Car Mechanic Simulator 2015 – recenzja

Polacy mają smykałkę do symulatorów. Co roku wypuszczane są kolejne edycje Symulatora Farmy, a Car Mechanic Simulator 2014 mimo nieprzychylnej opinii recenzentów podbił serca graczy i youtuberów z całego świata. Zawód rolnika czy mechanika samochodowego nie znalazłby się pewnie w rankingu wymarzonych zawodów świata, a jednak na ekranie lubimy się w nie wcielać.

Lubimy do tego stopnia, że nawet dorzucamy swoje pięć groszy do produkcji nowych gier z tej dziedziny. Tak było w przypadku opisywanego tu Car Mechanic Simulatora 2015- sequelu, który zdobył na Kickstarterze wymagane 20 tysięcy dolarów i w ubiegłym roku pojawił się w sprzedaży. Pierwsza część nie zebrała dobrych recenzji, a mimo to odniosła komercyjny sukces. Nigdy mnie do takich gier nie ciągnęło, ale dzięki Red Dot Games zrozumiałam, że jest coś niesamowicie fajnego w udawaniu, że jest się „panem Mietkiem z warsztatu”. No bo ileż można ratować ciągle świat/ukochaną/własne imperium. Dzięki takim grom otrzymujemy namiastkę czyjegoś życia – wszak praca zajmuje nam 1/3 dnia. I chyba dlatego CMS 2015 mimo wielu wad (o których oczywiście zaraz wspomnę) jest dla mnie grą na tyle ciekawą, że wartą spędzenia z nią kilkunastu godzin.

Mój przyjaciel Damian – z zawodu mechanik – przynajmniej raz w tygodniu naprawia własną flotę aut. Dzięki temu dość często słyszę o przeróżnych problemach związanych z samochodami, oglądam zdjęcia rozbebeszonych części i dławię się na wieść o wysokich kosztach operacyjnych. Ale dopiero CMS 2015 pokazał mi jak to wszystko wygląda od strony zaplecza. Już na wstępie, bez żadnych ceregieli karzą mi „wymienić filtr powietrza”. To pewnie bardzo łatwa czynność, skoro występuje już na początku gry – myślę sobie i chodzę bezradnie po mym wirtualnym warsztacie zerkając niepewnie na podstawione przez klienta auto. No dobra, to zajrzyjmy pod maskę! Hmm, niby parę razy w życiu zerkałam do wnętrza mojej Toyoty Yaris, ale na żywo nie podświetlały mi się te wszystkie części, śrubki, przekładnie, gwinty i bogowie wiedzą co jeszcze…

Wyobraźcie sobie moje przerażenie, gdy dowiedziałam się, że każdy model samochodu złożony jest z 200 interaktywnych części. I – żeby było zabawniej – nikt nie będzie mi podpowiadał gdzie się dana część znajduje. Dla kogoś kto swoją wiedzę na temat budowy samochodu opierał na tuningowaniu aut w Need For Speedach było to bardzo ciężkie doświadczenie. To pierwsze zlecenie zajęło mi trochę czasu, ale satysfakcja z wymiany filtru była olbrzymia. Zapragnęłam więcej!

Zlecenia generowane są losowo, ale ich poziom jest dopasowany do zdobytego doświadczenia. Początkowo będziecie zatem wymieniać olej, chłodnicę czy akumulator, by z czasem przejść do bardziej wymagających zadań. Klienci często nie będą nawet w stanie określić co dokładnie wymaga naprawy – podadzą jedynie skutek usterki np. „słyszę hałas podczas przyśpieszania” lub „podwozie wymaga kapitalnego remontu”. Wówczas należy korzystać z narzędzi diagnostycznych. Usterki znajdujemy ręcznie lub później z pomocą testera OBD, testera kompresji, miernika elektrycznego czy ścieżki diagnostycznej. Wszystkie narzędzia musimy jednak wymienić za zgromadzone punkty doświadczenia, więc z początku łatwo nie będzie.

Gdy zdemontujemy popsutą część musimy zakupić nową. Taką operację dokonujemy z użyciem tabletu, który przenosi nas do sklepu z częściami. Element możemy albo wyszukać poprzez wpisanie jego nazwy w polu wyszukiwarki, albo przekopać się przez listę i wskazać go ręcznie. A co ze starymi częściami? Te możemy albo sprzedać, albo naprawić na stole warsztatowym – w końcu każdy grosz się liczy.

CMS 2015 nie nazwałabym jednak symulatorem z prawdziwego zdarzenia. Moim zdaniem grze znacznie bliżej do produkcji logicznej. Wszystko dlatego, że mechanika gry jest bardzo prosta i wymusza na nas dokonywanie wciąż tych samych czynności. Gdy przyglądamy się danemu fragmentowi auta np. podwoziu możemy zdemontować, zdiagnozować lub zamontować element. Sęk w tym, że niczego nie da się zrobić źle. System nie pozwala nam np. usunąć klocka hamulcowego, bez wcześniejszego demontażu części go okalających. Musimy odkręcać kolejno każdą śrubkę, co często jest procesem bardzo żmudnym, zwłaszcza, że zlecenia się powtarzają. Jedyną trudnością w grze jest znajomość położenia danego elementu. Reszta – to czyste puzzle. Nie pomyślano nawet o dodaniu stresującego harmonogramu czy licznika minut przeznaczonych na naprawę. Czy zlecenie zrealizujemy w 3 minuty, czy w godzinę klient zapłaci nam tyle samo.

Co zaskakujące gra nigdy się nie kończy. Nie ma tu określonego celu, kampanii czy scenariuszy – zlecenia są zapętlone. Bardzo brakowało mi tu większego nacisku na rozbudowę warsztatu. Owszem, możemy z czasem dokupić kilka nowych elementów np. parking, na którym stawiamy zakupione przez nas samochody, czy lakiernię, ale o wiele fajniej grałoby się mogąc zaczynać np. w przydomowym garażu, albo jako pomocnik mechanika w renomowanym salonie, by z czasem dorobić się warsztatu sygnowanego własną marką. Przydałyby się też opcje customizacji otoczenia, jakieś plakaty z ulubionymi autami na ścianach itp.

Monotonię, która – niestety wkrada się po kilku godzinach gry – przełamuje jednak parę elementów. Po pierwsze mamy do czynienia z różnymi autami. Nie są one niestety licencjonowane (za wyjątkiem dwóch pięknych Mercedesów obecnych w DLC Mercedes-Benz), ale można się domyśleć na jakich modelach wzorowali się twórcy. Różnią się one np. budową silnika, co troszkę utrudnia zabawę, ale – znów- z uwagi na mechanikę gry nie jest aż tak trudno, jak można by tego oczekiwać. Po prostu inaczej wygląda pod maską maluch, a inaczej pickup.

Po drugie gdy zdobędziemy 9000 punktów doświadczenia, będziemy mogli kupić parking. To z kolei otwiera nam drogę do centrum aukcyjnego, gdzie za odpowiednią sumę pieniędzy będziemy mogli zakupić zdezelowane klasyki, by „po godzinach” pracować nad ich odpicowaniem. Po co? Oczywiście po to, by sprzedać je z o wiele większym zyskiem. Ten motyw bardzo mi się spodobał i sprawił, że chętniej realizowałam zlecenia. W końcu praca nad wymarzonym autem to zupełnie co innego, niż naprawianie wozów klientów. Frajdę z posiadania eleganckiego auta zwiększa też tryb fotograficzny, który pozwala na tworzenie screenów z różnych ujęć.

W porównaniu do poprzedniej części gry dodano także opcję naprawy elementów karoserii oraz lakiernię, gdzie zmienimy kolor auta na dowolnie wybrany przez nas. Prawdziwą gratką są jednak DLC, których stopniowo przybywało po premierze. Oprócz dodatków takich jak Youngtimer czy PickUp & SUV, które pozwalają na zabawę z nowymi modelami aut, są także bardziej obfite DLC jak Visual Tuning, który poszerza liczbę elementów karoserii o kolejne 200 części (światła, maski, spoilery itp.) Czuć, że gra jest w dalszym ciągu rozwijana i że wsparcie z Kickstartera nie poszło na marne.

Oprawa wizualna nie zmieniła się wiele w porównaniu do poprzedniej części. Warsztat dalej jest tak sterylny, że ma się wrażenie, że dałoby się tam jeść z podłogi. Auta także w większości są czyściutkie, jakby dopiero co zeszły z myjni, choć zdarzają się też modele lekko przybrudzone, a nawet zardzewiałe (to głównie te, które kupujemy na aukcji). Części są wyraźne, jednak pozbawione realistycznych tekstur- ot widać, że chciano uprościć ich wygląd, by upłynnić mechanikę. Standard jest typowy dla produkcji symulacyjnych. Nie mogę zrozumieć jednak dlaczego nie dodano możliwości szybszego chodu naszej postaci. „Pan Mietek” porusza się tak ociężale, że krocząc z jednego końca warsztatu na drugi spokojnie dacie radę zaparzyć herbatę. Przydałoby się także dodać stacje radiowe z prawdziwego zdarzenia, bo oferowana w grze muzyka jest nijaka i gwarantuję, że po paru godzinach szybko ją wyłączycie, załączając w tle Spotify.

Pamiętajmy jednak, że mówimy tu o rodzimej produkcji z relatywnie niskim budżetem. Twórcom udało się dodać do gry kilka nowości, a 92% pozytywnych recenzji na Steamie znów świadczy o tym, że fani motoryzacji są w stanie wybaczyć wiele niedociągnięć. Ja bawiłam się tu całkiem nieźle, choć nie obyło się bez zgrzytania zębami. Ach i umiem już wymienić filtr powietrza (przynajmniej – w teorii)!

O Car Mechanic Simulator 2015 wspominam Wam też dlatego, że od jutra w sklepach znajdziecie

najnowszy numer CHIP-a, w którym pojawi się pełna wersja poprzedniej części gry – Car Mechanic Simulator 2014

. Jeśli więc starsza produkcja przypadnie Wam do gustu, bez obaw będziecie mogli spróbować tej nowszej.

Ocena: 60/100

Plusy:

+ Olbrzymia liczba interaktywnych części

+ Możliwość kupna własnego auta i prowadzenia tuningu

+ Prosta mechanika

+ Duża liczba DLC

+ Elementy RPG

Minusy:

– Toporne sterowanie

– Brak kampanii i celu w grze

– Brak większego poziomu trudności lub wprowadzenia limitu czasu

– Słaba ścieżka dźwiękowa

– Bez zakupu DLC na dłużą metę wkrada się monotonia

Tytuł:

Car Mechanic Simulator 2015

Producent:

Red Dot Games

Wydawca:

Play Way

Platforma:

PC

Data premiery:

2 kwietnia 2015

Język:

polski

Cena:

około 88 zł

Powiązane treści:

Jaki tablet dla dzieci wybrać?

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.