Wielkogłowy Donald Trump w szarym labiryncie, po którym poruszają się też godła Chińskiej Republiki Ludowej.

USA kontra Huawei

Fot. Piotr Sokołowski
Spektakularny przypadek potraktowania Huawei przez rząd USA uświadamia nam skalę konfliktu między dwoma mocarstwami. Pokazuje też, jak wielkim orężem w wojnie gospodarczej stał się… smartfon. Ale tak jak nic w tym sporze nie jest oczywiste, tak scenariuszy rozwoju wypadków może być kilka. Zaglądamy za kulisy technologicznej i politycznej bitwy.

Konflikt ekonomiczny między Wschodem a Zachodem przybiera na sile, ale przez długi czas nie był on przedmiotem zainteresowania ogółu. Gdy USA nałożyły cło na produkty chińskie, można było o tym przeczytać czy usłyszeć głównie w mediach o profilu gospodarczym. Gdy Intel dostał zakaz sprzedaży procesorów koncernowi Huawei, paraliżując produkcję pecetów i serwerów chińskiego giganta, mało kto się na tym szczególnie skupiał. Ale gdy okazało się, że niebawem Huawei będzie pozbawione procesorów do smartfonów, dowiedzieli się o tym wszyscy. Nic dziwnego. Nie każdy potrzebuje już stacjonarnego komputera, również mało kto pała rządzą posiadania własnego serwera, ale smartfon? Nie musi ich brakować na rynku, wystarczy, że w bliżej nieokreślonej przyszłości tak się może stać, by zainteresowała się sprawą opinia publiczna. My zaś przy sprawie Huawei zastanawiamy się, jak głęboko sięgną potencjalne konsekwencje konfliktu pomiędzy USA i Chinami, bo w związku z nim perspektywa spowolnienia, wstrzymania czy wręcz regresu w rozwoju sprzętu, nie tylko mobilnego, staje się realna.

Rzeczywiście jest możliwe, byśmy w najbliższych latach używali tych samych komputerów i smartfonów i cieszyli się, że nie jest gorzej? Taki scenariusz będzie realny, jeśli to, co kryje się pod hasłem wojna gospodarcza między USA i Chinami, będzie przybierało na sile. Przyjrzyjmy się zatem sprawie na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, czy wchodzi w grę scenariusz, w którym rozwój technologiczny zostanie zatrzymany albo wręcz dojdzie do regresu? Po drugie, jeśli tak – co by to oznaczało dla rynku, czyli dla konsumentów indywidualnych i biznesowych?

Główny kuluarowy bohater starcia USA – Chiny (fot. Mediaexpert)

Stany Zjednoczone versus Huawei – co dotąd wydarzyło się?

Zanim podejmiemy próbę odpowiedzi na oba pytania, przypatrzmy się aktualnej sytuacji na przykładzie stosunku rządu USA do Huawei – największego chińskiego dostawcy smartfonów, sprzętu komputerowego oraz telekomunikacyjnego. Zbierzmy fakty. W maju Google wycofało licencje na aplikacje systemu Android dla producenta z Shenzhen. Zaraz potem dostawy dla Huawei zawiesili producenci procesorów, zarówno do sprzętu komputerowego, jak i mobilnego (Intel, Broadcom, Qualcomm, Xilinx). Następnie współpracę z gigantem zawiesił ARM, dostawca licencji wykorzystywanych do produkcji procesorów Kirin. Jak wiadomo, jednostki te są sercem smartfonów Huawei i submarki Honor, a powstają w HiSilicon – również chińskiej firmie, której właścicielem jest Huawei. Wojna handlowa rozszerza się zatem o rynek brytyjski, co pokazuje, że konflikt nie dotyczy tylko dwóch państw. Konflikt wszedł w nową fazę, gdy nieoczekiwanie pod koniec czerwca podczas szczytu G20 Donald Trump oświadczył, że embargo wobec Huawei może zostać zniesione.

Na tym przykładzie warto sobie uświadomić dwa zagadnienia. Pierwsze, kluczowe, to przed jak wielkim niebezpieczeństwem stoi światowy rozwój branży IT, gdyby sankcje zostały jednak utrzymane. Bo rozwój jest możliwy dzięki międzynarodowemu swobodnemu przepływowi produktów, komponentów, patentów itp., umożliwiając synergię w postępie technologicznym. Amerykański system operacyjny w chińskim smartfonie, którego sercem jest procesor amerykański lub chiński, powstały przy zastosowaniu angielskiej myśli technicznej i przy użyciu minerałów ziem rzadkich (zwykle chińskich, ale też afrykańskich, a nawet północnokoreańskich). Producenci niechętnie udzielają informacji o swoich dostawcach, trudno więc podać równie spektakularne przykłady międzynarodowej współpracy jak w przypadku produktów Huawei. Jeszcze Intel kilka lat temu oznajmił, że kupuje minerały ziem rzadkich w Kongo. Drugie zagadnienie – jak wiele zależy od decyzji jednego człowieka z gigantyczną władzą i jak bardzo nie wiadomo, jaką decyzję podejmie jutro. Wyobraźmy sobie partię szachów, w której jeden zawodnik zbija gońca, a gdy się orientuje, że w dwóch następnych posunięciach straci hetmana – cofa swoją decyzję. W omawianej sytuacji restrykcje uderzają bezpośrednio w chińskiego potentata, ale na dłuższą metę konsekwencje mogą dotkliwie odczuć amerykanie, gdy np. Chiny wstrzymają sprzedaż wspomnianych minerałów. Warto zaznaczyć, że przerwana współpraca na linii Huawei – Intel wcale nie jest po myśli tego drugiego, który traci dużego odbiorcę.

Stany Zjednoczone oskarżyły Huawei o szpiegostwo, ale bez twardych dowodów

Źródło konfliktu

Oficjalną przyczyną zerwania współpracy z Huawei są oskarżenia o szpiegostwo. Jednak im bardziej zagłębiamy się w relacje między oboma mocarstwami, tym trudniej dać wiarę, że to jedyny prawdziwy powód.

Fakt pierwszy: brak dowodów na oskarżenia o szpiegostwo. Trudno uwierzyć w oficjalne uzasadnienie zarzutów przede wszystkim dlatego, że nie zostały poparte żadnymi konkretnymi danymi. Nie oznacza to oczywiście, że oskarżenia są bezpodstawne, ale kto zwykle najgłośniej krzyczy, by łapać złodzieja? Bez trudu w sieci można znaleźć informacje o tym, że w każdym procesorze Intela wyprodukowanym po 2008 r. znajdują się tzw. backdoory, czyli elementy pozwalające nie tylko dostarczać informacje o zawartości dysku czy o przeglądanych stronach, ale też służące do przejmowania z zewnątrz kontroli nad komputerem. Również na temat systemu Windows 10 krążą legendy dotyczące monitorowania aktywności użytkownika sprzętu. Nie przesądzam o prawdziwości tych informacji, podkreślam jedynie, że jeśli chodzi o szpiegowanie, można znaleźć daleko więcej danych na ten temat u dostawców amerykańskich, niż w Huawei.

Fakt drugi: aktualny prezydent USA powiedział publicznie, że za jego kadencji Chiny nie będą największą gospodarką świata, a podniesienie ceł na produkty chińskie oraz nagłe zawieszenie współpracy z Huawei pokazują, że deklaracja Donalda Trumpa nie została rzucona na wiatr.

Eksperci podkreślają, że solą w oku USA, Chin i innych dużych gospodarek świata jest zależność jednych od drugich. Wspomniana wcześniej synergia z jednej strony zapewnia swobodny i szybki rozwój, ale z drugiej oznacza właśnie zależność jednego kraju od drugiego. Niezgoda mocarstw na ten układ zmaterializowała się właśnie pod postacią sankcji wobec chińskiego giganta. Czy konflikt będzie trwał i przybierał na sile? Czy raczej będzie jednorazowym incydentem, na przykładzie którego mocarstwa będą się uczyły na błędach? A może to początek działań mających na celu wzajemną izolację?

Reklama

Sankcje gospodarcze jako oręż

Historia nakładania kar jednych państw na drugie jest chyba tak samo stara, jak historia wojen, a pierwsze embarga handlowe miały miejsce już w starożytności. Jeśli przyjrzeć się historii potyczek gospodarczych między krajami, widać, że bardzo rzadko sankcje odnosiły skutek zgodny z zamierzeniami. Zwykle efektem były straty po obu stronach, a nierzadko to właśnie karana strona przyparta do muru wychodziła z konfliktu obronną ręką. W latach 60, aby wymusić na Republice Południowej Afryki rezygnację z polityki apartheidu, ONZ wprowadziło radykalne sankcje mające na celu całkowitą izolację tego państwa od świata. Zerwane zostały zarówno kontakty handlowe, jak i połączenia morskie oraz lotnicze, a przede wszystkim odcięto RPA od dostępu do paliw. Kraj zaczął jednak wytarzać paliwa syntetyczne i to w takiej skali, że nie tylko starczało ich na rynek krajowy, ale również na eksport. Przykładem nieskuteczności było też nałożenie w 2002 roku przez USA ceł zaporowych na stal, która na świecie była produkowana taniej. Kraje sprzedające stal do Stanów Zjednoczonych złożyły protest do Światowej Organizacji Handlu, którego efektem stało się wprowadzenie przez UE ceł na produkty amerykańskie. Dwa lata później rząd USA wycofał się ze swojej decyzji. Po masakrze na placu Tian’anmen w 1989 roku również Stany Zjednoczone odcięły Państwo Środka od technologii związanych z energetyką jądrową. Zakaz bardzo dotkliwie odczuł amerykański biznes, który za sprawą braku dużego odbiorcy, został zmuszony do znacznej redukcji zatrudnienia. A Chiny zapewniły sobie dostęp do technologii jądrowych z innych państw.


Na drugiej podstronie piszemy także o amerykańskich sankcjach wobec ZTE.

Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.