Halo 5: Guardians – zmiany, dużo zmian!

Najnowsza odsłona gry Halo jest niesamowicie istotna dla całej serii. Jest to praktycznie pierwsza odsłona tej serii, w której nowi twórcy mogli rozwinąć skrzydła, kreatywnie i technicznie. Postanowili być odważni, odnosząc sukces w wielu kwestiach, ale i w niektórych sromotną klęskę.

Halo to jedna z gier wszech czasów. Stworzony przez studio Bungie shooter wyznaczył zupełnie nowe standardy, które po dziś dzień są kopiowane. Spopularyzował ten gatunek gier na konsolach i to właśnie dzięki niemu zaczęto głośno mówić o tej śmiesznej konsoli Xbox od Microsoftu. Halo to tak zwany system seller, a więc gra, dla której miliony osób kupiło Xboxa i Xboxa 360.

Studio odpowiedzialne za grę postanowiło jednak w końcu zająć się czymś innym i uniezależnić się od Microsoftu. Gigant z Redmond odkupił więc od studia wszystkie prawa do Halo i powołał zupełnie nowe, o nazwie 343 Industries, które zajmuje się wyłącznie grami Halo. Studio to stworzyło już dwie gry na konsole Microsoftu. Halo 4 dla Xboxa 360, jak sami twórcy przyznają, było bardzo zachowawczym podejściem do serii. Z kolei Halo: Kolekcja Master Chief dla Xboxa One to tylko audiowizualny retusz starych gier. 343 Industries samo wielokrotnie podkreślało, że dopiero Halo 5: Guardians jest jego pierwszym, autorskim podejściem do tematu. I to właśnie dopiero po tej grze fani powinni poddać ocenie, czy legenda trwać będzie, czy też została zbrukana. Miałem dużą przyjemność otrzymać kopię recenzencką na około tydzień przed premierą. I nie mam dobrych wieści dla 343 Industries. Choć sama gra jest świetna,

Zmian jest sporo

Tak samo, kak odważnych pomysłów. Nowe Halo jest przede wszystkim wypełnione po brzegi akcją. Każda gra z serii była bardzo zręcznościowa, ale w przypadku najnowszej odsłony gracz może się poczuć jak podczas przejażdżki kolejką górską. Nie gubi nas jednak w ferworze akcji, a cały czas trzyma adrenalinę na wysokim poziomie. Wyobraźcie sobie połączenie „filmowości” Call of Duty i dynamiki starych arcade shooters .

Pierwszą istotną zmianą jest wywrócenie do góry nogami klasycznej narracji trybu fabularnego. Gra składa się z dużych, otwartych poziomów, a w grze możemy się wcielić w jednego z ośmiu członków dwóch zespołów, gdzie jeden stara się dopaść drugi. Niebiescy to Master Chief i jego starzy, wierni Spartanie. Ozyrys to Spartanie nowej generacji i nowe postacie w uniwersum gry. Postacie interesujące, warto dodać.

Mechanika gry to kilka ciekawych i udanych innowacji. Smart Link tworzący z każdej broni broń snajperską czy możliwość taranowania przeciwników swoim ciężkim pancerzem świetnie się komponują z całością gry, która dla fanów będzie bardzo znajoma, ale zdecydowanie nie wtórna. Wiele też zmienia nowe podejście do projektowania poziomów, które nie są już prostymi ścieżkami, a otwartymi terenami.

Rozgrywka i tło fabularne to niezaprzeczalne zalety tej gry w trybie dla pojedynczego gracza i tu 343 Industries nie zawiodło. To jeszcze lepsze, jeszcze fajniejsze Halo. To, co „totalnie leży”, a co od zawsze było olbrzymim atutem Halo, to sam scenariusz i narracja. Sam pomysł był świetny: sugerowanie, że tytułowy bohater wielbiony przez miliony fanów gry może okazać się czarnym charakterem jest odważne i intrygujące. Niestety, zawiodło wykonanie.

Nowy sposób narracji i opowieści jest płytki i nudny. Wątki są urywane w połowie, źle eksponowane, czasem bardzo źle pocięte. W pewnym momencie gracz zdaje sobie sprawę, że właściwie, to nie wie po co walczy i o co tu właściwie chodzi. Świetne uniwersum ilustrowane znakomitą oprawą graficzną i ciekawym pomysłem leży w bólu i krwawi widząc jak nudno, amatorsko i po łebkach poprowadzono historię. To bardzo boli, bo sama gra, oceniając wyłącznie jej mechanikę, jest świetna. Mocna historia w Halo od zawsze uzupełniała świetną grę ciekawym kontekstem. W Halo 5 możemy o tym zapomnieć.

Do trybu wieloosobowego ciężko się przyczepić

Nie spędziłem za wiele czasu w trybie multiplayer gry, gdyż przed premierą ciężko było umówić się na wspólną zabawę. Halo jednak wiele „ukradło” bratnim Gears of War, dzięki czemu przechodzenie fabularnych misji we dwoje tu równie miodne, co w pierwowzorze. Misje są tak rozpisane, by zawsze warto było kombinować i dzielić się rolami, zamiast biegać w kółko bezładnie po mapie. Zaryzykowałbym, że granie solo jest wręcz mniej przyjemne od zabawy z kumplami i kumpelami, gdyż ludzcy gracze zastępowani są botami, a ci, choć ich sztuczna inteligencja działa zaskakująco dobrze, nieraz zachowują się dość sztucznie, nieraz pędząc na wroga w samobójczym zrywie.

Tryb dedykowany grze wieloosobowej to najlepsza jego odsłona w historii (i tak, zlikwidowano idiotyczne levelowanie z Halo 4). Znajdziemy w nim zarówno tradycyjne propozycje jak Slayer czy Capture the Flag, jak i zupełnie nowe Warzone, które w pewien sposób mocno przypomina gry typu MOBA. Warzone to olbrzymie mapy, w których walczy się zarówno z drużyną przeciwników, jak i siłami natury sterowanymi przez sztuczną inteligencję. Za każde zabójstwo, przejęcie wyznaczonej strefy czy zabitego bossa sztucznej inteligencji przyznawane są punkty. Trzeba zdobyć ich tysiąc, by wygrać. Rewelacyjny pomysł, wymagający zupełnie nowego, bardziej strategicznego myślenia i koordynowania działań.

No dobra, ale kupować, czy nie?

Halo 5: Guardians właściwie ma tylko jedną wadę. To piękna graficznie gra. Misje z kampanii są znakomicie zaprojektowane, na dodatek wiele zyskując w kooperacji ze znajomymi. Tryb multiplayer wyznacza nowe standardy, przynajmniej na konsolach (tak, jest tak dobry). 343 Industries spisało się na medal. To co ja się tak czepiam?

Ja cały czas o tym scenariuszu i narracji. Podczas grania w każdą część Halo potrafiłem zarwać noc, byle tylko się dowiedzieć szybciej „jak to się wszystko zakończy”. Grając w Halo 5 w pewnym momencie przestało mnie to obchodzić. A zepsucie tego, przy tak barwnych postaciach jak Master Chief czy Cortana, jest nie lada osiągnięciem.

Ta wada boli. Ale i tak namawiam was do zakupu. Bo jako gra, Halo 5 broni się bez trudu. A jako e-sportowa pozycja, jest wręcz zakupem obowiązkowym.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.