Ten moment, gdy szukasz Pokemona, a znajdujesz… zwłoki

Minął dopiero tydzień od amerykańskiej premiery Pokemon Go, a aplikacja już zdążyła narobić wokół siebie szumu. A to gracze narzekają na zakwasy, a to mieszkańcy innych krajów pobierają nielegalnie grę sprawiając, że serwery są wciąż przeciążone. Tym razem Pokemon Go pomogły w odszukaniu ciała zmarłego mężczyzny.

Pokemon Go poza tym, że pozwala łapać ulubione Pokemony ma jeszcze jedną kluczową cechę – wymaga od gracza ruchowej aktywności. Stworki poukrywane są w różnych miejscach na mapie naszej okolicy – tylko wędrując fizycznie jesteśmy w stanie je złapać. Na podobnej zasadzie działała poprzednia aplikacja producenta – Ingress.

Motywowanie młodzieży do spacerów to wielka zaleta Pokemon Go. Ponieważ Pokemony dzielą się na różne rodzaje, ich lokalizacja także uzależniona jest od krainy geograficznej. Przykładowo Pokemony leśne złapiemy tylko w pobliżu lasu.

19-letnia Amerykanka Shayla Wiggins z Riverton próbowała odszukać wodnego Pokemona. Dlatego bez cienia wątpliwości przeszła przez płot odgradzający pobliską rzekę i spacerowała wzdłuż wybrzeża. Nagle zauważyła coś pływającego metr od brzegu i po chwili zorientowała się, że jest to ludzkie ciało. Po wezwaniu służb ratunkowych okazało się, że są to zwłoki mężczyzny nieżyjącego od około 24 godzin. Nastolatka opisuje całe zdarzenie jako szokujące: – „Zdenerwowałam się i płakałam przez chwilę”.

Biorąc pod uwagę, że to dopiero początek drogi Pokemon Go, spodziewamy się, że podobnych incydentów z wykorzystaniem aplikacji będzie więcej. W piątek australijski oddział policji w Darwin wydał oświadczenie, w którym informuje graczy, by nie wchodzili na komendę tylko po to, by złapać pokemona Sandshrew, który przebywał w tej lokalizacji.

0
Źródło: Independent.co.uk
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.