak ekscytujące jak w poprzednich sezonach. Na szczęście zupełnie odwrotnie jest w przypadku gry przygodowej Telltale Games. Wydany w tym tygodniu czwarty epizod – „Sons of Winter” – jest zdecydowanie najlepszym ze wszystkich i daje dużą satysfakcję fanom uniwersum.

We wszystkich wątkach, oprócz Miry, która znajduje się w Królewskiej Przystani i próbuje zyskać przychylność pewnego kupca na weselu króla Tommena i Margaery Tyrell będziemy mieć do czynienia z sytuacjami, które mocno podwyższą nam adrenalinę. Już w poprzednim odcinku pojawił się plan odbicia najmłodszego z Forresterów z rąk Whitehillów. Wyobraźcie sobie sytuację, w której jesteście w twierdzy swojego wroga i nagle dostrzegacie obraz bliźniaczo podobny do tego, który wisi w Waszej komnacie. Malunek przedstawia szczęśliwą rodzinę – zupełnie taką jak Wasza. Poznając w tym momencie historię rodu zaczynacie rozumieć dlaczego jego członkowie zachowują się tak, a nie inaczej – zamiast potworów widzicie w nich ludzi. Być może nawet odczujecie pewną gorycz, w związku z podjętymi wcześniej decyzjami.

Jeśli kojarzycie scenę Krwawych Godów z serialu czy książki, wchodząc do gościnnej hali Whitehillów serce powinno podskoczyć Wam do gardła. To tutaj poczujecie największy stres związany z koniecznością podjęcia kilku szybkich decyzji.

Bardzo ciekawie rozwija się także wątek Ashera, który w poprzednim odcinku dotarł do królowej Daenerys. Łatwo było przewidzieć znając charakterek młodej Matki Smoków, że nie pomoże nam ona za darmo. Koniec końców zasilamy oddział specjalny mający na celu zdobycie Meereen. Tu nie tylko przyjdzie nam przemykać się pod okiem strażników, ale też z nimi walczyć. Zanim dojdzie do najbardziej widowiskowej akcji, będziemy musieli wystawić przyjaźń Beskhi na próbę. Poznając historię tej wojowniczej, pijącej na umór dziewczyny, zrozumiemy co ukształtowało jej charakter i zapałamy do niej jeszcze większą sympatią.

Poprzedni odcinek pozostawił Gareda w dramatycznej sytuacji. Bez względu na to, czy dokonaliście mniej lub bardziej miłosiernego wyboru młody brat Nocnej Straży zostanie ukarany. A ponieważ wrony z nikim się nie cackają żywot Gareda wydaje się już przesądzony. Na szczęście z pomocą przyjdą mu przyjaciele, których sympatię zdobyliśmy w poprzednich odcinkach. Ciężar łamanej przysięgi boli gdzieś wewnętrznie, ale z drugiej strony ciekawość i chęć spełnienia obietnicy pcha nas w stronę poszukiwań legendarnego North Grove. Tu także konieczne będzie podjęcie trudnej decyzji moralnej i dość łatwo można przewidzieć jaki konflikt szykują dla nas twórcy w kolejnych epizodach.

Solidny, ponad dwugodzinny odcinek przepełniony jest wartkimi dialogami i akcją. Z rzadka trafimy na sekwencje, w których mamy więcej swobody w poruszaniu postacią. Dzięki temu tempo jest dynamiczne, a my ani przez chwilę się nie nudzimy. Na tyle pozostałych wątków, intrygi Miry wydają się tu mało interesujące, ale być może nadejdzie moment, w którym starsza córka Forresterów znacząco wpłynie na losy swojej rodziny.

Oprócz licznych chrupnięć obrazu i przycinających się animacji najbardziej zabolała mnie iluzja w momencie podejmowania kluczowych wyborów. Telltale bardzo ładnie mami nas skrajnie różnymi opcjami dialogowymi, ale często okazuje się, że bez względu na to, czy wykażemy się taktem, czy przywalimy z grubej rury efekt końcowy będzie taki sam. W jednym momencie z ciężkim sercem postawiłam wszystko na jedną kartę i doprowadziłam do śmierci trzech ważnych postaci. Gra nie potoczyła się jednak dalej, a po napisie „Valar morghulis” musiałam jeszcze raz odegrać ową scenkę. Twórcy dali mi do zrozumienia, że tak czy siak, mam podążać ich ścieżką, a moje decyzje mają tu czysto kosmetyczne znaczenie. Trochę szkoda. Zdecydowanie wolałabym zamknąć sobie pewne odnogi fabularne, ale pozostać wierna swoim wyborom. Z drugiej strony konfliktów moralnych jest tu tak dużo, że twórcy musieliby pokusić się o stworzenie wielu scenariuszy i zakończeń gry.

Mimo to gra dalej jest godną polecenia. Intrygi są coraz głębsze, akcja nabiera tempa, a poboczni bohaterowie stają się coraz ciekawsi. Zostały nam jeszcze tylko dwa odcinki. Mam nadzieję, że opisane wyżej tendencje będą dalej rozwijane, aż do spektakularnego finału.

Ocena:

80/100

Plusy:

+ Trudne wybory moralne

+ Dynamiczna akcja

+ Nawiązywanie do wydarzeń z serialu i książki

+ Nadające kolorytu historie bohaterów pobocznych

Minusy:

– Drobne błędy techniczne (klatkowanie w animacjach)

– Iluzoryczne wybory (da się to odczuć z rzadka, ale jednak można się rozczarować)

Recenzje pozostałych epizodów znajdziecie poniżej:

Game of Thrones: Episode 1: Iron from Ice Game of Thrones: Episode 2: The Lost Lords Game of Thrones: Episode 3: Sword in the Darkness

Tytuł: Game of Thrones: Sons of Winter
Producent:
Telltale Games
Wydawca:
Telltale Games
Platforma:
PC, PS4, Xbox One, PS3, Xbox 360, Android, iOS
Data premiery:
26.05.2015(PC, PS3, PS4), 27.05.2015 (Xbox 360, Xbox One) 28.05.2015 (iOS, Android)
Cena:
około 21 zł za epizod, około 81 zl za sezon 6 odcinków (ceny z PlayStation Store)
Język:
angielski
PEGI:
18
0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.