FELIETON: #KochamNaukę za eksplorację kosmosu, rozwój technologii i…

Nauka jest niedofinansowana. Media ją spłycają. A naukowcy są zbyt heremetyczni. Badania naukowe powinny być bardziej praktyczne. Biznes podchodzi do badań bez widoku dłuższej perspektywy. Urzędnicy nie rozumieją świata nauki. Jesteśmy w tyle za Zachodem.

Zdania powyżej to zestaw powtarzanych często opinii, mniej lub bardziej prawdziwych. Czasem warto je zastąpić prostym wyznaniem: #KochamNaukę. Bo nauka przede wszystkim potrzebuje, żebyśmy ją zrozumieli i docenili. Wtedy wiele problemów sygnalizowanych gorzkimi stwierdzeniami ma szansę zniknąć.

Równina Elysium Planitia na zdjęciu nadesłanym z Marsa przez sondę InSight (fot. NASA)

Pocztówki z Marsa

Nauka fascynuje mnie, kiedy oglądam wysokiej jakości zdjęcia krajobrazu Marsa wykonane prawie „teraz” za pomocą sprzętu, który potrafiliśmy wysłać na planetę odległą od Ziemi o 56 do 401 milionów kilometrów. A czerwonawo-ceglana fotografia wygląda jakby była pamiątką z wakacji gdzieś w równikowym kraju. Nauka robi na mnie wrażenie, kiedy trzymam w ręce smartfon, na którym wyświetla się obraz z antyrządowej demonstracji w centrum Tirany. Ktoś nagrał krótkie wideo i umieścił na Twitterze. Nauka frapuje, kiedy czytam, że sztuczna inteligencja zyskała umiejętność wykrywania ruchu osób w pomieszczaniach na podstawie analizy sygnału Wi-Fi. Przyda się bardziej do celów szpiegowskich, czy posłuży medycynie lub gamingowi? Nauka poruszała mnie również, kiedy na studiach uczyłem się rekonstruować słowa z języka prasłowiańskiego, choć nie zostały po nim żadne źródłowe zapisy – lub kiedy poznawałem alfabet fonetyczny rejestrujący brzmienie wypowiadanych słów.

Reklama

Uniwersytet

Studia polonistyczne (tak, jestem dziennikarzem CHIP-a – filologiem polskim, sic!) były zresztą dla mnie pierwszym w życiu prawdziwym kontaktem z nauką. I to jest doświadczenie, które bardzo dobrze zapamiętałem. Wcześniej słyszałem o niej jakby z drugiej ręki, przez szybę. Albo nauczyciele w szkole mówili coś o jakichś badaniach, o Koperniku, który stwierdził, że Ziemia porusza się. Albo o Gallu Anonimie, świadku początków polskiego państwa. Czytałem też w mediach o niezwykłych odkryciach legendarnych „amerykańskich naukowców”. Ale to wszystko było z daleka.

Dopiero na studiach trafiłem na wykładowców, którzy po pierwsze mówili o własnych badaniach, a nie o tym, że ktoś coś ustalił. A po drugie, dopiero wtedy nauczyłem się, że trzeba docierać do sedna informacji, samodzielnie oceniać dane. Relacja z drugiej ręki to tylko relacja. Każda teza, którą stawiam, musi mieć oparcie, nie wolno chodzić na skróty i myśleć schematami.

Nauka i edukacja są kluczem do większości ważnych spraw publicznych, ale wymagają myślenia z długą perspektywą (fot. TVP Parlament)

Wszystkie drogi prowadzą do nauki

Inną kwestię zaobserwowałem, kiedy już miałem za sobą ponad dekadę pracy zawodowej. Prowadziłem w III Programie Polskiego Radia publicystyczne rozmowy z politykami i ekspertami – byli wśród nich m.in. profesorowie, ministrowie, posłowie i przedsiębiorcy. To naturalna, niestety, zmora „robienia mediów”, że ciekawsze (i dłuższe) od antenowych często okazują się być dyskusje poza studiem, przy okazji przeprowadzanych wywiadów. Kiedy ze swoimi gośćmi zastanawiałem się, gdzie jest wytrych do fundamentalnych, systemowych problemów, o których mówiliśmy – naprawdę zawsze rzecz sprowadzała się do edukacji lub nauki. Nieważne czy zastanawialiśmy się, kiedy selekcja kadr do polityki będzie mądrzejsza, czy jak Polska może awansować cywilizacyjnie, czy kiedy rozmawialiśmy o przestępczości, patologiach społecznych lub o zagrożeniach dla bezpieczeństwa kraju. Każdy z fundamentalnych problemów długofalowo sprowadzał się do jakości kształcenia ludzi albo do potencjału badawczego państwa. Równocześnie towarzyszyła temu zwykle konstatacja, że paradoksalnie za najważniejsze resorty zwyczajowo uważa się takie jak MSZ, MSW lub MON – a nie resort nauki lub MEN.

I choć może to wyglądać na walkę skazaną na porażkę w świecie, który ceni proste, łatwe lub magiczne wyjaśnienia, zamiast skomplikowanych, wymagających wysiłku i racjonalnych dociekań – Centrum Nauki Kopernik uruchomiło akcję #KochamNaukę. Warszawska instytucja pyta osoby w różny sposób związane z tą dziedziną o odpowiedź na pytanie: za co kocham naukę? lub czym jest dla mnie nauka? Odpowiedzi uczestników CNK publikuje w mediach społecznościowych. Chcemy pokazać, że nauka jest ważna dla wszystkich, a osobisty stosunek do niej może mieć każdy, kogo fascynuje świat i rządzące nim mechanizmy – wyjaśniają inicjatorzy kampanii, która przy okazji promuje zaplanowany na 11 maja Piknik Naukowy.

Dane, źródła i Święta Koherencja

A ja dodam, że kocham naukę za coś, co jest ważne w absolutnie każdej sferze życia: od pracy, przez publiczne dyskusje i rozmowy ze znajomymi, po codzienne decyzje. Nauka uczy nas sprowadzania osądów i przekonań do twardych danych oraz do źródeł. Przekonuje, że oceny warto poddawać próbie, że trzeba cały czas zadawać sobie pytania. Nie dawać się uwodzić zbyt łatwym wyjaśnieniom, ale powątpiewać. I przede wszystkim (to termin, który poznałem na wspomnianych wyżej studiach polonistycznych, przy okazji interpretacji wierszy) dbać o koherencję, czyli weryfikować obserwacje pod kątem tego, czy na pewno mają oparcie w rzeczywistości (w utworze literackim – czy mają potwierdzenie w tekście). To nie jest, wbrew pozorom, łatwa sztuka. Ale stale przypominam sobie tę zasadę m.in. w dziennikarstwie. A poznałem ją dzięki nauce. | CHIP

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.