bfr

Księżycowy parawaning?

Fot. Piotr Sokołowski
W ostatnich dniach świat obiegła informacja, że lot rakiety SpaceX, która poniesie turystów w pierwszą podróż wokół Księżyca, został zarezerwowany. Szczęśliwcem jest japoński miliarder Yusaku Maezawa, który opłaci nie tylko swoją podróż, ale też 6-8 artystów. Towarzysze Maezawy potem przedstawią przygodę w ramach projektu #dearMoon. Szczególne miejsce w grupie zajmie fotograf, jego praca rozpocznie się na długo zanim główny pasażer straci poczucie grawitacji. Artysta będzie dokumentował chwile przed, w trakcie, a pewnie i po locie.
Yusaku Maezawa podczas zapowiedzi jego kosmicznej podróży

Turysta kosmiczny –  tacy ludzie już chodzą po Ziemi

Lot Maezawy zaplanowano na 2023 rok. To pięć lat później niż pierwsze zapowiedzi SpaceX. Mamy już drugą połowę 2018 roku, pod koniec którego pierwotnie planowano lot załogowej kapsuły SpaceX. Potem przesunięto ten termin na 2019 rok, aż w końcu pojawiła się odleglejsza i sensowniejsza data startu. Czy rok 2023 uznamy za początek ery turystyki kosmicznej? Jeśli bierzemy pod uwagę dalsze podróże kosmiczne, z pewnością tak. Cywile mieli okazję być już w kosmosie, ale tylko na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Pierwszym szczęśliwcem został Dennis Tito, który 28 kwietnia 2001 roku poleciał na sześć dni w przestrzeń (początkowo miał odwiedzić radziecką stację Mir, ale ta zakończyła karierę i spłonęła w atmosferze). Za przelot Sojuzem zapłacił 20 milionów dolarów. Warto wspomnieć, że Tito ma sporo wspólnego z eksploracją kosmosu – pracował przy misjach Mariner 4 i 9, od nich zaczęła się era wielkich badań Marsa.

Kosmiczny turysta Dennis Tito (pierwszy z lewej) na pokładzie ISS

Lot Tito (on sam niechętnie lubi być określany mianem turysty kosmicznego), jak i kilku innych osób potem, nie był elementem długofalowej strategii kosmicznej turystyki. Tę zdaje się mieć natomiast SpaceX. Warto też zauważyć, że pozaziemska turystyka zakłada loty wielodniowe na co najmniej taką orbitę, jaką ma ISS. Projekt Virgin Galactic, który realizuje brytyjski miliarder Richard Branson, należy zaliczyć do kategorii suborbitalnej, czyli krótkich lotów na bardzo niskiej orbicie wokółziemskiej. Konkurencją dla Elona Muska i jego Space X w kategorii pełnoprawnej turystyki kosmicznej jest Jeff Bezos i jego Blue Origin, a także Boeing.

Na razie większym doświadczeniem i większym rozgłosem wokół projektu może pochwalić się Elon Musk. Przesuwanie daty startu nie jest do końca korzystne wizerunkowo, ale SpaceX nie robi tego bez powodu. Nie bierzmy nawet 2023 roku jako pewnika. Yusaku Maezawa to przecież ten sam człowiek, który zarezerwował bilet na wspomniany wcześniej lot planowany na 2018 rok – lot, w którym miała być wykorzystana załogowa kapsuła SpaceX Dragon. Dziś pewnie wiele osób zakłada się, że Maezawa nie poleci w 2023 roku.

Wizja załogowego SpaceX Dragon, początkowo w ten sposób Yusaki Maezawa miał okrążyć Księżyc

Czy SpaceX przecenia swoje możliwości celowo? 

Turystyczna eksploracja Kosmosu to nowa dziedzina i wszystko co się z nią wiąże, jest robione po raz pierwszy. Wcześniejsze loty na ISS wykorzystywały wielokrotnie używane przez kosmonautów i astronautów statki Sojuz. SpaceX ma nowe pomysły, ale też oczekuje optymalnego projektu pojazdu księżycowego. Dlatego nie dziwi fakt, że Elon Musk porzucił lot Dragonem na rzecz czegoś większego. Tylko że, jak to się mówi, każdy kij ma dwa końce.

M.in. wokółksiężycowe loty początkowo będą dostępne tylko dla nielicznych, i to dla tych, którzy są gotowi położyć swoje życie na szali. Bo niestety lot w kosmos nadal jest dla nas bardzo dużym ryzykiem. Co rusz dowiadujemy się nowych rzeczy o przeciwnościach, z jakimi będzie nam dane zetknąć się. Od lat wiadomo, że w przestrzeni niebezpieczne jest promieniowanie. Ale dopiero niedawno za sprawą sondy Gas Trace Orbiter, która bada Marsa, uzyskaliśmy pomiary jak jest ono silne. Lot na Księżyc to tylko kilka dni, krócej niż lot na Marsa, zawsze jednak będzie to ekspozycja wielokrotnie intensywniejsza niż w przypadku lotów suborbitalnych.

Lot w kosmos będzie dla turystów niebezpieczny

Firma taka jak SpaceX nie może wysłać turystów, nie myśląc, co się z nimi stanie. To nie czasy Zimnej Wojny. Owszem, udany lot będzie sukcesem medialnym i na pewno sprawi, że turystykę kosmiczną zaczniemy postrzegać w nowym świetle, ale też ważny jest wizerunek, jaki przygotuje sobie SpaceX przed lotem. W 2023 roku może polecieć co prawda tylko kilka osób, ale ile będzie się emocjonowało tym lotem? Miliony, jeśli nie miliardy. Bez dobrego rozreklamowania wydarzenia będzie ono tylko niszowym przedsięwzięciem, które nie przełoży się na zainteresowanie zamożnych instytucji. SpaceX ma co prawda pieniądze, ale ten biznes wymaga ogromnych inwestycji. Ogłaszając nazwisko Maezawy, Musk sam przyznał, że wsparcie miliardera jest kluczowe.

SpaceX BFR to plan wykraczający poza lot wokół Księżyca

Dlatego też SpaceX ogłasza pewne rzeczy z wyprzedzeniem, czasem podając nawet mało realne terminy. Loty w kosmos i wokół Księżyca mogą przesunąć się w czasie, szczególnie na początku, ale prędzej czy później do nich dojdzie. Przede wszystkim muszą być dopięte na ostatni guzik.

Turystyka kosmiczna – wymagająca jak żadna inna  

Turystyka na Ziemi, szczególnie ekstremalna, wiąże się z ryzykiem, ale to ryzyko możemy zminimalizować przez rozsądne planowanie. Jeśli podczas wspinaczki na Mt. Everest poczujemy się źle, są duże szanse, że ktoś ruszy nam z pomocą. Wędrując po niższych górach, wystarczy unikać ścieżek nieprzeznaczonych dla turystów, by dotrzeć o czasie do celu.

W kosmosie może zawieść wszystko. Nie tylko psychika ludzka, ale sprzęt, elektronika, mogą pojawić się problemy z nawigacją, może zdarzyć się deszcz mikrometeorytów, rozbłysk słoneczny, którego wcześniej nie przewidziano. Dziś astronauci, którzy lecą na ISS, nie mówiąc już o locie wokół Księżyca, zanim tam się wybiorą, przechodzą długie, wieloletnie, wyczerpujące szkolenie. Choć każdy z nich jest ekspertem w swojej dziedzinie, po trosze znają się oni na wszystkim. A i tak nie każdy, który przeszedł szkolenie, ma szczęście obejrzeć Ziemię przez bulaj kosmicznego pojazdu.

Prezentacja procedur bezpieczeństwa jak w samolocie?

Turyści nie mają szans, by przygotować się do lotu tak dobrze jak astronauci. Lecz wizja oglądania Ziemi i innych ciał niebieskich z perspektywy, która dana jest tylko nielicznym ludziom, sprawia, że ochotnicy odrzucą wszelkie obawy. Albo, mówiąc jeszcze inaczej, zgodzą się na ryzyko …że może być to podróż niezapomniana, ale – w jedną stronę.

Reklama

W przypadku turystyki kosmicznej większość czasu spędzimy w pojeździe. Ewentualnie przejdziemy z niego do modułu stacji orbitującej wokół Ziemi, ale wciąż pozostaniemy w niewielkiej, zamkniętej przestrzeni. Tak jak w przypadku lotów samolotem, start i lądowanie to momenty, w których najwięcej rzeczy może pójść nie tak. W momencie startu siedzimy na milionach kilogramów ciekłego paliwa, które w wyniku najdrobniejszego niedopatrzenia może eksplodować. Wracając, możemy wejść w atmosferę pod złym kątem, odbić się od niej i poszybować w kosmiczną otchłań.

Dzisiejszy przemysł rakietowy nie przypomina tego z czasów misji Apollo. Podstawy są co prawda podobne, ale rakiety SpaceX potrafią robić rzeczy, które nie przyszłyby do głowy inżynierom z NASA w latach 60 XX wieku. Mamy komputery, które są w stanie wiele kwestii zawczasu przeanalizować i zasymulować. To co kiedyś liczono żmudnie miesiącami, robimy teraz w kilka godzin. Wzrosła też precyzja wykonania silników rakietowych.


Na kolejnej podstronie piszemy o potencjalnych ścieżkach rozwoju kosmicznej turystyki.