Wielki błękit, czyli recenzja Abzu

Chyba jeszcze nigdy żadna gra rozgrywająca się w podmorskich głębinach nie potrafiła mnie sobą tak zauroczyć. Abzu jest kolejnym dziełem wirtualnym ocierającym się o formę sztuki - impresjonistyczną podróżą, o której trudno opowiadać - zdecydowanie lepiej przeżyć ją samemu.

Musiały minąć cztery długie lata zanim stworzono duchowego spadkobiercę jednej z najlepszych gier obecnej generacji – Journey. Twórcy Abzu nie kryli ani przez moment, że to właśnie gra studia thatgamecompany była ich największą inspiracją. I wierzcie mi – to widać i słychać już od pierwszej chwili. Znajdziemy tu tę samą ascetyczną, lecz kolorową grafikę skupioną na animacji ruchu, znajdziemy historię opowiedzianą bez słów, znajdziemy momenty wzruszenia i równie urzekającą muzykę Austina Wintory’iego. To duża szansa dla posiadaczy komputerów PC, którzy do tej pory nie mieli okazji zagrać w Podróż – Abzu da Wam bardzo duże wyobrażenie o tym, czym Journey jest i może sprawi, że pożyczycie kiedyś konsolę od znajomych, by sięgnąć po ten tytuł.

Wróćmy jednak do Abzu. Gdy po raz pierwszy zanurzycie się w podmorskie głębiny poczujecie niesamowitą radość – da się tu odczuć i wolność (bo w końcu lokacje są całkiem spore i nic nas nie goni z realizacją zadań) i zachwyt nad pięknem całego środowiska. Najważniejsze zaś, że Abzu stanowi doskonały kompromis między symulatorami chodzenia, które nie każdemu przypadają do gustu (typu Everybody’s Gone to the Rapture), a produkcjami z bardzo dalekiego pogranicza gier logiczno-zręcznościowych z jasno zarysowaną mechaniką. Wspominam o tym, byście nie sądzili, że jest to tytuł, który „przechodzi się sam”.

Co prawda ani przez moment w grze nikt nam nie powie, co mamy robić, ale jest to oczywiste same w sobie. Jesteśmy tajemniczym nurkiem, który pojawia się na środku oceanu. Możemy płynąć tylko w głąb, by poznać siebie i świat, który nas otacza. Co pewien czas natkniemy się na obiekty, z którymi trzeba będzie dokonać interakcji np. wprawić w ruch zębate koła, które wciągną łańcuchy blokujące dostęp do kolejnej lokacji, czy żółtych pomocników, których wykorzystamy do przecięcia różowych glonów. Jeśli lubimy znajdźki, będziemy mogli skupić się na szukaniu ukrytych muszli i posągów medytacyjnych. Równie dobrze możemy też uwalniać ryby z tajemniczych obiektów. Och właśnie, ryby…

Nie mam pojęcia ile gatunków znajdziecie w grze, ale jak na moje oko – spokojnie w okolicach setki. Twórcy, choć oddali nam do dyspozycji kolorowy, nieistniejący, morski świat, to jednak umieścili w nim gatunki zwierząt istniejących naprawdę w naszym świecie. Spotkacie tu kalmary różnych maści, walenie, morskie żółwie, ławice sardynek i całe bogactwo tropikalnych ryb, które można oglądać w oceanariach. Podczas medytowania na posągach możemy rozkoszować się ich ruchem, przeskakiwać między gatunkami – zupełnie tak jakbyśmy mieli na ekranie telewizora wirtualne akwarium. I choć na papierze brzmi to jakoś beznamiętnie, to przy akompaniamentach pięknej muzyki symfonicznej, mocno rozbudza wszystkie zmysły i pozbawia napięcia.

Nie chcę Wam psuć zabawy z odkrywania Abzu. By mocniej nakreślić jednak atmosferę gry przytoczę tu jedynie dwa momenty, które sprawiły, że wydałam z siebie bezdźwięczne „wow”. Wyobraźcie sobie, że wpływacie do nowego akwenu. Wokół tylko Wasza postać i niekończąca się, niebieska toń. Panuje tu lekki półmrok, schodzicie coraz niżej i nagle, coś olbrzymiego wypełnia cały ekran, tuż za Waszym bohaterem. Pad wibruje, podnosi się muzyka, i przyglądacie się rodzinie waleni przepływających z niesamowitym majestatem. Gdy kamera oddala się, a Wy wciąż płyniecie tuż obok tych pięknych stworzeń, zaczynacie odczuwać rozmiar całej tej przestrzeni i magię podróży.

Drugim z kolei momentem, który wywarł na mnie wrażenie, było wpłynięcie w sam środek ławicy niewielkich, srebrnych rybek. Poczułam się jak w oku cyklonu, spokojna, mimo otaczającego mnie szalonego ruchu. I takich chwil jest tu bardzo dużo. To właśnie one decydują o sile tej gry. Abzu pozwoliło mi wyobrazić sobie jak może wyglądać życie prawdziwego nurka, który doświadcza świata nieodstępnego dla zwykłego człowieka.

Abzu możecie ukończyć w godzinę – oczywiście jeśli będziecie tylko bezmyślnie płynęli naprzód, obojętni na zjawiska, które przygotowali twórcy. Możecie skończyć w trzy godziny, jeśli będziecie wnikliwymi obserwatorami. Możecie też, tak jak ja, przechodzić ten tytuł kilkukrotnie, już nie dla poznania tajemnicy, ale dla relaksu, wyzbierania znajdziek czy wykonania zrzutów ekranu.

Tytuł bez wątpienia godny jakiejkolwiek ceny. Spójny, enigmatyczny, o cudnej oprawie audio-wizualnej. Giant Squid pokazali, że w nurcie gier eksploracyjnych jest jeszcze wiele światów godnych zwiedzania. I mam nadzieję, że teraz nie spoczną na laurach i przygotują nam równie intrygującą przygodę, może rozgrywającą się w ludzkim ciele, albo w chmurach…?

Ocena: 95/100

Plusy:

  • Klimat
  • Oprawa audio-wizualna
  • Prosty interfejs
  • Znajdźki

Minusy:

– chciałoby się, by podróż trwała dłużej…

Tytuł:

Abzu

Producent:

Giant Squid

Platforma:

PS4, PC

Data premiery:

2 sierpień 2016r.

Język:

polski (napisy)

Cena:

około 70-80 zł

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.