brainwavz hm5

TEST: Brainwavz HM5 – słuchawki monitorowe

Fot. sylwia-zimowska
W czasach, kiedy ceni się bezprzewodowość, mocny bas i elegancki wygląd, słuchawki, które nie mają nie tylko powyższych cech, lecz nawet pokrętła od regulacji głośności wyglądają jak relikt dawnej epoki. Ale to pozory, bo Brainwavz HM5 oferują więcej niż się zdaje. Pod warunkiem, że będziemy w stanie pójść na pewne kompromisy.

W skrócie

  • bogate wyposażenie,
  • czysty, techniczny dźwięk,
  • izolacja,
  • ergonomia,
  • skrzypiący plastik,
  • brak pokrętła regulacji głośności,
  • brak mikrofonu

Niepozorne słuchawki wokółuszne, które grają zaskakująco czysto. Charakteryzują się świetną separacją dźwięków, liniowym brzmieniem i bardzo dobrą izolacją. Produkt dla osób pracujących z muzyką lub fanów akustycznych utworów. Przy zaakceptowaniu kilku braków można z nich korzystać w sposób uniwersalny.

Braiwavz to chińska firma, która produkuje słuchawki od 2008 roku. Specjalizuje się głównie w sprzęcie dokanałowym, ale w portfolio znajdziemy też kilka headsetów m.in miejskie słuchawki HM2, które testowaliśmy w 2016 roku oraz HM5 z 2012 r., które właśnie teraz doczekały się odświeżenia. Na wstępie od razu należy zaznaczyć, że są to słuchawki monitorowe, zwane też studyjnymi. Przeznaczone głównie do profesjonalistów pracujących nad dźwiękiem, artystów scenicznych, ale też i miłośników muzyki, którym zależy na bardzo wiernym przekazie. Z uwagi na brak regulacji głośności nie nadają się raczej do użytku mobilnego. Brak mikrofonu z kolei dyskwalifikuje je jako headset gamingowy. Zakup HM5 powinniśmy rozważać wtedy, kiedy zamierzamy korzystać z nich głównie stacjonarnie, przy komputerze lub sprzęcie audio.

Wyposażenie

Niepozorne, szare pudełko, które niczym nie przyciąga wzroku skrywa w swoim wnętrzu, co zaskakujące, bardzo pokaźny zestaw elementów.

brainwavz hm5

Poza samymi słuchawkami znajdziemy twardy, zasuwany na zamek błyskawiczny pokrowiec, w którego wnętrzu znajduje się przyczepiana na rzep dodatkowa kieszonka sprytnie mieszcząca kable. Tych są dwa komplety – jeden o długości 1,3 m i drugi o długości 3 m. Obydwa zakończone są 3,5-mm gniazdem mini jack. Kolejnym elementem jest złota przejściówka do standardowego jacka (6,3 mm) pasującego do typowych sprzętów studyjnych oraz stacjonarnego sprzętu audio.

brainwavz hm5Poza paskiem do pokrowca ostatnią częścią zestawu są zapasowe nausznice. Żadnemu elementowi nie można praktycznie nic zarzucić – kable są odpowiednio grube, etui zapewnia ochronę w podróży i przechowywanie zbędnych części, a obecność przejściówki pozwoli uniknąć dodatkowych kosztów.

Wzornictwo i konstrukcja

Gdyby klienci kupowali słuchawki kierując się wyłącznie ich urodą, to Brainwavz HM5 prawdopodobnie nie miałyby wzięcia. Headset wygląda tak samo nijako, jako jego pudełko.

brainwavz hm5

Jedynym ozdobnikiem są tu w zasadzie srebrne, imitujące stal zewnętrzne pokrycia muszli. Od wewnątrz nauszniki pokryto miękką, czarną ekoskórą. Ten sam materiał znalazł się na zewnętrznej części osłony pałąka. Od środka mamy do czynienia z prążkowaną, miłą w dotyku tkaniną.

brainwavz hm5

Estetów mogą odstraszyć kolorowe oznaczenia lewej i prawej słuchawki, ale są one po prostu praktyczne – dzięki kolorom łatwiej umieścić przewody w odpowiedniej muszli. HM5 trudno nazwać brzydkimi. Wzornictwo jest neutralne i stonowane, a ponieważ, tak jak pisałam wcześniej nie jest to sprzęt miejski, w którym mielibyśmy spacerować po ulicy, to kwestia wyglądu ma tutaj drugorzędne znaczenie.

brainwavz hm5

Ważniejsze jest wykonanie i tutaj niestety trudno jednoznacznie ocenić HM5. Z jednej strony bowiem mamy przyjemną, miękką ekoskórę, duże i wygodne nauszniki, które całkowicie zakrywają uszy oraz metalowy pałąk ze skokową regulacją, który sprawia wrażenie solidnego, ale z drugiej strony plastikową i trzeszczącą ramę, która wydaje się okropnie tandetna. To pierwszy kompromis, na jaki musimy się zgodzić – HM5 nie są urządzeniem z linii premium i taki niedostatek w jakości wykonania trzeba im po prostu wybaczyć.

brainwavz hm5

Na pocieszenie dodam jednak, że konstrukcja jest bardzo ergonomiczna – muszle możemy swobodnie ułożyć na płasko czy obrócić pod kątem. Po założeniu na głowę praktycznie od razu się dopasowały i co istotne przy pracy stacjonarnej ważą naprawdę niewiele bo tylko 180 g. Dla porównania dużo mniejsze Sennheiser Momentum On Ear ważą 210 g.

Wrażenia z użytkowania i jakość dźwięku

Do chwili, kiedy nie założyłam na głowę HM5 byłam przekonana, że to słuchawki co najwyżej przeciętne i zapewne gorszej jakości niż jakiekolwiek gamingowe słuchawki, z którymi obcuję na co dzień. Choćby z uwagi na brak efektu przestrzennego czy mocnego basu. Ale bardzo szybko zmieniłam zdanie.

hms 5Ostatnio wpadł mi w ucho utwór „Początek” z Męskiego Grania i słucham go nawet kilka razy dziennie. Była to pierwsza piosenka, którą puściłam sobie po podłączeniu HM5. Już przy pierwszej zwrotce zerknęłam ponownie do Spotify, czy nie przełączyło mnie na jakiś cover czy remix. Ta piosenka brzmiała zupełnie inaczej. Nagle nie słyszałam artystów przed sobą, tylko wydawało  mi się, że stoję z nimi na scenie. Druga sprawa – ich głosy brzmiały super czysto. Doskonale słyszałam wibracje języka przy każdym „r”, czy głos każdego z trzech artystów śpiewających refren. Równocześnie jednak uderzała liniowość, nic nie wysuwało się na pierwszy plan. Nie miałam jednak problemu z rozpoznaniem żadnego instrumentu – ta separacja dźwięków bardzo mi się spodobała.

Takie wrażenia miałam przy każdej piosence. Nawet w utworach, w których doły zawsze wywołują gęsią skórkę jak „Mountains” z filmu „Interstellar”, gdzie sądziłam, że „delikatność” HM5 nie wywoła pożądanego efektu, słuchawki wciąż mnie zachwycały. Bas po prostu nie był taki nachalny jak w innych headsetach. Przy utworach mocno elektronicznych i szybkich w rodzaju „Electronic Snow” Dana Terminusa, miałam wrażenie, że brzmienie jest chłodniejsze niż zwykle, z głośną górą. Słuchawki zaskoczyły mnie też poziomem głośności. Zazwyczaj muszę mocno podkręcać systemową głośność na PC, żeby muzyka brzmiała w satysfakcjonującym stopniu – tutaj już przy 50% było po prostu perfekcyjnie.

hms 5

Bardzo dobra ergonomia pozwalała mi pracować w nich kilka godzin z drobnymi przerwami. Dodatkowo zachwyciła mnie perfekcyjna izolacja dźwięku – nie słyszałam niczego z zewnątrz, ani też nikt w pokoju nie słyszał, czego ja słucham. HM5 mogłabym uznać za słuchawki uniwersalne, gdyby nie dwa ważne braki. Po pierwsze słuchawki nie mają regulacji głośności, żadnego pilota czy pokrętła. O ile przy podłączeniu do smartfonu nie jest to takie uciążliwe, bo wciśnięcie przycisków głośności na urządzeniu, które i tak trzymamy w dłoni to żaden problem, tak np. przy podpięciu słuchawek do pada od konsoli nie ma innej opcji regulacji dźwięku jak skorzystanie z ustawień systemowych. Druga sprawa, dla wielu osób być może mniej istotna, to brak mikrofonu. Nie użyjemy HM5 jako zestawu słuchawkowego w telefonie, ani też nie wykorzystamy podczas audio- i wideokonferencji lub grając online.

Reklama

Być może nie każdemu spodoba się barwa tych słuchawek, a raczej jej brak. Jak przystało na sprzęt studyjny HM5 brzmią bardzo technicznie, bez podkoloryzowania. Wydaje mi się, że najbardziej docenią je instrumentaliści, osoby, które lubią czyste dźwięki i akustyczne wersje piosenek.

Oczywiście, słuchawek można używać także do oglądania filmów. Przez ostatni tydzień towarzyszyły mi codziennie przy wieczorach z Netflixem i nie czułam, by w tej materii im czegoś brakowało. Szkoda, że mimo wysokiej ceny i wielu zalet nie mają tak podstawowych elementów jak pokrętło głośności lub mikrofonu – chociaż bardzo przeciętnej jakości. Jeżeli nie możecie się bez nich obejść warto poszukać innych modeli, np. w naszym rankingu słuchawek.

Cena regularna słuchawek, to 599 zł. Natomiast w promocji można kupić ich wersję czarną. Ofertę znajdziecie tutaj. 

Dane techniczne

Przetwornikdynamiczny, 42 mm
Impedancja64 Ohm
Pasmo przenoszenia10 Hz – 26,5 kHz
Czułość105 dB
Maksymalna moc wejściowa100 mW
Waga180 g (bez kabla)
Długość przewodów1,3 m i 3 m
Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.