Mroczne Legendy 3: Miasto Cieni – recenzja

Przed Wami najbardziej mroczna część polskiej serii- tym razem nienawiązująca w oczywisty sposób do klasycznych baśni. To cztery godziny zabawy wśród barwnej, gotyckiej architektury i ciekawych zagadek.

Gdy spojrzycie na poprzednie części Mrocznych Legend (The Forsaken Bride i Song of the Dark Swan) z miejsca zobaczycie zmianę klimatu. O ile w tamtych produkcjach mrok był wyparty przez kolorowy, baśniowy klimat, tak w Mieście Cieni jest odwrotnie. Fabuła także stała się gęstsza i poważniejsza, co bardzo dobrze wróży tej serii na przyszłość.

W grze wcielamy się w Sylwię należącą do tajemniczego Zakonu stojącego na straży artefaktu – kamienia Incarceri, który więzi w sobie złowrogą istotę z innego wymiaru – Koszmara. Gdy uwaga Sylwii i jej mistrza – Salomona – zostaje odwrócona, ze skarbca Zakonu ktoś wykrada Incarceri. Pogoń za złodziejem prowadzi ich do gotyckiego miasteczka Lichtenheim, które znajduje się już we władaniu Koszmaru. Rozsypujące się na oczach miasto to jednak najmniejszy problem.

Nasza bohaterka wraz z mentorem będą musieli stawić czoła Lustrzygom – ludziom zamienionym w demony, których wygląd i moc są odbiciem ich własnych grzechów. Właśnie ten motyw najbardziej spodobał mi się w całej historii. Demony są ciekawie zaprojektowane – przykładowo nadgorliwa matka jednej z postaci pobocznych została zamieniona w wielką osę, Królową Roju. I choć cała historia obraca się wokół walki dobra z przedwiecznym złem, to scenariusz jest poprowadzony w ciekawy sposób i mimo łatwego do przewidzenia zakończenia, finał pozostawia nas usatysfakcjonowanych. Do tego w edycji kolekcjonerskiej otrzymujemy jeszcze jedną, dodatkową przygodę, wyjaśniającą nam historię kamienia. Całość jest jednak króciutka – możemy zaliczyć ją w 4 godziny, choć przy cenie około 35 zł trudno spodziewać się bardziej rozbudowanej gry.

Co zaskoczyło mnie pozytywnie to obecność nowych elementów w mechanice gry. Już wcześniejsze produkcje wykazywały trend do ewoluowania bardziej w gatunek gier przygodowych niż gier HOPA, ale nie spodziewałam się, że kolejny etap nadejdzie tak szybko. Po pierwsze elementów HOPA, czyli plansz, na których szukamy obiektów jest niewiele, a te które są cieszą wysokim poziomem trudności. Po drugie, w niektórych scenkach znajdziemy linie dialogowe. Żadne tam wybory moralne, ot klasyczne zapytania dotyczące wybranego tematu. Szkoda, że jest ich garstka, ale doceniam dobre chęci.

Trzecią zaś i najbardziej chyba istotną zmianą jest możliwość obracania wybranych obiektów. Nie jest to pełne 3D, a jedynie możliwość obejrzenia przedmiotu z drugiej strony, a jednak dodaje to realizmu i pozwala na implementację nowych zagadek. W ekwipunku możemy także łączyć przedmioty, co także stanowi ukłon w stronę klasycznych gier przygodowych. Artifex Mundi – idźcie dalej w tym kierunku!

Ponieważ mamy tu do czynienia z opowieścią o walce dobra ze złem, twórcy pokusili się o dodanie jeszcze jednego aspektu. Bitwy z demonami to rodzaj zagadki na spostrzegawczość. Po lewej stronie ekranu widzimy czerwone runy rzucane przez potwora, po prawej szereg niebieskich, których możemy użyć. By wygrać, musimy wybrać taką runę, której żaden z symboli nie pojawia się po stronie przeciwnika. Im bliżej końca historii, tym potyczki bardziej skomplikowane. Szkoda jedynie, że nie pokuszono się o bardziej hardkorową odmianę gry na czas, czy pomyłkami skutkującymi śmiercią. Ale – znów – musimy pamiętać, że ta seria kierowana jest do graczy niedzielnych, szukających przyjemnej rozrywki na wieczór, a nie weteranów.

Oczywiście nie brakuje tu także mini-gier czy zagadek logicznych. Jest tu kilka takich, z którymi zetknęliśmy się już w poprzednich produkcjach, ale są też i bardziej unikatowe. Żadna jednak nie stanowi wielkiego wyzwania, więc fani spragnieni trudnych łamigłówek mogą poczuć się rozczarowani. Ja uważam, że brak stresujących puzzli akurat pasuje do tej serii i pozwala na płynną rozgrywkę. Zawsze też można zwiększyć poziom trudności samej gry, gdy przycisk podpowiedzi za bardzo „namawia” do użycia.

Oprawa graficzna jest jak zwykle na najwyższym poziomie. Ręcznie rysowane tła zachwycają detalami i feerią barw. Mimo wielu kolorów, dzięki gotyckiej architekturze, oświetleniu i dodatkach w rodzaju kości, drzew czy rzeźb udało się osiągnąć mroczny klimat niepokoju. Doceniam także animację otwierającą grę.

Podsumowując jest to niewątpliwie jedna z ciekawszych gier Artifex Mundi. Dużo nowości, ciekawy scenariusz i ciesząca oczy oprawa wizualna. Warto też dodać, że gra jest w języku polskim i jest dostępna na wielu różnych platformach (Steam, Google Play, App Store, Windows Store, Amazon).

Ocena: 90/100

Plusy:

  • Oprawa graficzna
  • Scenariusz
  • Nowe elementy gameplayu

Minusy:

  • Finał opowieści mógłby być dłuższy
  • Poziom trudności łamigłówek jak dla początkujących graczy

Tytuł:

Grim Legends 3 – The Dark City / Mroczne Legendy 3: Miasto Cieni

Producent:

Artifex Mundi

Wydawca:

Artifex Mundi

Platforma:

PC, Android, iOS, Windows Phone, Amazon

Data premiery:

2 czerwca 2016

Język:

polski (angielski dubbing)

Cena:

około 35 zł

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.