Lucasfilm ma cyfrowe modele wszystkich postaci Gwiezdnych Wojen

Czy znowu zobaczymy Harrisona Forda w roli młodego Hana Solo?

Na razie cyfrowe modele w widoczny dla widza sposób różnią się od prawdziwych aktorów. Jednak w niedalekiej przyszłości technika pójdzie tak daleko, że postaci będą poruszały się i wyglądały tak samo jak prawdziwi aktorzy. Jest na to przygotowany również Lucasfilm, który według serwisu Movie Web ma cyfrowe wersje wszystkich postaci występujących w sadze „Star Wars”. I to w różnym wieku. Niewykluczone, że powstanie film, w który pojawi się zarówno młody, jak i nieco starszy Harrison Ford, czy zmarła niedawno Carrie Fisher, odtwarzająca postać księżniczki Lei. Na nagraniu poniżej możemy zobaczyć, w jaki sposób stworzono postać wielkiego moffa Wilhuffa Tarkina:

Zresztą ci, którzy widzieli „Łotra 1” mogli zobaczyć próbkę możliwości ekspertów od efektów specjalnych z Hollywood. W tej części „Gwiezdnych Wojen” Lucasfilm odtworzył postać Wilhuffa Tarkina i młodej księżniczki Lei, co wzbudziło sporo kontrowersji. Natomiast w „Ostatnim Jedi” jest scena, w której Leia jest wysysana w przestrzeń kosmiczną. Zbliżenie to oczywiście Carrie Fisher, która w trakcie kręcenia ostatniej części sagi jeszcze żyła. Natomiast ujęcia momentu zassania bohaterki przez próżnię został wykonany przy użyciu cyfrowego modelu.

Cyfrowi bohaterowie pojawiają się nie tylko w „Gwiezdnych Wojnach” (fot. Warner Bros.)

Z jednej strony takie rozwiązania zmniejszają znacząco koszty produkcji filmu. Z drugiej umożliwiają przywrócenie na ekran postaci, które widzowie lubią i dla których chodzą do kina. Z tej techniki korzysta nie tylko Disney, do którego należy Lucasfilm, ale także wytwórnia Warner Bros. W ubiegłorocznym „Blade Runnerze 2049” obok Harrisona Forda pojawiła się młoda Sean Young, czyli filmowa Rachael. O ile ta technika będzie stosowana z umiarem, może przynieść ciekawe efekty. Otwiera to też pole do popisu dla scenarzystów. Choć akurat tego osobiście się nieco obawiam. Nie chciałbym, by ulubione film z dzieciństwa, ktoś zamienił w niekończącą się operę mydlaną. | CHIP