Nakładka Huawei dodaje do systemu szereg pożytecznych narzędzi

TEST: Huawei P20, czyli jak sprawdza się zmodyfikowany Android

Trzecią cześć testu poświęcamy aplikacjom.

Smartfony można klasyfikować na wiele różnych sposobów. Oczywiście, najczęstszy podział to ten, na urządzenia z kolejnych grup cenowych. Ale można też pod dokonać podziału, biorąc pod uwagę zastosowany system i jego ewentualne modyfikacje. W tej kwestii widać od razu dwa charakterystyczne podejścia producentów. Na jednym biegunie znajdują się aparaty z bardzo nieznacznie, a nawet w ogóle nie modyfikowanym oprogramowaniem Google’a. A na drugim smartfony, które co prawda korzystają z Androida, ale jest on tak zmieniony (powiedzmy, że udoskonalony, choć opinie bywają różne), że w istocie niewiele zostaje z jego oryginalnej wersji. Jest jeszcze grupa urządzeń plasująca się gdzieś pomiędzy. Nie korzystają one z czystego systemu, ale zastosowana nakładka jest na tyle rozsądną zmianą, że zachowane zostają specyficzne dla danej marki funkcje (na przykład gesty), a jednocześnie sam system zachował swoje charakterystyczne cechy. Takie podejście najbardziej lubią użytkownicy. I to właśnie też sprawia, że danej marce pozostajemy wierni i jesteśmy skłonni jej wybaczyć potknięcia.

W skrócie

Oczywiście oprogramowanie to w dużej mierze dzieło programistów Google, lecz Huawei dobrze je doprawiło, a jak wiemy, przyprawy to kwintesencja smaku. Jeśli więc smartfon ma być dla Was nie tylko czymś, co służy do prowadzenia rozmów i robienia selfie na tle zachodzącego słońca, lecz wiernym i sprawnym asystentem w cyfrowym świecie, to Huawei P20 spełnia tę rolę ponadprzeciętnie.

Emotion User Interface, czyli EMUI

Huawei P20 otrzymujemy w eleganckim białym pudełku, a wspominam o tym celowo. Bo tak jak minimalistyczne jest pudełko produktowe, tak minimalistyczny wyda się nam system operacyjny po pierwszym uruchomieniu. Podobnie jak pudełko skrywa on ciekawe rozwiązania, które w większości przypadków można określić jako przynależne EMUI 8.1. Rozszyfrujmy skrót EMUI. To Emotion User Interface – przyznam, że ta nazwa dobrze opisuje to jak wygląda praca na smartfonach Huawei. EMUI z P20 to oczywiście najnowszy wariant, który, podobnie jak w P20 Pro, pracuje jako nakładka dla systemu Android 8.1 Oreo.

Przyjrzymy się bliżej właśnie EMUI. Zaczniemy już od w pełni skonfigurowanego smartfona, potem poświęcimy kilka chwil na opis procedury przesiadkowej. Istotniejszej, niżby się to wydawało na pierwszy rzut oka.

Gdy nasz Huawei P20 zostanie już skonfigurowany, zalogujemy się na konta Google i skorzystamy z Huawei ID (dlaczego to robić i czy warto, piszę w dalszej części tekstu), ujrzymy ekran z niewielką liczbą ikon. Prowadzą one do najważniejszych z perspektywy smartfonowego użytkownika aplikacji. Huawei P20 został wyposażony w niezbędne użytkownikowi narzędzia, bez zaśmiecania pamięci telefonu i bałaganu na ekranie. Z wyspecjalizowanych aplikacji znajdziemy przede wszystkim te związane z multimediami i aplikacją Health, ale o nich nieco później. Są oczywiście kompas, lustro i latarka, ale to programy boleśnie proste. Wyróżnia się natomiast prawie idealny menedżer plików. Prawie, bo obsługuje on nie tylko lokalne pliki, ale też te, które wgraliśmy do chmury. Szkoda, że nie współpracuje z lokalną siecią (są takie, które to potrafią), ale trudno.

Huawei od lat nakłania do pracy z ekranem startowym bez tak zwanej szuflady aplikacji. Osobiście bardzo sobie cenię to rozwiązanie, a segregacja aplikacji w folderach pozwala uniknąć nadmiernego bałaganu. Są jednak zwolennicy bałaganiarze i miłośnicy szuflad różnego typu. Dla tych drugich w ustawieniach przewidziano opcję pracy z szufladą na aplikacje. Dla tych pierwszych – no cóż, oprócz narzędzia wyszukiwania, możemy zaproponować Menedżer telefonu. Za jego pomocą przeskanujemy system antywirusowo (Huawei współpracuje z Avastem), usuniemy bezpiecznie zbędne pliki (bezpiecznie, czyli z szansą na wybór tego, co usuwamy). Bardziej leniwi mogą nawet umieścić skróty do najważniejszych operacji bezpośrednio na ekranie startowym. Poprzez Menedżera dostaniemy się też do ustawień zasilania.

Kilka ustawień związanych z trybem oszczędzania energii znacząco ułatwi życie posiadacza.

Huawei P20 wytrzyma spokojnie jeden dzień bez doładowywania, nawet gdy będziemy od czasu do czasu używać go tego dnia bardzo intensywnie. Oprócz zastosowania trybów oszczędnościowych, możemy zmienić rozdzielczość ekranu, a także uzyskać porady dotyczące wydłużenia czasu pracy. Zarządzanie działaniem aplikacji w tle to może już wyższa szkoła jazdy, lecz warto o nim pamiętać, gdy trafi się nam oporne narzędzie, które stale się wyłącza lub nie chce prawidłowo działać. Osobiście bardzo cenie opcję wyświetlania naładowania akumulatora na ikonie baterii. To właśnie takie drobiazgi, jak i przyjemne dla oczu menu podręczne, czynią Huawei tak wygodnym w obsłudze smartfonem. A kiczba tak zwanych kafelków w menu podręcznym zdaje się być nieograniczona.

Zanim zacząłem na dobre używać P20, słyszałem zarzuty dotyczące optymalizacji paska stanu, który przedzielony jest przez wcięcie. I o ile ikonkom nic nie zarzucę, to faktem jest, że gdy jest ich na pasku stanu zbyt wiele, to trudno zapanować nad powiadomieniami. A dziś nawet przy średnio intensywnym użytkowaniu smartfona powiadomienia będą spływać na nas niczym woda z wodospadu.

Interfejs użytkownika w Huawei P20 można określić suchym słowem – responsywny, bez zarzutów co do płynności działania. Lepiej jednak ducha oddaje stwierdzenie: miły w użytkowaniu. Tak wygodny, że sam nie wiem, kiedy przestałem narzekać na umieszczony z przodu przycisk/czytnik linii papilarnych. Poszedłem nawet o krok dalej i zamiast przestawiać piktogramy dotykowych przycisków sterujących, zintegrowałem ich funkcje z tymże czytnikiem. Mały drobiazg, a cieszy. Nie czuję nawet potrzeby, by czytnik był zintegrowany z wyświetlaczem, ale tak będzie pewnie do czasu, gdy takowy pojawi się w kolejnym modelu Huawei.

Multimedia i troska o zdrowie

Co mają multimedia wspólnego ze zdrowiem? Bardzo wiele. Muzyka nie tylko pomaga podczas ćwiczeń, ale też wpływa pozytywnie na naszą psyche. Multimedia pobieramy głównie z sieci. Zdjęcia powstają ostatnio przede wszystkim na smartfonie, ale do ich oglądania wystarczy szybka przeglądarka. Do obróbki zdjęć z powodzeniem posłużą narzędzia oferowane przez serwisy takie jak Instagram, choć Huawei oferuje też własne narzędzia.

W przypadku muzyki i filmów mamy dwie opcje. Albo przechowujemy je w pamięci smartfona, albo strumieniujemy. Huawei nadal liczy na zainteresowanie jego własnymi aplikacjami do zarządzania treściami w pamięci. I pewnie się nie myli, bo choć są proste do bólu i takie same jak w dużo starszych smartfonach, to dobrze się sprawują. O samopoczucie dbają multimedia, a w walce o kondycję wspomoże nas aplikacja Health. Wygląda tak samo jak w w starszych modelach tego producenta – co jest jest zaletą, szczególnie, gdy współpracuje z akcesoriami, które monitorują naszą aktywność. Mimo prostej formy wcale nie jest banalna.

Jeśli nie chcecie się przekonać, jak niewiele się ruszacie, to lepiej tu nie zaglądajcie.

Gesty i inne ułatwienia w pracy

Wielu producentów smartfonów stara się zwiększyć rzeszę fanów podsuwając im ułatwienia dotyczące korzystania ze smartfona. Nic więc dziwnego, że Huawei w swoim EMUI przygotował całkiem pokaźną liczbę gestów i innych działań, które poprawią komfort korzystania z P20:

  • HiTouch – na początek funkcja, która dla nas jest jeszcze mało przydatna, czyli asystent zakupów Amazon. Aktywowana przez zetknięcie dwóch palców na ekranie. I nieszczęśliwie zbyt często rozpoznawana jako takowa podczas zwykłego gestu szczypania,
  • przewijane zrzuty ekranu i zapis aktywności – gesty rysowania/stukania wykonywane knykciem umożliwiają uruchomienie wybranych aplikacji, wykonanie zrzutu ekranu (także przewijanego, czyli gdy sam ekran jest przewijany), nagranie aktywności, możemy też podzielić ekran, by korzystać z dwóch okien z aplikacjami,
  • aktywowanie funkcji smartfona poprzez podnoszenie, obracanie lub przykładanie do twarzy, umieszczanie przy ciele,
  • aktywowanie aparatu przyciskami głośności,
  • obsługa budzenia i połączeń za pomocą poleceń głosowych. Niestety wymaga nauki języka obcego, bo po polsku Huawei jeszcze nie mówi,
  • anonimizacja wyświetlania powiadomień z pomocą funkcji rozpoznawania twarzy,
  • obsługa ekranu jedną ręką,
  • ochrona oczu podczas przeglądania wieczorami,
  • korzystanie z aplikacji bliźniaczych, czyli niezależnie z dwóch kont w jednej aplikacji
  • płacenie poprzez gest przyłożenia smartfona do terminalu płatniczego NFC (brzmi śmiesznie, ale to przecież też jakiś gest)

Używanie knykci wymaga pewnej siły włożonej w nacisk na ekran. Uwaga dla początkujących użytkowników – bez obaw, ekran wytrzyma nacisk (musi się pojawić rysunek wprowadzanego gestu), podobnie jak nasz knykieć. Najlepiej działa ten w kciuku. Szukacie ekranu AlwaysOn wśród ułatwień? Niestety, tym razem to opcja, którą Huawei zarezerwował jedynie dla wariantu Pro.

Odciskiem go, odciskiem

Pamiętacie jak działały pierwsze czytniki linii papilarnych? Jeśli nie, to dobrze, bo nie było to przyjemne doświadczenie. Huawei dość szybko doszedł pod tym względem do perfekcji, a część oprogramowania związana z rozpoznawaniem odcisków palców nie ulega już większym zmianom.

Wygodna funkcja, ale nie kryję – wprowadzanie odcisku linii papilarnych kosztowało mnie trochę cierpliwości.

W P20 nadal możemy zarejestrować maksymalnie pięć odcisków palców. Możemy je wykorzystać do natychmiastowego wybudzenia w pełni uśpionego smartfona, blokowania dostępu do aplikacji (uciążliwe, ale czasem warto), a także do sejfu, o którym kilka słów poniżej.

Na następnej stronie piszemy m.in. o tym, jak przechowywać dane, by nie dobrał się do nich nikt i czym jest Huawei ID.

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News