Płynąć wciąż pod prąd, czyli recenzja „Inside”

"Jaki piękny jest ten świat, wszystko czarno-białe...Nie mogę zrobić nic, sterowany jestem wciąż" - śpiewał swego czasu Myslovitz i to właśnie ta piosenka jako pierwsza przychodzi mi na myśl, gdy próbuję nadać ton recenzji tej niezwykłej gry. Gry, która jako jedna z niewielu współczesnych produkcji porusza brakiem słów i wymownością obrazu.
Gry platformowe to trudny gatunek w przekazywaniu emocji i kiedy pojawia się tytuł, który zamiast kolorowej, słodkiej oprawy i bezmyślnego kroczenia w prawą stronę ekranu oferuje otwartą w interpretacji opowieść, przy niebanalnej oprawie audiowizualnej niemal zawsze mamy do czynienia z hitem. Tak było w przypadku Limbo sześć lat temu. Gra o chłopcu przemierzającym czarno-białą otchłań odcisnęła swoje piętno w branży i nikomu nie udało się od tamtej pory przebić depresyjnego klimatu, który oferowała. Studio PlayDead długo pracowało nad „Inside” pod presją otoczenia. W końcu najtrudniej jest przeskoczyć samego siebie. Czy im się tu udało? O, jeszcze jak!
Inside zaczyna się tak jak Limbo. Pojawiamy się w mrocznym lesie, bez żadnej konkretnej zapowiedzi. Szum liści i pustka drażniąca ucho gdzieś na granicy świadomości wywołuje przyjemne uczucie niepokoju – tym bardziej, że znów pod naszą opiekę trafia bliżej nieokreślony chłopiec. Tym razem jednak wszystko jest bardziej intensywne. Począwszy od oprawy wizualnej, aż po animacje i gameplay.
Grafika zyskała głębię. Chociaż w dalszym ciągu poruszamy się jedynie w czterech kierunkach, to dzięki świetnej pracy kamery mamy wrażenie trójwymiarowości. Gdy poruszamy się chłopcem kamera się lekko oddala, gdy zatrzymujemy się – przybliża. Do tego między naszym bohaterem, a nami pojawia się często dodatkowy plan – a to drzewa zasłaniające widok, a to wnętrza budynków. Postęp w oprawie wizualnej jest widoczny gołym okiem. Sama postać porusza się teraz niesamowicie naturalnie – biegnie z lekkością, ale też potrafi się potknąć; wzdycha gdy wychodzimy z wody, spogląda do tyłu, gdy ktoś nas ściga. Ma się wrażenie, że duża część tych animacji nie jest powtarzalna.

Świat po jakim przyjdzie nam się poruszać jest wyprany z barw – dominują tu niebieskie szarości, co potęguje klimat nie tyle depresji, co jakiejś takiej wewnętrznej neurozy. Wciąż zastanawia nas kontrast czerwonej koszuli chłopca z jednobarwnymi, ciemnymi ubraniami pozostałych postaci. Do tego przeraża tu kolejny dysonans – niewielka, niewinna postać naszego bohatera kontra monumentalne, coraz bardziej zmechanizowane lokacje. Industrialne wnętrza straszą swoją pustką, grą światło-cieni i zwisającymi z sufitu kablami, do których przyczepieni są gdzieniegdzie… ludzie.

Ludzie bez wątpienia zniewoleni, pogrążeni w marazmie, niereagujący na bodźce. Inside zabiera nas w bardzo gorzką podróż przez alternatywny, antyutopijny świat, w którym najwyraźniej coś w pewnym momencie poszło nie tak. Nie znamy kresu swojej drogi, ale ciekawość wciąż pcha nas dalej. Jakie okropności zobaczymy dalej? Czy znajdziemy tu kogokolwiek bliskiego? Jak długo będziemy musieli się jeszcze ukrywać? Dlaczego inni ludzie z widocznym zadowoleniem potrafią przyglądać się cierpieniu swoich pobratymców? Zaskakujący na każdym kroku scenariusz to kolejna zaleta gry. Jej epilog zaś jest tak fenomenalny, że zbrodnią byłoby cokolwiek o nim wspominać.

Pod względem mechaniki także jest lepiej niż w przypadku Limbo. Zrezygnowano niemal zupełnie z zagadek wymagających od gracza nie lada zręczności, przez co śmierć rzadko kiedy zagląda z ekranu. Skupiono się na eksploracji i oryginalnych łamigłówkach, których rozwiązanie przynosi satysfakcję. Poziom trudności jest niski, ale dzięki temu gra staje się przystępniejsza i ma szansę trafić także w gusta niedzielnych graczy. Nie brakuje tu sekwencji ze skradaniem się, uciekaniem, pływaniem pod wodą.

Parę słów należy się także oprawie audio. Ta składa się wyłącznie z odgłosów otoczenia. Nie ma tu muzyki, nawet żadnego delikatnego ambientu. Są za to bardzo sugestywne dźwięki przyrody, bębniącego deszczu, głuchej głębi podwodnej toni, bzyczących maszyn i przerażającego do szpiku kości odgłosu goniących, warczących psów. Inside skłania ku założeniu słuchawek i potrafi niesamowicie przenieść gracza do tej szarej, nieprzystępnej krainy. Wielki, wielki szacunek.

Inside przebił swojego poprzednika pod każdym względem. Pozostawił mnie z ogromem emocji i jednocześnie wewnętrznym spokojem. Zachwycił swoją innością, wielokrotnie zaskoczył i skłonił do refleksji. To piękne w swoim minimalizmie i przekazie opowiadanie o dążeniu do wolności, które bez wątpienia każdy gracz powinien poznać.

Ocena: 95/100

Plusy:

+ Klimat

+ Zaskakujący scenariusz

+ Oprawa audio-wizualna

+ Prosta mechanika i oryginalne zagadki

Minusy:

– Wysoka cena (20 Euro za 3,5h gry)

Tytuł:

Inside

Producent:

PlayDead Studio

Wydawca:

PlayDead Studio

Platforma:

PC, Xbox One

Data premiery:

7 lipca 2016

Język:

polski (w menu; gra pozbawiona jest tekstu)

Cena:

około 88 zł

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.