Mini Hatch 3D

TEST: Mini Hatch 3D Cooper SD – mariaż klasyki i nowoczesności

Mini to marka legendarna. Znana na całym świecie ikona popkultury nie tylko dzięki Jasiowi Fasoli, ale także dzięki niezwykłym osiągnięciom, takim jak trzykrotna wygrana Rajdu Monte Carlo. Czy symbol lat 60. XX wieku pod skrzydłami BMW nabrał technologicznego sznytu? Przed wami najnowszy Mini Hatch 3D Cooper SD - wóz pełen sprzeczności, ale jakże dopasowanych!

W skrócie

  • Rozbudowane opcje konfiguracji pokładowego systemu inforozrywki
  • Stała łączność ze światem i prezentowanie aktualnych informacji o sytuacjach drogowych
  • Bardzo precyzyjny układ kierowniczy
  • Dynamiczny i zaskakująco oszczędny silnik
  • Użyteczna asysta manewrowania i parkowania
  • Wygoda z przodu...
  • ... i brak wygody z tyłu
  • Mały bagażnik
  • Wiele elementów wyposażenia dostępnych tylko jako płatne opcje.
  • Mocno wysunięta do przodu linia dachu nieco ogranicza widoczność (np. świateł na skrzyżowaniach)

Nowy, poliftingowy Mini Hatch 3D Cooper SD to udane połączenie klasycznego designu czerpiącego z legendarnej marki z bogactwem nowoczesnych rozwiązań technologicznych, takich jak: rozbudowany system pokładowej inforozrywki, bardzo precyzyjny układ kierowniczy, dynamiczny i oszczędny zarazem silnik, systemy wspomagające manewrowanie i parkowanie, systemy czy asysty kierowcy podczas jazdy. Auto nie zawiedzie tych, którzy kochają ten design i których na nie stać.

Samochody marki Mini charakteryzuje doskonała rozpoznawalność. Tego auta, bez względu na to, na którą generację patrzymy, nie sposób pomylić z jakimkolwiek innym autem. Mini towarzyszy nam już od 60 lat (notabene: firma BMW ogłosiła 16 lutego br. wprowadzenie do swojej oferty limitowanej serii Mini 60 Years Edition). Pierwsze, małe autko pod marką Mini wyprodukowała w 1959 roku brytyjska kompania British Motor Corporation. Firma ta produkowała Mini do 1968 roku. Później marka przechodziła do rąk innych brytyjskich producentów. Najpierw produkcją Mini zajął się British Leyland, potem – znany również i w Polsce – Rover.

Mini
Morris Mini-Minor – rocznik 1959 (fot. Mark Brown / Wikimedia).

W 1994 roku niemiecki koncern BMW kupił firmę Rover Group wraz z całym jej majątkiem, w tym również marką Mini. Jednak Bawarczycy nie od razu rozpoczęli produkcję Mini. Dopiero w 2001 roku z taśm produkcyjnych BMW zjechał pierwszy Mini skonstruowany i wyprodukowany właśnie przez BMW, a nie przez inżynierów przejętych, brytyjskich firm. Niemcy odpowiednio zadbali o markę, nie mieli zresztą innego wyjścia. 18 grudnia 1999 roku na gali Car of The Century w Las Vegas ogłoszono pięć najbardziej wpływowych aut XX wieku. Brytyjskie Mini uplasowało się na drugim miejscu zaraz za symbolem ery motoryzacji – Fordem T – pierwszym, masowo produkowanym autem w historii.

Reklama

Przyznacie, że zabranie się za produkcję samochodu, może nie imponującego rozmiarami czy technologią, ale z pewnością kultowego, wiązało się z pewną odpowiedzialnością. BMW jednak poradziło sobie z tym zadaniem znakomicie. My mieliśmy okazję przyjrzeć się najnowszej, poliftingowej generacji nowego Mini.

Mini Hatch 3D Cooper SD na pierwszy rzut oka

W nasze ręce trafił Mini Hatch 3D Cooper SD, czyli trzydrzwiona wersja Mini Hatch, usportowiona (Cooper), wyposażona w wysokoprężną, czterocylindrową jednostkę napędową o pojemności skokowej 1995 cm3. Zamontowany poprzecznie z przodu silnik diesla pozwala uzyskać moc do 170 KM (przy 4000 obr./min). Maksymalny moment obrotowy wynosi 360 Nm w zakresie od 1500 do 2750 obr./min). Za przeniesienie mocy i momentu obrotowego generowanego przez silnik na przednią oś odpowiada w tym przypadku sportowa automatyczna skrzynia biegów.

Mini z taką jednostką napędową wg producenta jest w stanie rozpędzić się do 225 km/h, przy czym pierwszą setkę auto uzyskuje już po 7,2 sekundy. To niezły wynik, ale gdy mam na uwadze, że jest to auto promowane jako usportowione (Cooper), to warto wiedzieć, że np. nowy VW Polo GTI, okaże się autem szybszym, choć – z oczywistych względów – zdecydowanie bardziej nudnym.

Mini Hatch 3D Cooper SD
Mini Hatch 3D Cooper SD – egzemplarz testowy; z jednej strony od brytyjskiego protoplasty odróżnia go wszystko, z drugiej – doskonale widać, że to Mini (fot. Wintermute / CHIP).

Mini nie jest tanie. W końcu to tak naprawdę BMW. A przyznacie, że „tanie BMW”, zwłaszcza, gdy mowa o aucie nowym, to oksymoron. Za najtańsze 3-drzwiową wersję trzeba zapłacić od 82 100 zł. Za podstawową wersję opisywanego tu auta w salonach Mini życzą sobie 123 400 zł (z manualną skrzynią biegów; z automatem wersja podstawowa jest droższa o 1984 zł i kosztuje 125 384 zł). Sporo, prawda? Ale to nic w porównaniu z ceną bogato wyposażonego egzemplarza testowego – 190 267 zł. Najwyższy czas zatem przyjrzeć się dokładnie, za co w tym przypadku płacimy – zaczynając od wyglądu zewnętrznego.

Mini Hatch 3D Cooper SD – nie pomylisz z żadnym innym

Zacznijmy od tego, że najnowsze Mini, nawet w swoim najmniejszym, 3-drzwiowym wydaniu, wcale nie jest takie „mini”. Spójrzcie na wymiary:

Mini Hatch 3D od boku

Mini Hatch 3D od przodu
Mini Hatch 3D nie jest wcale taki „mini” (graf. Mini)

Ten „niewielki” pojazd ma 385 cm długości – zaledwie 15 cm brakuje mu do 4 metrów, a rozstaw osi przekracza 2,5 metra. Oznacza to, że w stosunku do swojego brytyjskiego protoplasty Mini urosło i to sporo. Dla porównania, klasyczny model Mini Mark I miał rozstaw osi 2040 mm. Niemal pół metra mniej. Zresztą jeszcze pierwsza generacja nowego Mini, produkowanego już przez BMW była również sporo mniejsza. Trzydrzwiowy Mini Hatch pierwszej generacji, z początków XXI wieku miał 3597 mm długości. Tylko w tym momencie pojawia się pytanie, czy zwiększenie gabarytów i – siłą rzeczy – masy pojazdu, nie wpłynęło negatywnie na jego prowadzenie? Spotkałem się z opiniami osób, które testowały przedliftingową III generację nowego Mini, że auto prowadzi się ponoć gorzej. BMW wzięło sobie jednak do serca uwagi testerów i klientów i w najnowszym wydaniu nie tylko wprowadziło nowe skrzynie biegów (7 i 8-biegowy Steptronic), ale też poprawiło trakcję, przez co prowadzenie najnowszego Mini jest znowu bardzo bezpośrednie.

Gdy patrzymy na to auto, trudno dostrzec, co się zmieniło w porównaniu z trzecia generacją tego samochodu. Z zewnątrz istotnie niewiele, ale jest parę zmian. Przede wszystkim uwagę przykuwają charakterystyczne, przednie reflektory LED do jazdy dziennej w kształcie koła oraz nowe reflektory diodowe z matrycowymi (4 strefy), automatycznymi światłami drogowymi. To zmiana znacząco podnosząca bezpieczeństwo podróży w nocy poza miastem. Wcześniejsze wersje Mini matrycowych świateł drogowych nie miały.

Niemcy przygotowali pojazd, który wydaje się być bardziej brytyjski niż Królowa Elżbieta. Już sama sylwetka kojarzy się z brytyjskim protoplastą, ale nie zabrakło też dodatkowych smaczków, takich jak chociażby specyficznie wystylizowane tylne światła LED, które razem tworzą doskonale rozpoznawalny wzór Union Jack, czyli brytyjskiej flagi. W testowanym egzemplarzu diodowe były również reflektory przeciwmgielne, stanowiące jeden z licznych składników opcjonalnego pakietu wyposażeniowego John Cooper Works Trim (19 231 zł). Charakterystyczny, zielony lakier, nazywa się oczywiście British Racing Green Metallic, również stanowi opcjonalne wyposażenie, kosztujące 2206 zł. Byłbym zapomniał, za białe pasy na pokrywie silnika, także trzeba dopłacić (486 zł). Dopłaty nie wymaga natomiast biały dach i białe lusterka zewnętrzne. Inna sprawa, że w testowanym modelu dach był nie tylko biały, ale i szklany, panoramiczny, co kosztuje dodatkowe 3968 zł. Również zauważalna na pierwszy rzut oka przyciemniana tylna szyba i również przyciemniane boczne szybki z tyłu to opcja za 1321 zł.

Jeżeli chodzi o wyposażenie technologiczne widoczne w nadwoziu auta, naszej uwadze nie uszły czujniki zbliżeniowe wspomagające manewrowanie i parkowanie (opcja za 3485 zł), a także ukryta nad tylną rejestracją kamera cofania (opcja za 1501 zł). To jednak, jak się później okazało, zaledwie zalążek elektronicznego rozpasania, jakie oczekuje na właściciela Mini w jego wnętrzu. Zajrzyjmy tam do środka.


Na kolejnej stronie wnętrze, ekrany i elektronika.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.