WYWIAD: ekspert ds. systemów antydronowych mówi, co tak naprawdę stało się na Gatwick

Od środy do piątku, tuż przed świętami, na lotnisku Gatwick z powodu odwołanych lotów koczowały tysiące pasażerów. Przyczyną nie były mgła czy burze z gradobiciem, ale prawdopodobnie drony, które naruszały przestrzeń powietrzną lotniska. Zapytaliśmy inż. Radosława Piesiewicza, współtwórcę polskiego systemu antydronowego, co sądzi m.in. o całej tej sytuacji i czy polskie lotniska mogą być narażone na podobne problemy.

Tuż przed świętami, gdy tysiące ludzi wybiera się do domów jedno z dwóch największych lotnisk w Wlk. Brytanii zostało sparaliżowane w wyniku zauważenia dronów naruszających przestrzeń powietrzną lotniska. Do pierwszych incydentów doszło w środę, do kolejnych w czwartek i w piątek. Prawie tysiąc połączeń lotniczych zostało odwołanych lub skierowanych do innych portów lotniczych. Aresztowano wprawdzie dwie osoby, podejrzewane o sterowanie dronami, ale ostatecznie zostały wypuszczone. O wyjaśnienie, jak doszło do takiego chaosu poprosiliśmy inż. Radosława Piesiewicza, współtwórcę polskiego systemu antydronowego Ctrl+Sky.

Monika Mamakis: Rozumiem, że z przyczyn zawodowych śledził Pan to, co stało się na lotnisku Gatwick. Co Pan o tym sądzi? Pytamy m.in. dlatego, że ciekawi jesteśmy, czy nam też grozi podobny scenariusz.
Radosław Piesiewicz, Advanced Protection System: Co sądzę na ten temat? No cóż, mam nadzieję, że być może do operatorów infrastruktury krytycznej, takich jak lotniska, dotrze w końcu jak istotne jest wdrożenie systemów antydronowych. Na Gatwick działa system Airscopoe firmy DJI, który polega na tym, że wykrywa jedynie protokoły transmisji dronów i to tych najbardziej popularnych modeli i od pewnej wersji oprogramowania. Tymczasem mieliśmy do czynienia z wielokrotnym wtargnięciem w przestrzeń powietrzną lotniska dronów klasy profesjonalnej, które przez prosty system radionamierników czy pasywnych sensorów radiowych nie zostały wykryte. I to obnażyło nieprzygotowanie obsługi do lotniska na takie sytuacje.

Powiem szczerze – to po prostu żenada roku.

Jak można dopuścić do tego, by przez trzy dni Gatwick, drugie co do wielkości lotnisko Wlk. Brytanii było zamknięte. A 120 tys. pasażerów (niektóre media mówią o 140 tys.) nie może się z niego wydostać…

Jak to mawiają, „hatakumba”…
Zdecydowanie. Sądzę, że straty poszły w setki milionów euro. A doliczyć trzeba nadszarpniętą reputację lotniska i służb, które zajmują się jego ochroną. Większym problemem jest jednak pokazanie wszelkim potencjalnym terrorystom, że w bardzo prosty sposób można dronami dokonać ataku i że taka infrastruktura, jaką jest w tym konkretnym przypadku lotnisko Gatwick nie jest chroniona. Ta sytuacja pokazała, że ze służbami ochrony lotniska można się bawić w kotka i myszkę.

Czy istnieją systemy, które są w stanie ochronić lotnisko przed takim zdarzeniami, jak te, do których doszło na Gatwick?
Oczywiście. To jest np. system Ctrl Sky, polskiej firmy APS. Teraz właśnie, na początku stycznia przygotowujemy wdrożenie systemu ochrony norweskiego lotniska Stavanger. Najwyraźniej Norwegowie są dużo bardziej świadomi zagrożeń. Podsumowując, są systemy, choć nie jest ich wiele, profesjonalne, które radzą sobie ze wszystkimi rodzajami dronów. Sytuacja na Gatwick pokazała, że niekoniecznie będziemy mieć zawsze do czynienia z dronem, który kupi sobie pod choinkę przeciętny Kowalski lub Smith.

W przypadku dronów profesjonalnych systemy wykorzystujące wyłącznie sensory sygnałów radiowych są po prostu nieskuteczne. W zasadzie są bezwartościowe. A nawet gorzej, bo dają złudne poczucie bezpieczeństwa.

Podkreślam raz jeszcze, to do czego doszło na Gatwick to jest absolutny skandal.

Przecież od dłuższego czasu wiadomo, że drony mogą stanowić zagrożenie. I wiadomo też, że są systemy skutecznie chroniące obiekty przed dronami.

Ale czym w zasadzie grożą takie drony pojawiające się w przestrzeni powietrznej lotniska?
Po pierwsze dron może wlecieć w lądujący lub startujący samolot (skutki możecie zobaczyć na filmie poniżej – przyp. red.) Druga rzecz – może przenieść mały ładunek wybuchowy albo zapalający. I zrzucić na samolot znajdujący się na pasie startowym. W przypadku Gatwick drony krążyły, a władzom lotniska jedyne co pozostało w tej sytuacji, to je zamknąć.

Jak w takim razie chronić lotniska, ale przecież nie tylko, bo także np. rafinerie czy serwerownie przed dronami?
Temu właśnie służą tak zaawansowane systemy jak Ctrl+Sky. Zacznijmy od tego, że przede wszystkim dron musi zostać wykryty. To jest to czego na Gatwick się zrobić nie udało. Tamtejsze lotnisko jest wyposażone wyłącznie w system pasywnych namierników, a potrzebny jest system, który owszem ma wiele sensorów, ale przede wszystkim jest wyposażony w radar. Radar jest podstawowym narzędziem detekcji dronów. Wykryje każdą tego typu maszynę. Bez względu na to, czy jest to typowa zabawka czy dron profesjonalny. I nie ma znaczenia, czy jest on sterowany radiowo, na takim bądź innym paśmie, czy też ma zaprogramowaną misję po GPS-ie. Radar po prostu wykryje każde urządzenie latające, w każdych warunkach i o każdej porze. Nie ma znaczenia, czy jest dzień czy noc. Pierwszy więc krok – to wykrycie skuteczne.

Reklama

Radar wykrył i co dalej?
Kolejnym krokiem jest neutralizacja. Skuteczną metodą neutralizacji jest jammowanie, czyli zagłuszanie. I zagłusza się albo łącze komunikacyjne, radiowe między operatorem a maszyną. Albo system nawigacji drona, czyli powiedzmy GPS. Wiele zależy od tego jaka to maszyna. Jeśli jest to jakiś popularny model, to zagłuszane są częstotliwości najczęściej przez tego typu modele używane. Jeśli to bardziej profesjonalna maszyna, to sprawa jest trudniejsza, ponieważ trzeba najpierw sprawdzić, na jakiej częstotliwości prowadzona jest komunikacja. W sytuacji, gdy dron został zaprogramowany, by odbyć lot do konkretnego celu i korzysta z GPS-a, czyli porusza się po tzw. way pointach będących koordynatami GPS, to wtedy nie jest sterowany radiowo. Nie można go więc radiowo zagłuszyć. Wtedy zagłusza się GPS-a. Do tego służą jammery, fizyczne urządzenia emitujące fale na określonych częstotliwościach.

I od razu uprzedzę pytanie, takie systemy istnieją i funkcjonują. Nie trzeba, tak jak ostatecznie skończyło się to na Gatwick, ściągać na gwałt jakichś specjalnych wojskowych systemów. W tym przypadku został użyty system izraelski, który kosztuje ok. 12 mln zł.

Ostatni krok to neutralizacja, czyli co?
Neutralizacja to zmuszenie maszyny do powrotu do operatora, albo do lądowania. Nie pozwalamy mu wlecieć w strefę chronioną.

Skoro mowa o pieniądzach. Ile mniej więcej kosztuje ochrona lotniska?
W przypadku systemu APS, czyli Ctrl+Sky szacuję, że zakup dla Gatwick zamknąłby się w ok. 4 mln zł. W porównaniu z kosztami, o których mówiliśmy wcześniej, to nie jest astronomiczna kwota.

No dobrze, 4 mln na start. A utrzymanie systemu?
Należy szacować, że to kwota równa 10 proc. wartości sprzedaży, czyli rocznie powiedzmy ok. 400 tys. zł.

To nie są duże pieniądze zważywszy na przychody lotnisk. Według danych Airports Council International (ACI) za rok fiskalny 2016, przychody branży na całym świecie przekroczyły 161 mld dol.  A np. Polskie Porty Lotnicze (czyli Okęcie) w 2017 r. odnotowały 900 mln przychodu.
Otóż to. To nie są aż takie pieniądze, by ich nie wydać. Koszt rocznej obsługi systemu antydronowego w wysokości powiedzmy ok. 400 tys. zł, biorąc pod uwagę fakt z jakim kłopotem wiąże się jego brak, to wydatek w zasadzie pomijalny.

Zajmijmy się stroną techniczną. Jak wygląda stacja, wchodząca w skład systemu, np. właśnie Ctrl+Sky?
Nie brnąc w szczegóły, jest to m.in. maszt, na którym zamontowany jest radar, kamera i system radionamierników. Do tego dochodzi masz zaopatrzony w zestaw jammerów. Takie maszty stawia się na lotnisku, tak by ich zasięgiem objąć najważniejsze części lotniska.

Fot. APS

Jak duży jest zasięg?
Jedna stacja pokrywa obszar o promieniu ok. 2,5 km. W przypadku Gatwick wystarczyłyby więc dwa takie urządzenia. Istotą jest bowiem ochrona pasa startowego i przestrzeni wokół niego. Jednak zawsze brany jest pod uwagę rozkład danego lotniska. To są systemy projektowane pod konkretnego odbiorcę. Szyte na miarę.

Lotniska powinny być chronione. Pasażerowie na Gatwick się o tym przekonali na własnej skórze. Co jeszcze?
Cała infrastruktura krytyczna – petrochemie, rafinerie, elektrownie. Dron niosący ładunek wybuchowy lub zapalny może w zasadzie wlecieć wszędzie. I nie jest to fikcja. To się dzieje. ISIS w Syrii czy Iraku na co dzień używa do akcji zaczepnych dronów z podwieszonymi ładunkami . Pytanie więc nie brzmi, czy dojdzie do takiego ataku terrorystycznego, tylko kiedy do niego dojdzie.

W takim razie, czy polskie instytucje myślą o takiej ochronie. Może już z niej korzystają?
Z tego co wiem, polskie instytucje przymierzają się do instalacji systemów antydronowych i mają świadomość zagrożeń. Zainteresowanie jest duże. I wiem, że podejmują aktywne kroki, by się zabezpieczyć.

A polskie lotniska, choćby Port Lotniczy im. Szopena, korzystają z takich zaawansowanych systemów antydronowych, jak np. Ctrl+Sky?
Nie, żadne polskie lotnisko nie jest chronione przeciwko dronom.

Ma Pan pewność?
Tak. Mogę to powtórzyć.

Żadne polskie lotnisko nie jest chronione przed dronami.

Wiem, że zarządy lotnisk myślą o wprowadzeniu takiej ochrony i mam nadzieję, że to co się stało na Gatwick trochę przyspieszy konkretne decyzje. Na razie całość sprowadza się do tego, że powstały stosowne przepisy (pisaliśmy o nich w naszym okładkowym artykule – przyp. red.), zabraniające dronom latania wokół lotnisk. A obsługę instruuje się, że ma dronów wypatrywać. | CHIP


Fot. APS

Nasz rozmówca: Radosław Piesiewicz jest współzałożycielem (razem z Maciejem Klemmem) polskiej firmy Advanced Protection Systems (APS) i współtwórcą polskiego systemu antydronowego Ctrl+Sky. Firma APS powstała na bazie spółki Si-Research produkującej elementy do radarów.

 

Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.