Po 16 latach wróci gra Bloodlines – czyli mroczny świat wampirów

Trailer ukazuje niewiele, ale z wypowiedzi twórców można wywnioskować nieco więcej. "Vampire: The Masquarade: Bloodlines 2" ma ukazać się na początku przyszłego roku. Nad tytułem pracuje Brian Mitsoda, autor pierwszej części gry z 2004 roku.

Produkcję zapowiedział Paradox Entertainment, tytuł przygotowuje natomiast studio Hardsuit Labs znane np. z „Blacklight Retribution”. „Vampire: The Masquarade – Bloodlines 2” powstaje w oparciu o licencję „papierowego” systemu RPG autorstwa firmy White Wolf. Gra przeniesie nas do świata, który pod wieloma względami nie różni się od naszego. Te same miasta, korporacje, polityka czy codzienne problemy spotykające mieszkańców. Ale z kilkoma wyjątkami. Przede wszystkim całość jest bardziej mroczna, na ulicy łatwiej o kaznodzieję wieszczącego koniec świata, a nagłówki gazet częściej niż w znanej nam rzeczywistości okupują informacje o brutalnych zabójstwach. Nie bez przyczyny, bo w realiach tzw. Świata Mroku (ang. World of Darkness) poza ludźmi, ale z dala od nich, żyją też wampiry, wilkołaki i magowie. Legendy o duchach i egipskich mumiach mają pokrycie w rzeczywistości. W „Vampire: The Masquarade – Bloodlines 2” trafimy do takiej właśnie, bardziej niepokojącej wersji Seattle. Część pierwsza rozgrywała się w Los Angeles i okolicach. Zwiastun nowej odsłony nie zdradza wiele, ale można wywnioskować, że estetyka gry będzie zbliżona od tej sprzed kilkunastu lat.

Projektant i twórca „Bloodlines” sprzed kilkunastu lat, Brian Mitsoda, zaznacza:

– Kiedy Paradox ogłosił, że kupuje prawa do uniwersum World of Darkness, natychmiast zacząłem myśleć o tym, jak by to było wrócić do „Vampire: The Masquerade – Bloodlines”. Naszym celem było kontynuowanie motywów, które decydowały o wyjątkowości gry, szczególnie jej ciemnego tonu, atmosfery i humoru. Myślę, że fani oryginału pokochają to, co zrobimy w „Bloodlines 2” – przekonuje Amerykanin.

Nie powinniśmy więc obawiać się, że autorzy będą eksperymentowali z formą. Tytuł pozostanie cRPG. Jeśli chodzi o warstwę techniczną, „Bloodlines 2” skorzysta z najnowszych technologii NVIDII, w tym z ray tracingu oraz DLSS. Nowa produkcja Paradoxu i Hardsuit Labs ma szanse znaleźć się wśród pierwszej dziesiątki gier obsługujących DLSS (Deep Learning Super-Sampling). Ray tracing odpowiada za dynamiczne, fotorealistyczne oświetlanie scen wymagające dużej mocy obliczeniowej, DLSS wygładza krawędzie z użyciem głębokiego uczenia maszynowego.

Współpraca twórców gry z NVIDIĄ to dobra wiadomość dla posiadaczy kart GeForce (graf. Paradox Entertainment)

Powrót do „Bloodlines” po 16 latach od powstania „jedynki” może być ryzykowny. Gracze, dla których tytuł ma wartość sentymentalną, są dziś wyraźnie starsi, a ich oczekiwania wobec gier komputerowych mogły znacznie zmienić się. Z kolei młodsze pokolenie graczy po prostu nie zna „Bloodlines”. Co ciekawe, Brian Mitsoda został zatrudniony przy „Bloodlines 2” jako główny projektant fabuły. Nad kontynuacją pracuje też jeden z najbardziej doświadczonych twórców komputerowych RPG, Chris Avellone, który ma w dorobku takie tytuły jak „Planescape Torment”, „Neverwither Nights 2” czy „Pillars of Eternity”.

Na podstawie kadrów z gry można domyślić się, że będzie… gorąco (graf. Paradox Entertainment)

Pierwsza część „Bloodlines” jest jedną z najwyżej ocenianych komputerowych gier RPG. Wcielaliśmy się w niej w świeżo przemienionego wampira, który musiał sprostać niełatwym realiom społeczności Spokrewnionych, jak nazywają siebie wzajemnie te stwory. Gra miała mroczny nastrój, przetykany jednocześnie niepokojącym humorem (np. audycja radiowa The Deb of Night), a twórcom udawało się graczy nieźle nastraszyć (starsi pewno pamiętają nawiedzony hotel). „Bloodlines” z 2004 roku miało naprawdę udaną ścieżkę dźwiękową oraz dość przewrotną fabułę. Czekamy zatem, co autorzy wymyślą w drugiej części. | CHIP

Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.