Battlefield 1 – recenzja

Po serii bardzo średnich shooterów studio DICE wspięło się na wyżyny swoich możliwości. Przeniesienie akcji do czasów I Wojny Światowej było strzałem w dziesiątkę!
Gdy w 2014 roku grałam w rysunkową grę przygodową Ubisoftu – Valiant Hearts – zastanawiałam się, dlaczego współczesne strzelanki, posiadające hollywodzkie budżety i zaawansowane silniki graficzne, nie potrafią opowiadać tak emocjonujących historii wojennych. Dlaczego od lat powielany jest ten sam schemat bohatera – idealistycznej jednostki, od której zależą losy świata? Dlaczego nie ukazuje się wojny w szerszej perspektywie, jako dramatycznego konfliktu, w którym giną anonimowi bohaterowie. I w końcu doczekałam się Battlefield 1.
Oparcie się trendowi na futurystyczne technologie w grach i fikcyjnym problemom przyszłości było najlepszym krokiem od lat. DICE niejako wróciło do korzeni, przenosząc nas w czasy I Wojny Światowej – najbardziej brutalnego, dramatycznego i tragicznego konfliktu zbrojnego w historii. Już samo umiejscowienie akcji w realistycznych okowach sprawia, że gracz przeżywa całość inaczej. Bo zaczyna się zastanawiać nad tymi tysiącami młodych ludzi, którzy oddali życie za swój kraj; przypomina sobie zdjęcie pradziadka w mundurze, może jego listy pisane do babci. Poruszając się wśród okopów wypełnionych trupami, wśród huku granatów i płonących wraków czołgów myślimy o tym, jak strasznie musiało to wyglądać na żywo; z jak wielkim strachem, beznadzieją i bezsilnością musieli mierzyć się wówczas nasi rówieśnicy.

Kampania

Już sam prolog gry, w którym staramy się odeprzeć atak wroga w zrujnowanej przez bomby wiosce i w którym każda śmierć skutkuje wyświetleniem na ekranie daty urodzin i śmierci anonimowego człowieka, a następnie wcieleniem się w kolejną jednostkę ukazuje przerażającą rzeczywistość. Rzeczywistość, w której życie pojedynczego człowieka nie miało znaczenia i kończyło się zanim naprawdę się rozpoczęło.

Kampania została podzielona na pięć odrębnych historii, które możemy zaliczyć w dowolnej kolejności. Rozbicie scenariusza na wiele wątków idealnie pasuje do opisanej wyżej koncepcji. Dzięki takiemu zabiegowi możemy zobaczyć namiastkę dramatów, z jakimi musieli mierzyć się prawdziwi ludzie. To tak jakby wylosować z puli kilku milionów istnień, garstkę niepowiązanych z sobą bohaterów by towarzyszyć im w najtrudniejszych momentach życia.

Twórcy zadbali o sporą różnorodność, zarówno w kontekście charakterów, lokacji i samej rozgrywki. Będziemy wcielać się w skórę młodego, brytyjskiego kierowcy, wojennego świeżaka, który musi poradzić sobie z obsługą nowego czołgu podczas Bitwy pod Cambrai. Poznamy też historię brytyjskiego szulera i pilota, który dzięki oszustwu mógł zrealizować misję dla Królewskich Sił Lotniczych, nowozelandzkiego, doświadczonego kuriera starającego się chronić swój oddział w Bitwie o Gallipoli, włoskiego szturmowca elitarnego oddziału Arditi, który przebija się przez alpejskie okopy w poszukiwaniu brata oraz w prawą rękę słynnego T.E. Lawrenca- brytyjskiego agenta wywiadu wspierającego antytureckie powstanie arabskie.

Każda z tych opowieści jest w mniejszym lub większym stopniu przejmująca. Narracja i osobowości bohaterów, a przede wszystkim sama historia są rozrysowane w bardzo autentyczny sposób. Nie brakuje tu zwątpienia, heroizmu (ale takiego prawdziwego, pozbawionego patetycznego wydźwięku), strachu, wściekłości, tych wszystkich uczuć, które musiały towarzyszyć ludziom na wojnie. Dialogi są przemyślane, a cele misji wiarygodne. Niszczymy artylerie, kradniemy z wioski świece do czołgu, wykonujemy zwiad, wysadzamy pociąg, przenosimy z okopów rannego żołnierza, dostarczamy wiadomość do sąsiadującego oddziału. Nie jesteśmy żołnierzem, który wycina w pień całą armię. Toczymy prywatne walki na wąskim polu, mając jednak świadomość toczącej się wojny totalnej. Za to należą się DICE wielkie brawa.

Czym byłyby jednak nawet najlepsze opowieści bez spektakularnej oprawy graficznej. Wszelkie cutscenki i filmowe przerywniki prezentują najwyższy poziom z możliwych. DICE postarało się w taki sposób przeprowadzić misje, byśmy choć raz w każdej zaniemówili z wrażenia. Walka powietrzna w gęstych chmurach na tle zachodzącego słońca, ostrzeliwanie pociągu na piaskach pustyni podczas nalotu, szturm na plażę w Gallipoli – te sekwencje z pewnością na długo zapadną mi w pamięć. Oczywiście nie brakuje tu także wspaniałej oprawy dźwiękowej, która buduje nastrój. Ba, nawet polski dubbing udał się wyjątkowo dobrze – aktorzy wczuli się w rolę i zostali dobrze dobrani do każdej postaci.

Dzięki pięknej grafice, zaawansowanej fizyce destrukcji otoczenia i całkiem sporym mapom, gra się nad wyraz przyjemnie. Wciąż mamy poczucie, że robimy coś nowego, że musimy obierać inne taktyki. W nowym CoD-zie brakowało mi takiej większej swobody, mapy były bardzo liniowe, korytarzowe, i mimo ogromu broni, nie trzeba było wcale trudzić się, by zdobyć lepszy arsenał. Tutaj jest inaczej. Plansze są na tyle duże, że mamy możliwość sprawdzić różne zagrania – czy lepiej podchodzić wrogów po cichu, ściągnąć ze snajperki, a może poszukać w okolicy dynamitu i załatwić najpierw opancerzone pojazdy? A może spróbować wystrzelać wszystkich poruszając się konno?

Multiplayer

Należę do zdecydowanej mniejszości graczy, których tryby multiplayer w strzelankach zwyczajnie nie kręcą. Brakuje mi w nich emocji i oryginalności. Nie będę zatem Was czarować, że umarłam z zachwytu nad trybem sieciowym w Battlefieldzie 1. To nie moja bajka. Ale sugerując się poziomami obcych graczy wnioskuję, że dla wielu osób jest on bardzo angażujący.

Do wyboru mamy cztery standardowe klasy – szturmowiec, który świetnie radzi sobie w zwarciu, nie tylko w walce z piechotą ale też z opancerzonymi pojazdami; medyk, który uzdrawia poległych na polu bitwy; zwiadowca dysponujący karabinami snajperskimi i żołnierz wsparcia, który posługuje się ciężką maszynerią. Dodatkowo w trakcie walki możemy odrodzić się jako czołgista lub pilot z unikalnymi umiejętnościami.

Oprócz tego istnieją jeszcze trzy klasy elitarne, które stają się dostępne po podniesieniu ukrytego na mapie, odpowiedniego ekwipunku. Możemy wówczas stać się wartownikiem, czyli opancerzonym żołnierzem z potężnym karabinem maszynowym, pogromcą czołgów z przeciwpancernym karabinem lub żołnierzem z siejącym zniszczenie miotaczem ognia. Każda z opisanych wyżej klas wymusza na graczu inne podejście taktyczne, ale żadna nie sprawia, byśmy choć przez chwilę poczuli się bezpiecznie.

Duża w tym zasługa samych map, które są bardzo zróżnicowane. Las Argoński przypomina labirynt usiany z okopów, francuskie miasteczko Amiens pełne jest ulicznych zakamarków i budynków, w których może czaić się wróg, a górskie szczyty Alp obfitują w forty i działa mogące powstrzymać spory oddział żołnierzy. Z dziewięciu plansz każdy powinien znaleźć przynajmniej dwie takie, które będą odpowiadać własnemu stylowi gry. Dodatkową zaletą, która zwiększa regrywalność są także zmienne warunki atmosferyczne – w gęstej mgle gra się inaczej niż w jasny, pogodny dzień. Do tego wszelkie efekty świetlne i cząsteczkowe jak chociażby wybuchy granatów lub gazu, ograniczają nam na tyle widoczność, że dostrzeżenie przeciwnika na mapie jest bardzo trudne.

Jeśli chodzi o tryby gry mamy ich aż sześć, ale dość słabo zróżnicowanych. Szturm to zabawa w odnajdywanie i wysadzanie telegrafów wroga, z których może on wezwać wsparcie artyleryjskie. Tryb Gołębi Wojennych to bieganie po mapie w poszukiwaniu losowo respawnujących się klatek z gołębiami, przetrzymywanie ich przez określony czas i wypuszczanie wiadomości w niebo. Zespołowy DM to klasyczny deathmatch, w którym wygrywa drużyna z jak największa liczbą zabójstw na koncie. Dominacja to również znany tryb przejmowania flag, a Podbój to jego odmiana na większą skalę (maksymalnie 64 graczy na planszy), w której występują Behemoty, czyli specjalne pojazdy o wielkiej sile ognia (sterowiec, pancernik i pociąg pancerny).

Najciekawszą nowością jest jednak tryb Operacji, który jest niejako połączeniem Dominacji i Podboju. Tryb ten za sprawą narracyjnych wprowadzeń i postępujących po sobie dwóch lub trzech map przypomina mini-kampanię sieciową, którą przechodzimy z tą samą drużyną. Podczas gry musimy przejmować kolejne sektory bronione przez wroga. Gdy nam się to uda, linia frontu zostaje przesunięta dalej i znów musimy odbijać następne posterunki. Zmagania te dają największa satysfakcję z uwagi na fakt, że najbardziej przypominają prawdziwy konflikt zbrojny. Niestety by bawić się w ten tryb musimy wygospodarować sobie dużo czasu – pojedynczy mecz może potrwać nawet ponad godzinę.
A co z błędami technicznymi? No cóż, nie da się ukryć, że sporadycznie natrafimy na dziwnie animowane ciało postrzelonego wroga czy lewitującego w powietrzu trupa. Respawn w trybie multi potrafi także podnieść ciśnienie (możemy odrodzić się na przykład prosto w ogniu granatu, czy miejscu, z którym błyskawicznie ściągnie nas snajper). Zabawnie wypada też AI wrogów, którzy wydają się nie widzieć naszego bohatera, gdy czołga się na pustym polu parę metrów od ich stóp. Nie są to jednak na tyle poważne usterki, by przeszkadzały w grze. Testowana przeze mnie wersja na PS4 chodziła płynnie, nie zawieszała się i nie sprawiała wrażenie niedorobionej.

Podsumowanie

Jeśli macie dość futurystycznych strzelanek, uwielbiacie emocjonujące, dramatyczne scenariusze, ale też nie stronicie od rozbudowanego multiplayera (zwłaszcza meczy na większą skalę) nie znajdziecie obecnie lepszej gry FPS niż Battlefield 1. Można dopatrywać się tu niuansów w rodzaju olbrzymich ilości broni pałętających się na każdym kroku, obecności karabinów automatycznych, które średnio oddają historyczne realia, ale to jest szukanie dziury w całym. Ja bawiłam się tu doskonale, zwłaszcza w kampanii dla pojedynczego gracza i mam nadzieje, że kolejne produkcje DICE będą trzymały równie wysoki poziom.

Ocena: 90/100

Plusy:

+ Fascynująca, sześciogodzinna kampania

+ Spektakularna oprawa graficzna

+ Bogata ścieżka dźwiękowa i dobry, polski dubbing

+ Różnorodne mapy wymuszające inne strategie

+ Zmienne warunki atmosferyczne

+ Tryb operacji wojennych

+ Fizyka, destrukcja otoczenia

Minusy:

– Drobne glitche

– Uwspółcześnione realia historyczne

– Sztuczna inteligencja wydaje się „ślepa” w sekwencjach skradankowych

– Mało zróżnicowane tryby multiplayer

Tytuł: Battlefield 1
Producent: DICE
Wydawca: EA Games
Platforma: PC, PS4, Xbox One
Data premiery: 21.10.2016
Język: polski (dubbing + napisy)
Cena: około 149 zł (PC), 228 zł (konsole)

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.