The Perils of Man – recenzja gry

Gry przygodowe często skupiają się na kwestii ratowania świata czy poszukiwania skarbów. Rzadziej poruszają wątki etyczne, filozoficzne i egzystencjalne - gdy to jednak robią z miejsca stają się wielkimi hitami, bo wywołują emocje, których na próżno szukać w szarej codzienności. Dlatego kochamy "The Walking Dead", "To The Moon" czy "Valiant Hearts". Niestety, choć "The Perils of Man" miała świetne podstawy do tego, by zaliczyć ją do ów chlubnej grupy, w ostateczności przegrała z własnymi ambicjami.

Początek opowieści wciąga jak bagno. Wcielamy się w rolę Any Eberling, współczesnej nastolatki, która razem z mamą zamieszkuje piękną, wiktoriańską posiadłość. Dziewczynę poznajemy w dniu jej szesnastych urodzin, kiedy to otrzymuje tajemniczą przesyłkę od swojego ojca, który zaginął bez śladu wiele lat temu. Co ciekawe, ta przypadłość dopadała każdego mężczyznę z rodu Eberlingów. Jeśli dodacie do tego fakt, że każdy z zaginionych był naukowcem osiągającym spore sukcesy Wasza wyobraźnia natychmiast zacznie pracować na wysokich obrotach. Rozwiązując zagadkę nietypowego prezentu Ana odkryje nie tylko tajemnicę swojego rodu, ale też będzie miała okazję przenieść się do przeszłości.

Scenariusz z miejsca sprawił wrażenie bardzo dobrze przemyślanej historii o podróżach w czasie, które – jak wiemy z licznych filmów i książek – niosą ze sobą duże zagrożenia. Tym razem nie chodzi jednak o dość oklepany paradoks dziadka, ale o tzw. dylemat wagonika. Czy należy ratować grupę ludzi, którzy przyniosą zgubę całej społeczności? Jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy zostali pozbawieni elementu ryzyka? Czy znając konsekwencje każdego wydarzenia bylibyśmy szczęśliwsi? Gra w dużej mierze daje nam odpowiedź na te pytania i mocno pobudza nasze myślenie. Niestety moment kulminacyjny tej historii następuje zbyt szybko – ma się wrażenie, jakby ktoś nagle wyciął z tej opowieści spory kawał scenariusza, przez co epilog ogląda się z nikłą satysfakcją. Zwłaszcza, że na pudełku znajdziemy informację o ponad 10-godzinnej przygodzie, którą w rzeczywistości da się ukończyć w zaledwie 4 godziny.

Moim zdaniem mocno zmarnowano tu potencjał na przygodową grę roku, ale jeśli zabierzecie się do gry z myślą, że jest to pozycja na jeden wieczór – możecie z niej w dalszym ciągu sporo wyciągnąć. Przede wszystkim fanom klasycznych przygodówek przypadnie do gustu oprawa graficzna zaprojektowana przez Billa Tilera, który swego czasu odpowiadał za wizualną stronę gier ze stajni Lucas Arts. Mamy tu do czynienia z trójwymiarową, lekko przerysowaną grafiką w stylu Tima Burtona, która może nie tyle olśniewa, co nadaje specyficznego klimatu. Szwajcarskie studio IF Games najlepiej poradziło sobie z cutscenkami, które w wielu grach niskobudżetowych kuleją. Na plus zaliczyć należy jeszcze świetny voice acting, który sprawia, że liczne dialogi chętnie się odsłuchuje, a nie po prostu „przeklikuje”. Ciekawie i często-komicznie zaprojektowane są także postacie m.in. mama bohaterki, która panicznie obawia się wszystkiego.

Jeśli chodzi o mechanikę gry, mamy tu do czynienia z nieśmiertelną klasyką w stylu point’n’click. Nie mamy wpływu na pracę kamery – wskazujemy tylko bohaterce miejsce, w które powinna się udać (zdecydowanie brakuje tu dwukliku odpowiadającego szybszemu przemieszczaniu się). Oprócz prowadzenia dialogów, które często dają jakąś sugestię, zbieramy przedmioty i łączymy je w ekwipunku. Logicznych zagadek jako takich jest tu garstka i są one na tyle proste, że nawet nie ma się o czym rozpisywać. Utknąć można tu tylko z jednej przyczyny – niezauważenia obiektu na planszy.

Ciekawostką natomiast jest możliwość założenia tzw. Okularów Ryzyka, które zmieniają widok na perspektywę z pierwszej osoby. Gogle jak sama nazwa wskazuje podświetlają nam na czerwono elementy zagrożenia, z którymi musimy się uporać, by popchnąć fabułę do przodu. Pomysł jest fajny jednak – ponownie – z uwagi na krótki czas gry skorzystamy z tego rozwiązania zaledwie kilka razy.

Jeśli chodzi o kwestie techniczne – nie jest idealnie. Wynotowałam kilka momentów, w których nakładają się na siebie dwa głosy (np. z głównego dialogu i z offu) lub, w których napisy nie zgrywają się z voice-actingiem. Nie są to jednak częste przypadki i nie umniejszają one mocno przyjemności płynącej z rozgrywki.

The Perils of Man warto poznać, jeśli szuka się gry przygodowej o nietypowej tematyce. Poziom trudności z pewnością rozczaruje weteranów, ale reszta towarzystwa powinna się dość dobrze bawić. Nie jest to gra, będąca wyznacznikiem jakości czy przynosząca taki poziom emocji jak opisane w nagłówku tytuły, ale warto dać jej szansę gdy znajdzie się ją w promocyjnej cenie.

Ocena: 75/100

Plusy:

  • Wciągający scenariusz
  • Ładne cutscenki
  • Oprawa wizualna
  • Oprawa audio i voice acting
  • Gogle Ryzyka

Minusy:

  • Niski poziom trudności
  • Krótki czas gry w stosunku do zapewnień producenta
  • Nierozwinięty wystarczająco scenariusz
  • Drobne mankamenty techniczne
  • „Przeklikany” epilog

Tytuł

: The Perils of Man

Producent:

IF Games

Wydawca:

IQ Publishing

Platforma:

PC, iOS

Data premiery:

30.11.2015

Język:

polskie napisy, angielski voice acting

Cena:

około 10 Euro na Steam (dostępna także w wersji pudełkowej w polskich sklepach)

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.