garmin vivofit 4 test

TEST: Garmin Vivofit 4 – wytrzymała opaska fitness

Przepracuje rok na jednym ładowaniu.

W skrócie

  • brak konieczności ładowania (rok pracy na baterii),
  • wyświetlacz czytelny w pełnym słońcu,
  • wodoodporność,
  • rozbudowana aplikacja Garmin Connect
  • nie obsługuje powiadomień ze smartfonu,
  • brak pulsometru,
  • zbyt ciemny wyświetlacz w pomieszczeniach,
  • wysoka cena

Vivofit 4 to smartopaska dla osób, którym zależy na niezawodnym pomiarze podstawowych aktywności: spalonych kalorii, ilości kroków czy przebytym dystansie. Dużą zaletą jest aż rok pracy na baterii i wodoodporność. Opaska ma czytelny w pełnym słońcu ekranik, a kompatybilna z nią aplikacja Garmin Connect dostarcza tylu informacji, by móc samodzielnie się przekonać, czy nie za nadto gnuśny tryb życia prowadzi jej właściciel. Sprzętu nie rekomendujemy sportowcom ze względu na brak pulsometru.

Co potrafi Garmin Vivofit 4

Zacznijmy od cech najbardziej podstawowych. Opaska działa jak zegarek, zatem wyświetla czas i datę. Może także posłużyć jako budzik, minutnik i stoper, przy czym ta pierwsza funkcja dostępna jest jedynie z aplikacji (należy pamiętać, że po ustawieniu budzika trzeba zsynchronizować opaskę ze smartfonem).

Ekran główny oraz szczegółowe dane dotyczące aktywności

Zawód przeżyją wszyscy, którzy liczą na większą interakcję ze swoim telefonem. Opaska nie wyświetli żadnych powiadomień. Jedyne „sprzężenie zwrotne” następuje po skorzystaniu z funkcji „Znajdź telefon”. O ile nasz smarfon ma włączony Bluetooth i znajdzie się w zasięgu opaski, to będziemy w stanie uruchomić zdalnie sygnał dźwiękowy, który pomoże zorientować się, gdzie odłożyliśmy telefon. W drugą stronę to niestety nie działa – jeżeli zapodziejemy opaskę, to telefon nie pomoże nam w poszukiwaniach.

Jeśli chodzi o monitorowanie aktywności możemy liczyć wyłącznie na dane pochodzące z akcelerometru. Opaska nie ma ani modułu GPS ani pulsometru. Oznacza to, że Vivofit 4 zmierzy liczbę kroków, przebyty dystans i spalone kalorie, ale nie przekaże istotnych dla sportowców danych takich jak np. wysokości wzniesień, które zostały pokonane czy tętna. Ale mimo to wciąż podaje całkiem sporo informacji. Smartband pokaże średnią i najwyższą prędkość czy czas, w którym się ruszaliśmy, a takie statystyki w ujęciu dziennym, tygodniowym czy miesięcznym. To w zupełności na początek wystarczy tym, którzy chcą się trochę ruszyć zza biurka.

Bilans spożytych kalorii, porównanie z grupą wiekową oraz monitoring snu.

Ostatnia funkcja to mierzenie aktywności w czasie snu. Działa na podobnej zasadzie, jak aplikacje monitorujące sen instalowane na smartfonie. Określamy godzinę, o której kładziemy się najczęściej spać, a opaska zaczyna mierzyć fazę snu. Sen płytki to taki, z którego łatwiej się wybudzić. Głęboki przynosi prawdziwy odpoczynek. Już kilka pomiarów wystarczy, by zorientować się, jak w ciągu nocy wyglądają fazy naszego snu. Dzięki temu będzie można nastawiać budzik na taką godzinę, by zadzwonił w fazie snu płytkiego. Wybudzenie się w fazie snu głębokiego powoduje, że nawet mimo wielu godzin odpoczynku, budzimy się niewyspani i ociężali. Aplikacja sprawdza także, czy przesypiamy minimum 8 godzin dziennie. Moim zdaniem genialnym rozwiązaniem byłoby, gdyby producent pomyślał o prostej funkcji – automatycznym budziku, który budziłby w fazie snu płytkiego, w określonym przedziale czasowym (np. między 5.30-7.00). Takie opcje oferują aplikacje do monitorowania snu więc szkoda, że nie ma ich w bardziej miarodajnej i wygodniejszej w użytkowaniu opasce.

Jeśli chodzi o statystyki, warto co jakiś czas zaglądać do sekcji Insights. To tutaj możemy porównać naszą aktywność z użytkownikami aplikacji Connect. Ja dowiedziałam się np., że wykonuję mniej kroków niż 82 proc. kobiet w moim wieku, za to śpię lepiej niż 69 proc. pań.

Co do bilansu kalorycznego, funkcja stanie się dostępna wyłącznie wtedy, gdy powiążemy aplikację Connect z MyFitnessPal, gdzie można wpisywać dane na temat zjedzonych posiłków. Szkoda, że Garmin wymusza instalowanie dodatkowego oprogramowania, ale z drugiej strony MyFitnessPal to sensowny program dla osób chcących zdrowo się odżywiać.

Wrażenia niezbyt aktywnej użytkowniczki

Gdy Vivofit 4 obliczył mi dzienny cel kroków na 7500 pomyślałam, że to przecież niewiele i że kto jak kto, ale ja na pewno tyle chodzę. Po dwóch dniach z przerażeniem odkryłam, że wykonuję… ok. 1500 kroków dziennie. Zaczęłam chodzić z psem na dłuższe spacery, wieczorami trochę też biegałam, a i tak tylko kilka razy udało mi się osiągnąć cel. Podczas Pyrkonu, ruszałam się jeszcze mniej – przez trzy dni w zasadzie nie odchodziłam od stoiska. W efekcie aplikacja zlitowała się nade mną i uznała, że 5272 kroków dziennie na początek wystarczy.

Vivofit 4 nie ma wielu funkcji, ale może się przydać początkującym.

Po integracji z MyFitnessPal i skrupulatnym zapisywaniu posiłków okazało się, że nie jem więcej niż powinnam (a czasem nawet mniej niż mój próg kaloryczny), w stosunku do ilości ruchu jaki wykonuję. Dla mnie najbardziej cennymi wiadomościami były te związane z liczbą kroków. Jeżeli ruszałam się za mało bransoletka wydawała krótkie piknięcie, a na tarczy pojawiał się czerwony pasek, który sugerował, że mam problem z dojściem do mety. Niby drobiazg, a jednak motywuje przynajmniej do wstania z kanapy i pójścia na krótki spacer.

Urządzenie poprawnie rejestruje aktywność. Ani machaniem ręką, ani jazdą samochodem opaski nie oszukamy. Przy bieganiu i spacerowaniu bransoletka automatycznie przechodziła w tryb rejestrowania aktywności, ale dopiero po chwili. Krótki, choć intensywny galop do autobusu się nie liczy. Dlatego lepiej samemu sobie włączyć tryb rejestracji aktywności, tym bardziej, że to kwestia dwóch kliknięć. Świetnym rozwiązaniem jest to, że Vivofit 4 jest samodzielnym urządzeniem, tzn. nie wymaga noszenia przy sobie smartfonu. Co jest szczególnie cenne na basenie (nie wiadomo tylko, jak opaska zniesie chlor). Wszystkie dane gromadzone są w pamięci urządzenia, a ich synchronizacja następuje na nasze życzenie lub w określonych cyklach automatycznych.

Najbardziej brakowało mi pulsometru, który wspomógłby treningi biegowe oraz wyświetlania powiadomień ze smartfonu. Vivofit 4 wypada też blado na tle konkurencji. Niby jest to najniższa półka cenowa tego producenta, ale nadal 330 zł (sprawdź aktualne promocje w polskich sklepach), to i tak dużo więcej niż np. Xiaomi Mi Band 2 ze wspomnianymi wyżej funkcjami (około 120 zł). Jeżeli jednak zależy nam głównie na tym, by nie ładować urządzenia i móc z nim pływać (wspomniany Mi Band 2 nie jest wodoodporny), to wówczas wato rozważyć zakup Vivofit 4. Nie oszukujcie się jednak, jeśli przez cały rok wychodziliście z założenia, że „najpierw masa, potem rzeźba”, ale na tę „rzeźbę” zabrakło wam już zapału, to przed wakacyjnym wyjazdem super kondycji nie zyskacie. Zawsze jednak trzeba od czegoś zacząć. Vivofit 4 może ułatwić start. | CHIP

 

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News