W porównaniu z flagowym MI 8 cieszy węższy notch (fot. Xiaomi)

Xiaomi debiutuje na brytyjskim rynku i od razu zalicza wpadkę

Źle przeprowadzona akcja marketingowa może mieć konsekwencje prawne.

Xiaomi nie zdradziło przed uruchomieniem akcji ile smartfonów dostępnych będzie w promocyjnej cenie. By zarejestrować się do wydarzenia należało wcześniej podać swój adres e-mail oraz kliknąć jak najszybciej w odpowiednie pole tuż po starcie oferty. Tysiące Brytyjczyków, podobnie jak tysiące Polaków w lipcu, próbowało upolować okazję. Jednak tuż po rozpoczęciu wyprzedaży okazało się, że wszystkie modele są już niedostępne. Co więcej, internauci w kodzie strony znaleźli skrypt, który tuż po kliknięciu w wymaganym miejscu automatycznie zwracał informację o braku dostępności produktu, bez weryfikowania rzeczywistego stanu magazynowego.

Firma wydała na swoim Twitterze oświadczenie, w którym tłumaczy, że promocją objętych było tylko 10 urządzeń i że zastosowano tutaj mechanizm loterii – osoby, które w odpowiednim czasie kliknęły, wzięły udział w losowaniu. Na skrzynki mailowe zwycięzców trafiły kupony uprawniające do stosownej zniżki. Problem w tym, że w regulaminie wydarzenia nie było słowa o losowaniu, a utajenie tego faktu może mieć prawne konsekwencje.  Xiaomi przeprosiło wszystkich fanów za to „nieporozumienie”.

Viralowe kampanie nie są nowością, ale pojawiają się coraz większe obawy, czy taka PR-owa sztuczka nie odbywa się kosztem utraty zaufania konsumentów — komentuje Mariann Hardey, ekspert marketingu z Uniwersytetu w Durham.

Brytyjscy użytkownicy mediów społecznościowych zarzucili Xiaomi zastosowanie sztuczki marketingowej mającej skłonić do sztucznego zwiększenia klikalności. Samą zaś kampanię określili jako niegodną jednego z czołowych producentów smartfonów na świecie. | CHIP


⇒ Tutaj znajdziecie najnowsze promocje smartfonów Xiaomi.