Enigmatis 3: Cień Karhkali – recenzja

Finałowa potyczka z Pastorem rozgrywa się na dachu świata i jest zrealizowana z należytym rozmachem. Gdy popatrzycie na pierwszą część Enigmatis i na tę ostatnią zauważycie olbrzymi progres polskiego studia. Tak trzymać!
Po wydarzeniach z Ravenwood pani detektyw wraz ze swoim przyjacielem postanawiają wrócić do Maple Creek, by podjąć ślad Pastora – ostatniego wyznawcy demona Asmodeusza. Prolog od razu atakuje nas szybką akcją – nad mroźnymi górami Karakorum samolot, którym podróżują bohaterowie ulega awarii. Nie brakuje tu scenek, w którym widzimy dłonie naszej postaci, co fajnie podkreśla dynamikę danego wydarzenia i pozwala bardziej wczuć się w rolę.
Fani z pewnością ucieszą się także z chwilowego powrotu w rejony Maple Creek. Najbardziej imponujące widoki i tak czekają na Was na górskich szczytach. Przepiękne ruiny klasztoru, leśne ścieżki, rzeźby inspirowane dalekowschodnią kulturą. Tu nawet śnieg nie jest czysto biały, tylko mieni się zachwycającymi barwami od promieni słońca. Wydanie gry w środku lata było świetnym pomysłem – wspaniale przemierza się na ekranie mroźne rejony i słucha wycia wiatru, gdy w rzeczywistości za oknem jest ponad 25-stopni.
O niebo lepiej prezentują się też same postacie, przypominają bardziej komputerowe rendery niż dwuwymiarowe malunki. Jedyne co mnie w nich raziło i piszę to zawsze przy okazji każdej gry Artifexu to dubbing. Jest zbyt sztywny, jakby zatrudniano native speakerów, a nie profesjonalnych aktorów. Przydałby się też polski voice acting…
W porównaniu do drugiej części gry wprowadzono także lekkie zmiany w mechanice. Mniej tu scenek z szukaniem obiektów, a więcej kombinowania z przedmiotami. Czasem by zebrać przydatną rzecz musimy się trochę namęczyć np. przeszukać szufladki pudełek (fot. powyżej), roztopić śnieg. Niby w innych grach HOPA również czasami natkniemy się na takie scenki, ale tu mam wrażenie, że wszystko jest jakieś logiczniejsze. Przykładowo bandaże musimy sobie sami przygotować – znaleźć bawełnę, wyprać ją, wyprasować, uciąć, a nie po prostu wyciągnąć mini-gry (choć takie zabiegi też się jeszcze zdarzają). Podobnie jak w nowszych grach Artifexu, tak i tutaj znajdziemy obiekty wymagające interakcji w inwentarzu – rozbijamy kompas, by wyciągnąć z niego igłę, albo łączymy ze sobą przerwany pasek, by wykorzystać go do uruchomienia pewnej maszynerii.
W scenkach z ukrytymi obiektami zdecydowanie wzrósł poziom trudności – nie tylko za sprawą sprytnego pochowania drobiazgów, ale też z konieczności dokonania na wielu z nich pewnych interakcji. Obiekty zaznaczone brązowym kolorem wymagają dodatkowego ruchu. Przykładowo by ukończyć mandalę (fot.powyżej) należy najpierw odszukać trzy, kolorowe proszki. Dla osób, które nie lubią tego typu zabaw przygotowano alternatywną grę w szukanie par.
Brakowało mi trochę mroku i większego poczucia zagrożenia, który był charakterystyczną cechą pierwszej części serii. Mierzymy się ze starym wrogiem, wiemy czego się spodziewać, a ostateczna bitwa jest jak na mój gust za bardzo odrealniona. Fabularny „twist” związany z jedną z postaci jest zaś tak łatwy do przewidzenia, że tylko można klepnąć się w głowę widząc „zaskoczenie” naszych bohaterów. Troszkę odpuszczono sobie także wątek prowadzenia śledztwa – niby zbieramy różne dowody przeglądając książki czy fotografie (IMHO graficznie imponujące), ale wnioskowanie jest zbyt proste, za mało w nim wątków i pytań.

Mniej jest także zapadających w pamięć mini-gier. Zamiast typowych puzzli czy łamigłówek sprawiających wysiłek umysłowy, postawiono na „zagadki” bardziej rekreacyjne polegające na wykorzystaniu przedmiotów w określonej kolejności np. wywoływane zdjęć czy łączenie barwników. To zaś sprawia, że gra się zbyt szybko przechodzi, w żadnym momencie nie trzeba się za wiele zastanawiać. Nie wszyscy uznają to za wadę, ale ja lubię się w grach trochę pomęczyć, a nie lecieć jak po sznurku.

W sumie rozgrywka zajęła mi 5 godzin (4 godziny podstawowa przygoda + godzina epizod dodatkowy odblokowujący się po ukończeniu głównej osi fabularnej). To nieco zbyt krótko jak na grę kosztującą 70 zł. Z drugiej strony esteci z pewnością docenią piękną oprawę audio-wizualną. W tego typu grach trudno mówić o rażących wadach, gdyż to, co jednego będzie denerwować, innym się spodoba. Dlatego polecam zapoznać się najpierw z bezpłatnym demem. A jeśli nie mieliście jeszcze do czynienia z serią Enigmatis, polecam uwadze nowy numer CHIP-a, który znajdzie się w kioskach już za parę dni – na dołączonym DVD znajdziecie bowiem pełną wersję Enigmatis: Duchy Maple Creek.

Ocena: 88/100

Plusy:

+ usprawniona mechanika

+ oprawa audio-wizualna

+ zamiennik sekwencji z szukaniem obiektów (łączenie par)

+ dynamiczne sekwencje i cutscenki

Minusy:

– słaby dubbing

– mało wymagające łamigłówki

– słaby wątek detektywistyczny

– cena

Tytuł:

Enigmatis 3: Cień Karkhali

Producent:

Artifex Mundi

Wydawca:

Artifex Mundi

Platforma:

PC, Android, iOS, Steam

Data premiery:

21 lipca (PC), 11 sierpień 2016 (pozostałe platformy)

Język:

polski (angielski dubbing)

Cena:

około 70 zł

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.