Gears of War 4 jest dokładnie takie, jakim powinno być

Gdy produkcję Gears of War 4 zlecono nowemu studiu, byłem przerażony. Miałem w pamięci outsource'owanego Judgmenta i myślałem, że będzie równie kiepsko. Tymczasem dostałem jedną z najbardziej satysfakcjonujących strzelanek ostatnich lat.

Uwielbiam trylogię „Piratów z Karaibów” Gore’a Verbinsky’ego, wspaniałe kino przygodowe. Tak, trylogię. Bo tego, co nakręcono potem, nie uznaję. Podobny problem mają gry Gears of War. Dopóki zajmował się nimi Cliff Bleszinski, były to jedne z najlepszych gier na konsole w historii. Jednak wystarczyła jedna gra z serii od innych twórców, bym stracił uznanie i zainteresowanie. Zamknięta opowieść trylogii i wszystkie gry, które się na nią składają, to było coś niesamowitego.

Teraz Gears of War wracają. Od zupełnie nowego studia, powołanego przez Microsoft wyłącznie do jednego celu. Do skupienia się właśnie nad tą grą. Niby byłem podekscytowany powrotem do jednej z moich ulubionych strzelanin, ale martwiłem się, że gra będzie słaba, tak jak Gears of War: Judgment. Oj, jak ja lubię takie miłe niespodzianki, jak ta sprawiona przez „czwórkę”.

Gra ma właściwie tylko jedną wadę

Do której wrócimy. Przypomnijmy najpierw czym są Gears of War. To brutalna strzelanina z trzeciej osoby, opowiadająca fascynującą historię o wojnie ludzkości z obcą rasą. Wojnie mrocznej, okrutnej i krwawej. Gra bywa wręcz groteskowa w swoim prezentowaniu przemocy i grozy wojny, ale też nigdy do końca nie bierze siebie na serio. Twórcy zachowali idealną równowagę pomiędzy ciężkim i poważnym tematem a humorem i dowcipem, choć oczywiście znacznie subtelniejszym od Duke Nukem i bardziej przystępnym od tego z nowego Dooma.

Gears of War to gra, która spopularyzowała tak zwany system osłon. A więc mechanikę polegającą na przebieganiu przez gracza od osłony do osłony, by zza niej ostrzeliwać wroga. Wiele gier do dziś ową mechanikę naśladuje, z Grand Theft Auto na czele. Gears of War może się też pochwalić różnorodnym, bardzo satysfakcjonującym arsenałem i epicką, widowiskową kampanią dla pojedynczego gracza (którą można też przejść w kooperacji, zarówno przez Sieć, jak i na podzielonym ekranie), a także bardzo przyjemnym i popularnym, choć ciut za prymitywnym na mój gust trybem multiplayer.

A czym jest Gears of War 4? Cóż, dokładnie tym samym. Gra jest na swój sposób wręcz wtórna. W jej mechanice nie zmieniło się prawie nic, choć rozbudowano tryb wieloosobowy. Dalej jesteśmy żołnierzem w tak ciężkiej zbroi, że nie da się nawet podskakiwać. Dalej mamy angażującą historię opowiedzianą w bardzo widowiskowy sposób. Dalej naszym zadaniem jest wpakowanie tysięcy ton ołowiu w cielska wrogów. I dalej jest to niesamowicie przyjemne.

To jednak nie oznacza, że nie zmieniło się nic

Gears of War 4 powstały na zupełnie nowym silniku o nazwie Unreal Engine 4. Dzięki temu gra potrafi wycisnąć ostatnie soki ze sprzętu, na jakim jest uruchomiona, by wyglądać ślicznie a zarazem być bardzo płynna (w tym na podzielonym ekranie w trybie dla dwóch graczy). Choć sama opowieść i narracja rozgrywają się na mniejszą skalę, to mało jest tak epickich (choć nie przesadzonych) scen w grach wideo, co w nowych Gearsach. Oprawa audiowizualna jest wzorowa, w tym na konsoli Xbox One.

Akcja rozgrywa się 25 lat po wydarzeniach z Trylogii, więc walczymy też za pomocą nowych broni przeciwko nowym wrogom. Zarówno jedno, jak i drugie, zostało bardzo dobrze zaprojektowane, nie ma nic, co odstaje jakością czy głupkowatością pomysłu. Lokacje są też bardziej kolorowe i mniej wyniszczone, wszak wielka wojna zakończyła się ćwierć wieku temu. To jednak nie oznacza, że gra jest w jakikolwiek sposób weselsza czy mniej poważna od poprzedniczek.

Gears of War 4 jest też grą Xbox Play Anywhere. Co oznacza, że raz kupiona, zadziała na wszystkich naszych urządzeniach z Windows 10. Nie trzeba dopłacać, by kontynuować na PC zaczętą grę na konsoli Xbox One. W trybie wieloosobowym można też wspólnie się bawić, niezależnie od posiadanej platformy.

To co z tą wadą?

Gdy na ekranie pojawia się na chwilę Marcus Fenix, ojciec naszego bohatera (i główny bohater poprzednich części), czuć pewien rozdźwięk w wymyślonych postaciach. Marcus, Dominic i reszta to kreacje wręcz kultowe, zarówno jeśli chodzi o dialogi, prezencję, jak i grę aktorską. Bez zajrzenia do wyszukiwarki nie jestem w stanie wymienić imienia żadnej głównej postaci z Czwórki. Nie zapadają w pamięć. Trudno się do nich przywiązać.

Coś zresztą też jest nie tak z fabułą gry. Niby wszystko jest na miejscu. Jest fajna intryga, są ciekawe zwroty akcji, dobrze napisane dialogi, a całość pięknie zgrywa się z akcją, pozwalając na chwilę od niej odetchnąć, ale nie dopuszczając do opadnięcia adrenaliny. Trylogia Gears of War, poza radosną rozwałką w konsolowym stylu, oferowała też potężne emocje, a nie tylko adrenalinę. Gears of War 4 ta sztuka z jakiegoś względu nie wyszła. Pozostaje adrenalina.

Na szczęście to wystarczy, by Gears of War 4 wam polecić. Czy dorównuje oryginałowi? Nie. Czy ma fajną historię? Tak. Fajnie się gra na wiele osób? W kooperacji rewelacyjnie, w innych trybach ujdzie. Czy ma fajną oprawę audiowizualną? Oj, i to jeszcze jak. Czy przyjemnie się w to gra? Jak diabli. A to przecież jest najważniejsze.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.