PIERWSZE WRAŻENIA: Samsung Galaxy S9 i S9 Plus

Fot. Konstanty Młynarczyk
Mamy 21 wiek i prawa rynku są nieubłagane: co 12 miesięcy trzeba wprowadzać do sprzedaży nowy model flagowego telefonu albo ryzykuje się wypadnięcie z wyścigu. Samsung nie zamierza ryzykować - jego topowe Galaxy z kolejnymi numerami pojawiają się regularnie co roku. Nie każdy rok przynosi jednak równie duże zmiany.

W 2017 poznaliśmy Galaxy S8 i S8+, smartfony, które stanowiły ogromny krok naprzód nie tylko dla Samsunga, ale też dla całego rynku smartfonów. W tym roku pora na chwilę oddechu po rewolucji i spokojny rozwój – Galaxy S9 i S9+ oferują sporo zmian na lepsze, ale żadna z nich nie wywraca świata do góry nogami. Są wśród nich dwie, dla których naprawdę warto przesiąść się z wciąż świetnego S8 / S8+. I jedna funkcja, którą lepiej zaraz wyłączyć.

Wygląd i obudowa

To, co niemal się nie zmieniło, to wygląd. Nowe Galaxy są bliźniaczo podobne do zeszłorocznych modeli: futurystyczne, obłe bryły szkła i aluminium, ze starannie dobranymi krzywiznami sprawiającymi, że telefon wygląda jak gadżet z filmu science-fiction i w ramach pewnych granic narzuconych przez ogólny plan budowy różni się od wszystkich konkurentów. Piszę jednak, że nie zmieniło się „niemal” nic, bo przyglądając się bliżej można znaleźć kilka niewielkich, ale czasem znaczących różnic. Zaczniemy od najmniejszych, żeby przejść to tych bardziej istotnych, posługując się przykładem modelu S9+.

Pierwszą różnicą jest lekkie przesunięcie przycisku włączania, który znajduje się teraz kilka milimetrów wyżej, niż w S8+. To kosmetyka, o której wspominam dla porządku, podobnie jak odmienny wygląd osłony głośnika na dolnej krawędzie obudowy czy trochę jaśniejszy kolor metalowej ramki łączącej przód i tył obudowy. Zmianą, która zauważalnie wpływa na wygodę jest inne spasowanie przedniej tafli wygiętego szkła Gorilla Glass 5 z wykonaną z aluminium 7000 ramą. Szkło chowa się teraz o pół milimetra głębiej, przez co krawędź aluminium tworzy wystający rant, praktycznie niezauważalny, ale wyraźnie wyczuwalny pod palcami. Ma to dwa skutki. Z jednej strony, w pierwszej chwili powoduje uczucie dyskomfortu, jakby urządzenie było niedokładnie obrobione czy spasowane. Z drugiej jednak zapewnia dłoni zdecydowanie lepszy chwyt, którego często bardzo brakowało w obłej i całkowicie gładkiej bryle S8/S8+.

Ostatnią, ale niosącą najpoważniejsze konsekwencje różnicą jest przesunięcie czytnika odcisków palców z jego dotychczasowego miejsca po prawej stronie obiektywu tam, gdzie powinien był znajdować się od początku, czyli pod aparat fotograficzny. W ten sposób wreszcie użytkownicy będą mieli możliwość odblokowywania telefonu odciskiem palca bez skutkujących frustracją i zabrudzeniami obiektywu kilku nieudanych prób. To jedna z trzech największych i najważniejszych zmian wprowadzonych w nowych Galaxy. Mam nadzieję, że łączy się ze wzrostem skuteczności samego czytnika daktyloskopijnego, która w poprzednich modelach była dramatycznie niska – będziemy mieli okazję sprawdzić to dopiero w dłuższych testach.

Większy Galaxy S9+ wyposażony jest w obsługujący Mobile HDR ekran Super AMOLED o przekątnej długości 6,2″, a mniejszy Galaxy S9 w taką samą matrycę o przekątnej długości 5,8″. Obudowa obu wersji spełnia najbardziej rygorystyczną normę odporności na wodę i pył IP68, pozwalając bezpiecznie zanurzyć telefon na głębokość 1,5 m na czas do 30 minut. Co ciekawe, w przeciwieństwie do innych producentów (z których jeden „zasłynął” głośnym oświadczeniem, że mimo normy IP68 jego telefony należy traktować jakby nie były wodoodporne) Samsung uznaje uszkodzenia wynikające z zalania telefonu, jeśli jego kontakt z cieczą mieścił się w określonych wyżej granicach. Jak rozpoznawane są te parametry, tego producent nie zdradził.

Oba nowe Galaxy dostępne są w czterech kolorach: czarnym, szarym, niebieskim i lila-różowym. Każda wersja ma pokrytą kolorem tylną ścianę obudowy, podczas gdy jej elementy widoczne z przodu pozostają czarne.

Aparat: mechaniczna przysłona i Super Slow Motion zrobione dobrze

Od chwili wprowadzenia modelu S6, linia Galaxy mogła pochwalić się jednymi z najlepszych aparatów fotograficznych na rynku smartfonów. W obecnej sytuacji rynkowej jakoś wykonywanych zdjęć to jedna z ostatnich cech odróżniających flagowe smartfony najlepszych marek od konkurencji i uzasadniających ich nie raz dwa razy wyższą cenę. Nic więc dziwnego, że to właśnie ten element został najmocniej zmieniony.

Galaxy S9 i S9+ zostały wyposażone w aparat o naprawdę imponujących parametrach. Jego faktyczne możliwości będziemy mogli ocenić dopiero po solidnych testach, ale pierwsze wrażenia są bardzo obiecujące. Podstawą jest nowa matryca o rozdzielczości 12 Mpix wykorzystująca technologię Dual Pixel, czyli wykorzystująca do ustawiania ostrości za pomocą detekcji fazy 100% pikseli a nie tak jak w przypadku innych urządzeń zaledwie około 5%. Rozmiar piksela to imponujące 1,4 um, dzięki czemu matryca redukuje szumy nawet przy gorszym świetle. Aparat jest wyposażony w optyczną stabilizację, ale najważniejszą nowością jest obiektyw. Optyka głównego aparatu S9 i S9+ ma mechaniczną przysłonę, która może zostać ustawiona w pozycji F1.5 przy fotografowaniu w słabym oświetleniu lub F2.4 przy ostrym świetle. W trybie automatycznym zajmuje się tym oprogramowanie aparatu w sposób całkowicie przezroczysty dla użytkownika, a w trybie profesjonalnym możemy wartość przysłony wybrać samodzielnie, przy czym nie ma możliwości ustawienia żadnych wartości pośrednich.

Nowa matryca wyposażona jest we wbudowaną własną pamięć pełniącą rolę bufora, dzięki któremu możliwe jest obejście wąskiego gardła, jaki jest szybkość przekazywania rejestrowanych obrazów z czujników do pamięci stałej telefonu. Pamięć matrycy pozwala zarejestrować praktycznie równocześnie wiele klatek z różnymi ustawieniami: przy poziomie światła poniżej 50 luksów telefon wykorzystuje informacje z 12 takich obrazów do stworzenia jednego zdjęcia, oferując jakość nieosiągalną przy zrobieniu jednej fotografii.