acta 2

Julia Reda w dyskusji z wykopowiczami o ACTA 2

Fot. Joi Ito
Julia Reda z niemieckiej Partii Piratów, wzięła udział w ciekawej rozmowie na Wykopie. Użytkownicy serwisu interesowali się m.in., czy zmiany w prawie autorskim zagrożą swobodnemu przepływowi informacji w sieci. Sprawa tzw. ACTA 2 ma wrócić w Parlamencie Europejskim 12 września.

Według Julii Redy, dużą rolę w odrzuceniu 2 miesiące temu mandatu dla Komisji Prawnej Parlamentu Europejskiego dotyczącego „ACTA 2” miała debata także w polskim internecie. Przedstawicielka Partii Piratów uważa, że internauci, którzy zaangażowali się w protesty przeciwko planowanym zmianom w prawie autorskim, mieli realny wpływ na dalszy bieg wypadków. W efekcie żaden z polskich europosłów nie zagłosował za kontrowersyjną dyrektywą. Julia Reda, jako najbardziej zaangażowanych w walkę przeciwko automatycznym filtrom i „podatkowi od linków”, wymieniła europosłów Michała Boniego z PO i Lidię Geringer de Oedenberg z SLD.

Julia Reda odpowiadała na pytania użytkowników serwisu Wykop na temat zmian w prawie autorskim (fot. ActuaLitté)

Niemiecka polityk uważa, że za proponowane przepisy zostały zaprojektowane przez lobby związane z dużymi wydawcami po tym, jak koncerny nie nadążyły za cyfrową transformacją i straciły kontrolę nad tym, co dzieje się w sieci. Oficjalnie mówi się o ochronie europejskiej kultury i mediów przed niektórymi platformami internetowymi. Według Redy, rzetelne dziennikarstwo rzeczywiście wymaga wsparcia, a Facebook i Google mają niepokojąco dużą władzę. Jednak europosłanka twierdzi, że proponowana zmiana prawa autorskiego nie uleczy sytuacji, może natomiast jeszcze bardziej ją popsuć, szkodząc niezależnym twórcom, startupom i niewielkim serwisom.

Julia Reda: „ACTA 2” jest groźne dla małych serwisów, umocni natomiast pozycję internetowych gigantów (graf. Wykop)

Podobne przepisy, do tych projektowanych dla całej Unii Europejskiej, funkcjonują od 2013 roku w Niemczech. W efekcie większość portali zrezygnowała z pobierania opłat za cytowanie ich publikacji – prawdopodobnie chcąc tą drogą zdobywać nowych czytelników. Niektórzy wydawcy jednak zażądali m.in. od Google’a i Yahoo pieniędzy za korzystanie z treści. Wyszukiwarki usunęły wtedy ze swoich serwisów krótkie fragmenty artykułów pobierane z oryginalnych stron – pozostawiły tylko nagłówki. Wydawcy stracili część  internetowego ruchu i pozwolili ostatecznie Google’owi korzystać z artykułów. Jedynym beneficjentem zmian okazało się właśnie Google a poszkodowanymi – mniejsze wyszukiwarki i agregatory treści, które podobnych pozwoleń od wydawców już nie dostały.

Mamy w tej chwili za sobą drugą falę protestów przeciwko zmianom w prawie autorskim, które nie były w Polsce tak liczne jak lipcowe. Prawdopodobnie wiele osób uznało, że sprawa została definitywnie zamknięta, co sugerowali wcześniej politycy. W rzeczywistości najważniejsze decyzje o tym, jak w przyszłości będzie wyglądał europejski internet, są dopiero przed nami. 12 września sprawą ponownie zajmie się Parlament Europejski, co w CHIP-ie będziemy uważnie śledzili. Głosowanie jest zaplanowane na 12:00-14:00. | CHIP

Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.