Druga próba sfilmowania Dooma

Fot. id Software
Duńska aktorka Nina Bergman zdradza na Twitterze, że podpisała kontrakt na udział w filmie "Doom". Za produkcją stoi Universal Pictures. To nie pierwsze podejście do popularnej serii gier akcji, ostatnio strzelankę próbowano sfilmować w 2005 roku. Tym razem przedsięwzięcie ma szanse być udane?

Studio Universal potwierdza, że „Doom” powstaje, choć fani serii raczej nie mają powodów do radości. Za film odpowiadać będzie nie tyle Universal Pictures, co jego „odnoga” – Universal 1440 Entertainment, której powierza się głównie animowane produkcje na potrzeby serwisów VOD i dystrybucji DVD a nie kin. Bardzo możliwe zatem, że nowy „Doom” do kin nie trafi. Poza Niną Bergman – która nie miała do tej pory okazji, aby pokazać talent w innych produkcjach niż krótkometrażowe filmy akcji, przechodzące bez echa – nie wiemy, kto jeszcze znajdzie się w obsadzie. Aktorka ujawniła, że na zdjęcia poleci do Bułgarii.

Czwarta część gry „Doom” z 2016 roku spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem wśród graczy i recenzentów, ale tego samego nie można powiedzieć o filmowej adaptacji z roku 2005, w której wzięli udział Dwayne „The Rock” Johnson i Karl Urban. Film okazał się porażką pod względem biznesowym – zarobił 4 miliony dolarów mniej niż kosztowała produkcja. Zebrał też złe recenzje – 34/100 w serwisie Metacritic i 5,2/10 w IMDB. Krytykowano głównie oderwany od fabuły gry scenariusz, pracę kamery i efekty specjalne. Nina Bergman podkreśla na Twitterze, że scenariusz nowego „Dooma” będzie dużo lepszy od tego sprzed 13 lat.

Pierwsza część gry „Doom” powstała w 1993 roku i uznawana jest za pioniera gatunku trójwymiarowych strzelanek z perspektywy pierwszej osoby. W odróżnieniu od „Wolfensteina 3D” wydanego rok wcześniej, produkcja id Software umożliwiała graczowi ruch (i patrzenie) w górę oraz w dół, a nie tylko na boki. Fabuła „Dooma” to historia samotnego komandosa, który w kosmicznej bazie wojskowo-badawczej musi stawić czoło demonom sprowadzonym z piekieł. | CHIP