Wielka Brytania chce kontrolować aplikacje randkowe

Według brytyjskiego rządu, Tinder i Grindr mogą być niebezpieczne.

Wielka Brytania za wszelką cenę chce stać się światowym liderem cyfrowego bezpieczeństwa. W ubiegłym roku znacznie zaostrzono warunki dostępu do stron pornograficznych, teraz przyszedł czas na objęcie kontrolą aplikacji randkowych. Na celowniku znaleźli się w pierwszej kolejności dwaj najwięksi rynkowi gracze – Tinder i Grindr.

Jeremy Wright, znany polityk Partii Konserwatywnej, który aktualnie pełni rolę ministra ds. kultury, mediów i sportu (w tym także cyfryzacji) zainicjował dyskusję, na temat weryfikacji wieku użytkowników korzystających z serwisów. Według niego, mało skuteczna kontrola przekłada się na dużą liczbę przestępstw na tle seksualnym, których ofiarami są również dzieci. Dane opublikowane przez „Sunday Times” mówią, że od 2015 roku w Wielkiej Brytanii doszło do 30 gwałtów na użytkowniczkach Tindera i Grindr, z czego najmłodsza ofiara miała 8 lat.

Wright wystosował pismo do przedstawicieli dwóch wspomnianych aplikacji randkowych, w którym prosi o wyjaśnienia. Na odpowiedź nie musiał długo czekać – rzecznicy Tindera i Grindra przesłali ministrowi oświadczenia, w których zapewniają, że automatyczne systemy kontroli stosowane w aplikacjach spełniają swoją funkcję jak należy, a na weryfikację użytkowników wydają miliony rocznie.

Ministerstwo nie jest jednak usatysfakcjonowane zapewnieniami deweloperów i zapowiada wnikliwą kontrolę. Możliwe więc, że wkrótce w aplikacjach randkowych pojawią się systemy weryfikacji wieku podobne do tych, które od kwietnia mają być stosowane na stronach z pornografią. Chodzi o wymóg rejestracji z podaniem danych osobowych weryfikowanych za pomocą dokumentu tożsamości. | CHIP