Unravel – recenzja

Czasami nie potrafimy dostrzegać małych rzeczy. Zapominamy o tych wszystkich drobnostkach, które kiedyś wywoływały nam na twarzach uśmiech - bieganiu boso po trawie, zbieraniu truskawek z babcinego ogrodu, wędrówce po górach z przyjaciółmi. Niekiedy zdarza się nam nawet "zapomnieć" o miłości - nie tej względem ukochanego czy ukochanej, ale o tej najbardziej naturalnej, która istnieje w nas od pierwszego dnia. Unravel przypomina właśnie o tym, jak kochać życie.

Skandynawia to trochę inny świat. Pełen surowego klimatu, rozległych, nie zniszczonych ludzką ręką krajobrazów, magicznego folkloru i ciepła domowego ogniska. Szwedom ze studia Coldwood udało się to wszystko uchwycić w jednej, małej grze.

Unravel należy do tego typu produkcji, do których z niezwykłą przyjemnością zasiada się po ciężkim dniu i zapomina o problemach. Pozbawiona słów opowieść jest sentymentalną podróżą przez wspomnienia pewnej staruszki. Każdy epizod zabiera nas inne miejsce ukazując po drodze okruchy życia całej rodziny. Wiosną zwiedzamy babciny ogród, latem eksplorujemy morskie wybrzeże, jesienią zachwycamy się leśną gęstwiną, a zimą przemierzamy zamarznięte krajobrazy.

Każdy kadr godny jest uwiecznienia. Naprawdę wielokrotnie można tu przystanąć i napawać oczy wspaniałym, fotorealistycznym otoczeniem. Odpowiednio wyważona głębia ostrości i maleńka postać Yarnego – włóczkowego bohatera – sprawia, że z lubością obserwujemy świat z nowej perspektywy. Mimo, że pod względem mechaniki, jest to gra platformowa, a więc gatunek, który rzadko wywołuj w graczu większe emocje, to twórcy postarali się, by całość była napakowana niezapomnianymi doznaniami.

A to przelecimy pół planszy na latawcu, a to będziemy łapać rybę na lasso, by przepłynąć staw, a to będziemy przemykać się między kopytami olbrzymiego łosia, walczyć z zamiecią śnieżną czy uciekać przed wronami. Nawet zagadki, które ze względu na prosta mechanikę gry często się powtarzają, to dzięki unikalnemu otoczeniu i różnorodnym obiektom, mamy wciąż wrażenie, że robimy coś innego. Przykładowo w jednej lokacji przesuwamy puszkę, by doskoczyć wyżej, w innej zbieramy jabłka, by wrzucić je do wiaderka, które podniesie nas wyżej, a jeszcze dalej strząsamy szyszki z drzewa, by obtoczyć je w śniegu i zrobić kulę pomagającą wspiąć się na skały.

Oczywiście nie znaczy to, że grę można przejść z zamkniętymi oczami. Zasady są proste, ale wymagają od nas umiejętności kombinowania i dokładnej obserwacji. Yarny zbudowany jest z włóczki, która z każdym jego krokiem się rozwija. Oprócz zwykłego podskoku możemy jeszcze wypuścić włóczkę niczym lasso i dzięki temu bujać się na wystających punktach. W tych miejscach możemy również zaplatać węzły, dzięki którym łączymy ze sobą punkty by np. zahaczyć o jakiś przedmiot, pociągnąć za wajchę czy zrobić sobie trampolinę. W praktyce co jakiś czas będziemy musieli tworzyć zawiłe, włóczkowe konstrukcje jak ta na zdjęciu powyżej. Cała trudność polega jednak na tym, że ciałko Yarnego jest ograniczone – gdy zużyjemy za dużo włóczki, nasz bohater „schudnie” i nie będzie mógł iść dalej. Musimy zatem tak kombinować, by tworzyć najbardziej optymalne trasy do kolejnego kawałka włóczki.

W późniejszych etapach pojawia się coraz więcej sekwencji zręcznościowych i wtedy zdarza się, że Yarny często ginie. Dobre rozmieszczenie checkpointów i szybkie ładowanie gry sprawia, że śmierć nie wywołuje tu żadnej frustracji, raczej zmusza do większego skupienia. Dodatkowo osoby szukające większych wyzwań mogą pokusić się o poszukiwania znajdziek, których zawsze jest około 5 na planszy (ani razu nie udało mi się zebrać kompletu!).
Oprócz zachwycającej oprawy wizualnej muszę pochwalić także udźwiękowienie gry – takie standardy jak skrzypiący pod nogami śnieg, odgłosy pękającej kry, czy zbliżającej się morskiej fali nie są niczym rewolucyjnym, ale w połączeniu z celtycką muzyką całość wrażenie doskonałej kompozycji. Widać, że twórcy włożyli w tą produkcję dużo serca. Zadbano nawet o zmiany w zachowaniu Yarnego! Na śniegu nasz bohater się trzęsie, gdy zauważy coś pięknego rozgląda się, tak samo jak i my. Czasami potyka się lub zalękniony spogląda na przeszkodę. Mimo braku słów Yarny wydaje się jednym z najsympatyczniejszych i najbardziej naturalnych bohaterów gier wideo ostatnich lat.

Do tego nie mogę absolutnie nic zarzucić kwestiom technicznym. W testowanej przeze mnie wersji na PS4 Unravel działał płynnie, bez żadnych glitchy. Nawet jeśli jakimś cudem udałoby Wam się zablokować Yarnego przy rozwiązywaniu zagadki, jednym przyciskiem można powrócić do wcześniejszego checkpointa.
Unravel zabrał mnie w piękną, przyjemną podróż, której z pewnością długo nie zapomnę. Jeśli macie dość brutalnych, wtórnych gier o ratowaniu świata – zdecydowanie polecam tą włóczkową przygodę.

Ocena: 90/100

Plusy:

+ Oprawa wizualna!!!

+ Piękne udźwiękowienie

+ Sympatyczny bohater

+ Przyjemny, oryginalny gameplay

Minusy:

– Ścieżek dźwiękowych mogłoby być ciut więcej

– Zakończenie mogłoby być bardziej satysfakcjonujące

Tytuł: Unravel
Producent: Coldwood Interactive
Wydawca: EA Games
Platforma: PC, PS4, Xbox One
Data premiery: 9 lutego 2016
Cena: 89 zł (PS4, Xbox One), 59 zł (PC)
Język: angielski
PEGI: 7

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.