Mapa Polski z białych prostopadłościanów z oczami połączonymi siecią "dróg" ponad nią.

Supeł krajowy

Fot. Piotr Sokołowski
Uważnie przyjrzeliśmy się kilku polskim serwisom dla obywateli, które w założeniu mają nam pomóc w różnych urzędowych sprawach. Wniosek: mogłoby być lepiej. Przede wszystkim mniej chaotycznie, a co za tym idzie taniej.

Za każdym razem, gdy mowa o cyfryzacji naszego kraju, przypominają mi się słowa prof. Ewy Łętowskiej. Odnosiła się ona wprawdzie do sytuacji społecznej w Polsce, ale jako żywo przypomina to, co dzieje się w kwestii usług cyfrowych, jakie państwo nasze oferuje swoim obywatelom oraz temu, jak wyglądają prace nad nimi. Prof. Łętowska powiedziała co następuje:

Nasze życie społeczne przypomina mi taki radosny bieg przez kartoflisko: wszyscy lecą, tutaj ktoś coś złapie, dwa kartofle, z tyłu wszystko niewykopane, leci już do następnego rzędu. Ja bym wolała tak, żeby tak po kolei, rządek za rządkiem robić. O! Gąsienica, proszę pana, zjadająca liść to jest mój ideał, bo ona obje te wszystkie żyłeczki i zostawi tylko zarys liścia z żyłkami. Systematycznie, spokojnie.
(Na margnesie – za tę jakże trafną diagnozę prof. Ewa Łętowska została nominowana w 2011 r. do trójkowej nagrody Srebrne Usta i ostatecznie zajęła trzecie miejsce.)

Jak bieg przez kartoflisko wygląda sposób, w jaki wprowadzane są w Polsce usługi cyfrowe. Chaotycznie i bez głębszego zastanowienia. Nic dziwnego więc, że w indeksie DESI nasz kraj zajmuje szlachetne 5 miejsce. Od końca. Digital Economy and Society Index (DESI) to złożony indeks, który podsumowuje istotne wskaźniki dotyczące wydajności cyfrowej Europy i śledzi rozwój państw członkowskich UE w zakresie konkurencyjności cyfrowej. Na pierwszych miejscach znalazły się Dania, Finlandia, Szwecja i Holandia. Po opublikowaniu w 2017 r. wyników badania Ministerstwo Cyfryzacji poinformowało o sukcesie: „Pniemy się w górę – DESI 2017″. Sukcesem wg ministerstwa był fakt, że w porównaniu z rokiem 2016 Polska zajęła pozycję o oczko wyżej. I przeniosła się z miejsca 24 na 23. Teraz o triumfalny ton będzie trudniej, ponieważ w indeksie za 2018 r. zajęliśmy 25 miejsce.

„Wielki sukces” w roku 2017 i troszkę gorzej rok później.

Co poszło nie tak, że prawie po 30 latach od transformacji ustrojowych, mimo olbrzymich kwot wpompowanych w cyfryzację naszego kraju (samo utrzymanie ePUAP to od 4 do 20 mln rocznie) w dalszym ciągu nie doczekaliśmy się usług, które pozwoliłby nam wygodnie żyć w zmieniającym cyfrowym świecie?

Niechlujstwo czy polityczne roszady?

Być może najbardziej pierwotną przyczyną jest nasz charakter narodowy, o ile taki istnieje, powodujący, że zamiast być jak gąsienica, biegniemy przez kartoflisko. A może to zbyt częste polityczne roszady, nie tylko te w Ministerstwie Cyfryzacji, ale i w innych ministerstwach powodują, że brak osoby lub instytucji, która potrafiłaby niezależnie od politycznych podziałów gospodarskim okiem ogarnąć problem i zapanować nad cyfrowym chaosem.

W opublikowanym w lipcu tego roku artykule „Estoński cud informatyczny” cytowaliśmy Kazimierz Popławskiego, twórcę portalu poświęconego Estonii, Eesti.pl. Powiedział on wówczas: – Odnośnie informatyzacji kraju obowiązuje niepisane porozumienie, że każdy kolejny rząd traktuje tę dziedzinę jako priorytet. Nie ma pomysłów, żeby cofać cyfryzację. Także społeczeństwo jest do tego stopnia przyzwyczajone do ułatwień, które gwarantuje e-państwo, że politycy mają poczucie ogólnospołecznej potrzeby utrzymywania i rozwijania usług elektronicznych.
Najwyraźniej w naszym kraju taka niepisana zasada nie funkcjonuje. Każdy kolejny rząd ma własny, kosztowny pomysł na to, jak powinna wyglądać cyfrowa przyszłość Polski.

Wielkie nadzieje

Wielkie nadzieje pokładano w min. Annie Streżyńskiej. To ona była pierwszym ministrem w powołanym do życia w 2015 r. Ministerstwie Cyfryzacji (wcześniej była to Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, a jeszcze wcześniej Ministerstwo Nauki i Informacji). Jej odejście, a następnie przejście do biznesu, wywołało spory odzew w mediach. Echem odbiło się nie tylko odwołanie min. Streżyńskiej, bo to było do przewidzenia, ale fakt, że była minister odeszła do biznesu, bez zażenowania mówiąc przy tym, że zabiera ze sobą dotychczasowych współpracowników, wyszkolonych w ministerstwie i za jego pieniądze.

Anna I Cyfrowa, jak nazwała ją „Gazeta Wyborcza” była ministrem, którego zadaniem miało być m.in. uregulowanie kwestii zaniedbanych przez poprzednie rządy. Niestety, nie do końca rzecz się udała. Mimo usilnych starań ministerstwa i kierującej nim Streżyńskiej nie udało się w sensownym terminie wdrożyć ani eZdrowia, ani mDokumentów, a po uruchomieniu, pod koniec 2017, nowej wersji Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, tzw. CEPIK 2.0, zarówno urzędnicy, jak i petenci marzyli o powrocie do starych dobrych czasów papierowej ewidencji. Przez cały 2018 r. ten właśnie system trapiły awarie, uniemożliwiając np. wyrejestrowanie pojazdu.

Anna Streżyńska – na ministerialnym stołku zasiadała najdłużej ze wszystkich dotychczasowych ministrów zajmujących się cyfryzacją, bo przez 785 dni. (fot. Wikipedia)

Natomiast ulubiony projekt Anny Streżyńskiej, czyli mDokumenty został ostatecznie wprowadzony wyłącznie dlatego, że Polsce groził zwrot unijnych dotacji otrzymanych na uruchomienie elektronicznych dokumentów. Efekt jest tego taki, że zamiast mDowodu, który miałby zastąpić plastikowy dowód osobisty, mamy mDokumenty, czyli aplikację, którą można pobrać ze sklepów Google i Apple. Problem tylko taki, że mDokumenty nie są dowodem tożsamości. Owszem, weryfikują ją, ale spraw urzędowych za pomocą mDokumentów nie załatwimy.

Idea

Według Ośrodka Studiów nad Cyfrowym Państwem jednym z fundamentalnych założeń, jakie przyświecają cyfrowemu państwu jest przejrzystość działań podejmowanych przez władzę i możliwość współdziałania obywateli w podejmowaniu decyzji publicznych; obywatele będą mieli możliwość włączenia się w działania administracji publicznej już na etapie tworzenia przepisów prawa (czy to lokalnego czy też ogólnokrajowego) – zarówno w formie biernej (tj. obserwowania przygotowywanych zmian / tworzenia nowych przepisów), jak i w formie czynnej (poprzez komentowanie i zadawanie pytań ustawodawcy); dodatkowo w ramach cyfrowego państwa będzie realizowana wizja przedstawiona w Partnerstwie na rzecz Otwartych Rządów (Open Government Partnership).
Nie ma mowy nie tylko o przejrzystości, bądź o włączeniu się w proces legislacyjny skoro jak na razie zwykły obywatel ma problem z zarejestrowaniem samochodu, słynne „jedno okienko” kuleje, program e-Recepty nie wyszedł poza fazę pilotażu. A na wprowadzonych ostatnio e-Zwolnieniach psy wieszają ci lekarze, którzy mają np. problem z internetem, albo po prostu niezbyt sprawnie obsługują komputer.

Nie można jednak państwu naszemu odmówić starań, by uczynić Polskę bardziej cyfrową. Wchodząc jednak na kolejne strony publicznych serwisów można nieodmiennie odnieść wrażenie, że nikt nad nimi nie panuje. Ani nad uruchamianiem kolejnych adresów w sieci, ani nad tym, jakie informacje można na tych stronach znaleźć.
Przyjrzymy się tym serwisom, które dotyczą przeciętnego Kowalskiego, takiego, który chce coś po prostu załatwić – wyrobić paszport, zarejestrować jednoosobową działalność gospodarczą, sprawdzić kontrahenta.

Na następnej stronie, o drobiazgach złoszczących, choć kosztownych.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.