Android, w połowie zielony anioł, w połowie czerwony diabeł.

Android: wolność czy kasa?

Kogo stać na zapłacenie 18,5 miliarda złotych? Alphabet, czyli spółkę, która jest właścicielem Google'a. Karę, w przeliczeniu, takiej wartości koncernowi wymierzyła Komisja Europejska. Amerykańskie przedsiębiorstwo odwoła się od werdyktu unijnych urzędników, a my piszemy o silnych racjach, jakie mają obydwie strony oraz o tym, co z konfliktu wynika.

Google miało pecha. Po pierwsze, padło ofiarą własnego sukcesu. Jego dominująca pozycja na kilku rynkach jest monumentalna i trudno sobie wyobrazić jakąkolwiek zmianę, co zawsze wzbudza czujność urzędów antymonopolowych. Po drugie, mamy teraz czas lekkiej nerwowości na styku biznesu, polityki i stosunków międzynarodowych. A czym zawinił Android, system, który – jak bohater XIX-wiecznej noweli Roberta Louisa Stevensona – wydaje się mieć dwie twarze?

Zacznijmy od tego, co właściwie się stało

Otóż, po kilku latach śledztwa Komisja Europejska nałożyła na Google karę za nadużywanie dominującej pozycji na rynku mobilnych systemów operacyjnych. Dokładnie chodzi o trzy zarzuty:

1) Google wymaga od producentów, aby preinstalowali wyszukiwarkę Google i przeglądarkę Chrome w telefonach z Androidem, w przeciwnym razie marki nie mogą korzystać ze Sklepu Play (platformy z aplikacjami)

2) Google zachęcał finansowo (tzn. po prostu płacił producentom smartfonów, tabletów, smartTV itd., żeby wyszukiwarka i przeglądarka amerykańskiego koncernu były jedynymi preinstalowanymi narzędziami tego typu

3) Google ograniczył rozwój innych systemów operacyjnych dla telefonów po to, żeby nie powstała platforma dla konkurencyjnych wyszukiwarek; chodzi o tak zwane forki, czyli niezależnie kompilowane systemy operacyjne bazujące na jądrze Androida.

Struktura holdingu Alphabet (graf. CNN)

Europejskie organy antymonopolowe w związku z tymi zarzutami nałożyły na firmę z Mountain View grzywnę w wysokości 4,34 miliarda euro (18,5 miliarda złotych). To jeszcze więcej niż w przypadku poprzedniej kary w wysokości 2,4 miliarda euro, którą Google miało zapłacić w ubiegłym roku po tym, jak urzędnicy uznali usługę wyszukiwania zakupów online za nieuczciwą wobec konkurentów. Żeby pokazać skalę dolegliwości tej decyzji KE – 5 miliardów dolarów to mniej więcej dwutygodniowe przychody firmy Alphabet, właściciela Google.

Rozmiar kary wynika ze sposobu, w jaki Komisja wylicza szkody z nielegalnych praktyk. Oprócz oceny złego wpływu badanych działań na rynek, bierze się pod uwagę też czas – w sprawie faworyzowania aplikacji Google’a mówimy o historii ciągnącej się od 2011 roku.

Urząd narysował nawet grafikę pokazującą, co przeskrobało Google (graf. Komisja Europejska)

Co teraz? Gigant ma 90 dni (sankcję ogłoszono 18 lipca) na przedstawienie, jak zamierza rozwiązać problem. Jeśli tego nie zrobi, Alphabet, poza wspomnianą kwotą ponad 4 miliardów euro, ryzykuje naliczanie dodatkowych kar, nawet do 5 procent dziennego przychodu firmy. Chyba że apeluje, a już wiemy, że będzie.

Google odpowiada Komisji: to nie fair

Po ogłoszeniu decyzji KE, Sundar Pichai, prezes Google’a, błyskawicznie wydał oświadczenie, które oddziały firmy na całym świecie przesłały mediom. Według naszych informacji, spółka traktuje konflikt z unijną instytucją bardzo poważnie, ale jest pewna własnych racji. Trzeba przyznać, że stanowisko Pichaia to świetnie napisany tekst, który porusza kilka istotnych (a także wiele pobocznych) wątków. Oto najważniejsze z nich:

  • Android zwiększa konkurencyjność, a nie zmniejsza; dzięki otwartej platformie na rynku mogły zaistnieć dziesiątki tysięcy producentów sprzętu i oprogramowania
  • Android konkuruje z iOS-em, czyli z systemem, który jest w zasadzie zupełnie zamknięty; karę dostaje Google, Apple nie – dlaczego?
  • aplikacje domyślne można łatwo zastąpić innymi
  • w nowym smartfonie znajdziemy nawet 40 preinstalowanych aplikacji producentów sprzętu czy operatorów sieci i nikomu to nie przeszkadza
  • Android jest rozwijany olbrzymim kosztem, ale Google udostępnia go za darmo; jest to możliwe dzięki innym źródłom finansowania, takim jak wyszukiwarka
  • Google chce być odpowiedzialne za zdrowe funkcjonowanie ekosystemu; jednym z zagrożeń dla Androida jest fragmentacja, czyli powstawanie różnych, niekompatybilnych ze sobą wersji podstawowego oprogramowania; ograniczanie forków ma służyć uzdrawianiu systemu.

Reklama

To celne spostrzeżenia. Celne, choć nie zawsze odnoszące się bezpośrednio do zarzutów. Sundar Pichai odnosi się często do filozofii prawa, a nie do litery prawa, na podstawie którego Google został ukarany.

To prawda, że Apple robi to samo i uchodzi mu to na sucho. To prawda, że Android jest darmowy i za coś trzeba go rozwijać. To prawda, że dzięki Androidowi była możliwa mobilna rewolucja i powstanie wielu, także europejskich biznesów.

Z tym, że prawo to prawo i Unia Europejska nie ma innego. Zapewne domyślacie się, że omawiany przypadek to wierzchołek góry lodowej – i to pływającej w morzu pełnym min i rekinów.

Sundar Pichai nie zamierza poddać się w sporze z KE (fot. Wccftech)

Komisja Europejska – ostatni dzwonek, żeby się liczyć

Nawet amerykańscy ekonomiści są zgodni, że wielki biznes przez ostatnie dekady ogrywał Unię Europejską, jak chciał. W Europie wymyślono WWW i telefonię komórkową, tymczasem, wymieńcie, paradoksalnie bez googlowania, firmę ze Starego Kontynentu, która choć walczy o dominację w tych sektorach biznesu. Nokia? Bez żartów. Amerykański sektor hi-tech to potęga, źródło najważniejszych nowoczesnych rozwiązań, miejsce największej koncentracji wiedzy i pieniędzy.

Tymczasem w Chinach, gdzie sklep z aplikacjami Google Play i wyszukiwarka Google są zakazane, rosną światowe potęgi w elektronice użytkowej. To pokazuje, że biznes ani nie potrzebuje demokratycznego prawa, ani za specjalnie o nie nie dba. Skąd zatem chińscy użytkownicy Androida ściągają aplikacje? Z wielu sklepów zazwyczaj obsługiwanych przez producenta smartfonu, przez sieć społecznościową lub wyszukiwarkę. Chiński rynek aplikacji mobilnych zarabia 35 miliardów dolarów rocznie.


Na drugiej podstronie – top 10 chińskich platform z oprogramowaniem dla Androida oraz „pani od podatków”.