Mark Zuckerberg i Donald Trump mierzący się wzrokiem, w tle glob i wykresy.

Kto rządzi światem?

Fot. Piotr Sokołowski
Oczywistą oczywistością jest to, że kto ma władzę, ten ma pieniądze. Skończyły się jednak czasy, gdy władzę sprawował zamożny król stosujący zasadę "dziel i rządź". Dzisiaj władzę mają instytucje państwowe, a pieniądze spoczywają na kontach ponadnarodowych korporacji. Kto w takim razie rządzi światem?

Gdy do władzy doszedł Donald Trump, wielki biznes poczuł się nieco nieswojo na wieść o tym, że nowy prezydent zamierza m.in. nałożyć cła na te towary amerykańskich firm, które produkowane są za granicą i chce zakazać wjazdu do Stanów obywatelom z ośmiu państw. Lobbing na rzecz tej czy owej firmy jest w USA sformalizowany. Każda grupa interesów ma prawo wywierać wpływ na rządzących w obronie swoich interesów. W USA najlepszym przykładem skutecznego lobbingu jest niezwykle silna pozycja Narodowego Stowarzyszenia Strzeleckiego. Taki wpływ mogą też wywierać korporacje. W przypadku prezydenta Trumpa amerykańskie koncerny, zaniepokojone jego polityką, postanowiły więc delikatnie polobbować, by skłonić go do zmiany zdania.

Pięć światowych firm technologicznych – Google, Apple, Facebook, Twitter i Microsoft listownie poprosiło prezydenta Trumpa o inny sposób rozwiązania problemu kwestii terroryzmu niż zakazanie wjazdu do USA obywatelom np. Iranu czy Somalii. Okazało się jednak, że Sąd Najwyższy uznał przepisy tzw. „Travel Ban” za legalne. Na nic zdały się przekonywania Tesli czy Amazona. W tym przypadku Donald Trump pokazał, kto tu rządzi. Czy jednak zawsze tak jest? Ile do powiedzenia w swoich własnych krajach mają ich rządy, a na ile, ujmując rzecz kolokwialnie, chodzą na pasku korporacji?

Liczby rządzą

Zacznijmy od paru liczb. Nasi dziadkowie żyli w świecie, w którym żyło około dwóch miliardów ludzi. Dziś na Ziemi jest nas ponad siedem miliardów i bardzo szybko ta liczba rośnie.

Na stronie worldometers.info/watch/world-population/ znajdziecie aktualną liczbę ludności świata.

Ponad jedna trzecia ludzi żyje w Chinach i Indiach. Ogólnie połowa ludności świata żyje w Azji. Europejczyków jest 750 milionów, w Ameryce Północnej mieszka ponad 550 milionów. Ameryka Południowa to 400 milionów, Afryka jakieś półtora miliarda.

Zupełnie inaczej wyglądają te liczby, gdy zaczniemy mówić o pieniądzach. Cała Afryka ma siłę nabywczą jednego kraju – Francji, mimo że ludność Afryki liczy tyle osób ile USA, Unia Europejska, Kanada i Meksyk razem wzięte. Produkcja całego świata warta jest ok. 74 bilionów dolarów rocznie (dane z ubiegłego roku). Z czego:

– 18 bilionów zarabia USA
– ponad 11 biliony zarabiają Chiny
– 24 biliony zarabiają kraje europejskie, z czego 20 należące do UE
– 1,8 biliona zarabia Australia

I choć wszyscy lubimy małe rodzinne firmy, wielu z nas ceni ruch fair trade, a niektórzy kupują żywność od lokalnych rolników, to nie ma się co oszukiwać, znakomita większość tych pieniędzy jest wypracowywana przez korporacje. Apple oficjalnie zarabia jakieś 230 miliardów dolarów rocznie, czyli kwotę równą połowie PKB Nigerii. Przy czym Apple dysponuje zasobami finansowymi osiem razy większymi niż te, które ma do dyspozycji wspomniana Nigeria. A wszystkie, notowane na rosyjskiej giełdzie spółki są razem warte tyle, ile Google. Amerykańskie korporacje dysponują majątkami, o jakich może tylko pomarzyć niejeden mały, niekoniecznie afrykański, kraj.

Reklama

Większość z nas doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że pieniądz rządzi światem. Skoro tak, to w takim razie czyj głos jest ważniejszy – prezesa korporacji czy może rządu danego kraju, w którym owa korporacja rezyduje?

Kto rządzi światem?

Roczny zysk Apple’a to 1,23 proc. PKB Stanów Zjednoczonych. Dużo? Niekoniecznie. Wkład Volkswagena w PKB Niemiec to ok. 8 proc., Samsung wypracowuje 20 proc. PKB Korei Południowej. A LG i Hyundai dokładają do tego łącznie kolejnych 30 proc.

Połowa całej światowej produkcji jest dziełem zaledwie 800 firm. Mowa oczywiście o firmach spoza sektora finansowego. Sektor finansowy to osobna historia. Każda z 30 największych instytucji finansowych świata dysponuje majątkiem ponad 50 miliardów dolarów, czyli więcej niż wynosi PKB ok. 70 proc. państw. Mając takie zaplecze finansowe można spokojnie decydować o losach biedniejszych graczy, czyli przede wszystkim państw rozwijających się. Konto w banku jest w wielu miejscach rzeczą ważniejszą niż paszport. Rola, jaką tego typu instytucje pełnią w naszym życiu, rośnie. Krążą żarty, że wspólny kredyt mieszkaniowy łączy trwalej niż ślub kościelny. Ale czy zasada ta dotyczy też państw, czy tylko ich obywateli. Okazuje się, że tych pierwszych również.

Tak, to korporacje 

Na Wall Street liczba zarejestrowanych firm maleje, natomiast zdecydowanie wzrasta wartość notowanych przedsiębiorstw. To oznacza, że korporacje rosną w siłę. Coraz większa ilość pieniędzy i zasobów pozostaje w rękach coraz mniejszej ilości ludzi i organizacji.

Kapitalizacja w górę, konkurencja w dół. Źródło: Raport EY: Looking behind the declining number of public companies. An analysis of trends in US capital markets May 2017.

Lista 100 najbogatszych organizacji tworzonych przez ludzi zawiera 31 krajów i 69 korporacji. 10 najbogatszych firm ma więcej pieniędzy niż 180 najbiedniejszych krajów… Łatwo jest wyobrazić sobie, jak te procesy potoczą się dalej, skoro najbogatsze firmy płacą (albo nie, o tym za chwilę) podatki w bogatych państwach lub w podatkowych rajach (które też bywają bogate).

Podatki

Wszyscy wiemy, że korporacjom zależy na dobrym wizerunku. Częścią tego wizerunku jest owocna (słowo znamienne) współpraca z państwem. Oficjalne media piszą o korporacjach najczęściej w kontekście inwestycji, tworzenia nowych miejsc pracy, generowania sprzedaży i stymulowania gospodarki. To wszystko oczywiście prawda. Inwestycja w fabrykę samochodów czy mikroprocesorów może naprawdę ożywić lokalną gospodarkę i podnieść jakość życia wielu obywateli.

Nieco rzadziej pojawiają się doniesienia dotyczące drugiej strony medalu, czyli podatków. Za tymi wszystkimi inwestycjami idą różnego rodzaju ulgi podatkowe i zwolnienia, przywileje finansowe, o jakich zwykły Kowalski czy Smith pomarzyć nawet nie mogą. Duży biznes lubi ciszę, a władze też nie lubią się chwalić faktem, że nowa fabryka to oczywiście nowe miejsca pracy i… zero zysku dla np. gminy. Przy czym to oczywiście działania legalne, ale w chwili, gdy ulgi się kończą korporacje doskonale radzą sobie z unikaniem płacenia obciążeń fiskalnych. Globalizacja i wirtualizacja pracy zdecydowanie je w tym wspomagają. Afery takie jak LuxLeaks (w 2016 r. Międzynarodowe Konsorcjum Dziennikarstwa Śledczego (ICIJ) ujawniło nazwy firm, m.in. Disney i Skype, które korzystały ze skomplikowanych umów z Luksemburgiem, pozwalających płacić minimalne podatki) czy Panama Papers dowodzą, że korporacje z zachęcane przez władze krajów, będących rajami  podatkowymi ukrywają biliony dolarów zysków, co przekłada się na setki miliardów niezapłaconych podatków w miejscu powstania zobowiązania. To uderza naturalnie w najbogatsze rynki, gdzie korporacje zarabiają najwięcej, ale efektem ubocznym tej “optymalizacji podatkowej” jest trudna pozycja negocjacyjna krajów rozwijających się. Nawet w naszej części świata normalną praktyką jest to, że duża korporacja inwestuje, w zamian za specjalne warunki podatkowe. Jeśliby chcieć wskazać, co jest słabością współczesnych państw, to właśnie to. Silne państwo powinno przestrzegać jednej z najważniejszych zasad teorii podatkowych – równości podmiotów. Jeśli producent samochodów może negocjować ile zapłaci, to dlaczego nie mogę tego robić ja? Oczywiście racjonalizuje się te kwestie w różny sposób, ale jak w starym kawale – niesmak pozostaje.

Na następnej stronie – optymalizacja podatkowa, czyli czym jest „holenderski sandwicz”

Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.