Poznaliśmy skład Reprezentacji Polski w Overwatchu

Sztab trenerski zdecydował, kto będzie reprezentował Polskę podczas zbliżających się Mistrzostw Świata w "Overwatcha". Rozgrywki Overwatch World Cup odbędą się na początku listopada w amerykańskim Anaheim podczas BlizzConu, czyli konferencji producenta tego esportowego tytułu, Blizzard Entertainment. Zapytaliśmy trenera polskiej kadry o przygotowania do tego wydarzenia i problemy ze sfinansowaniem wyjazdu do Stanów Zjednoczonych.

Polskę reprezentować będzie siedmiu zawodników. Zostali oni wybrani przez sztab trenerski spośród 24 graczy, którzy do tej pory przygotowywali się podczas wspólnych treningów. Nasz kraj reprezentować będą: Karol „Danye” Szcześniak, Jakub „Duku” Andrzejak, Michał „DXtR” Wiencek, Mikołaj „IDxD” Brydak, Maciej „Mesic” Natzke, Norman „Philion” Rutkiewicz i Dorian „Xyzano” Olechnicki. Trener polskiej reprezentacji, Jacek Klajssa, pomimo problemów ze sfinansowaniem wyjazdu na Mistrzostwa Świata, zamierza kontynuować przygotowania do samego końca. Nie wyklucza też, że jego zespół weźmie udział w turnieju, zorganizowanym przez drużyny narodowe, które są w takiej samej sytuacji jak reprezentacja Polski.

— Wyszliśmy z tego założenia, że każdy ma swoje zadanie do wykonania. Ja jestem trenerem, są osoba odpowiedzialne za kontakt ze społecznością i Blizzardem — mówi Jacek Klajssa w rozmowie z CHIP-em. — I dążymy do tego, by wziąć udział w turnieju. Dopóki ktoś nam oficjalnie nie powie „nie jedziecie”, do tego momentu będziemy trenować. Są pomysły na zorganizowanie turnieju przed BlizzConem, w którym uczestniczyłyby europejskie reprezentacje. To miałoby na celu pokazanie Blizzardowi i kibicom, że są ludzie, którym zależy i może warto ich wesprzeć — dodaje selekcjoner.

W tym roku wydawca gry „Overwatch” i jednocześnie organizator rozgrywek Overwatch World Cup, Blizzard Entertainment, zdecydował, że tym razem zwrot kosztów wyjazdu na Mistrzostwa Świata do Stanów Zjednoczonych otrzyma jedynie 10 zaproszonych zespołów. Pozostałe 34 drużyny narodowe – w tym Polska – muszą liczyć na hojność sponsorów. Polski sztab zwrócił się w związku z tym z prośbą o pomoc do Narodowej Drużyny Esportu, która od kwietnia działa przy Kancelarii Prezydenta. Urzędnicy jednak poinformowali, że nie pomogą w zorganizowaniu wyjazdu polskiej kadry na zawody, które odbędą się na początku listopada w amerykańskim Anaheim podczas BlizzConu. Trener reprezentacji Polski, Jacek Klajssa, przedstawił nam kulisy przygotowań do turnieju.

CHIP: prezydent nie pomoże overwatchowej Reprezentacji Polski

CHIP: Jak przebiegała selekcja do Reprezentacji Polski Overwatch?

Jacek Klajssa: Każdy kraj miał różny pomysły na testy zawodników. Stwierdziliśmy, że w sumie trochę osób grających w „Overwatcha” jest w Polsce i w tym roku damy możliwość popisania się każdemu, kto zechce, oczywiście od pewnego poziomu. Pierwsze testy,  były przeprowadzane na zasadzie tzw. inhouse’ów, czyli gier między sobą. Dobieraliśmy składy, które rozgrywały mecze na różnych mapach stosując różne kompozycje.  Wszystko po to, aby zobaczyć jak ci zawodnicy działają między sobą, ale też ciekawiło mnie jak sobie poradzą w sytuacji, kiedy nie ma nikogo, kto stałby im za plecami i mówił co muszą robić. Chodziło o wytypowanie ludzi, którzy wiedzą co robią.

CHIP: Jak dużo osób uczestniczyło w eliminacjach?

JK: Zgłosiły się 24 osoby (z puli 66 zostało wybranych 28 osób, ale kilka się wykruszyło i ostatecznie zostały 24), które podzieliliśmy na 4 drużyny po 6 osób. Jedni radzili sobie lepiej, inni gorzej, ale wiadomo, że nie każdy może być najlepszy. Kiedy przechodziliśmy na następny poziom, przyglądałem się m.in. temu, jak gracze radzą sobie w drużynie. Na to, czy ktoś gra na poziomie Open Division, Contenders, czy Contenders Trials. Było kilka takich osób.

CHIP: Zdarzył się ktoś, kto Cię pozytywnie zaskoczył?

JK: Oczywiście, mógł się trafić jakiś czarny koń, ale jak można było się spodziewać najlepiej radziły sobie osoby, które już miały jakieś osiągnięcia. Pojawiło się jednak kilka osób, które mi zaimponowały, a o których nie słyszałem wcześniej. Powiedziałbym, że nie był to poziom, który pozwoliłby się zakwalifikować z automatu do reprezentacji, ale wśród tych kilku osób były na pewno takie, które pokazały się z dobrej strony, grając poszczególnymi postaciami, dobrze się komunikowały i organizowały rozgrywkę. Było miłą niespodzianką zobaczyć osoby mające nieco wyższy poziom niż to co przedstawia ogół graczy w Polsce. Co przeczy tezie, że ta gra jest martwa w naszym kraju.

Jacek Klajssa to trener Reprezentacji Polski w „Overwatch” (fot. Jacek Klajssa)

CHIP: W sieci pojawiają się komentarze, że „Overwatch” nie jest popularnym tytułem. Czy też to odczuwasz obserwując polską scenę tej gry?

JK: Problem leży niestety po stronie organizacji rozgrywek. Nie ma się co okłamywać, Blizzard stwarza dużo problemów. Niedługo po premierze „Overwatcha”, kiedy dopiero zaczynałem się interesować tym tytułem, nie widziałem tego. Ten problem zacząłem dostrzegać, kiedy zająłem się „Overwatchem” na poważnie. Zauważyłem, że Blizzard niestety bardzo ogranicza rozwój tej gry. Ma swoje zasady i sposoby zarządzania turniejami. Aby cokolwiek zorganizować, trzeba przeprowadzić dużo rozmów i uzyskać sporo zgód. To niestety w pewien sposób podcina skrzydła graczom nie tylko Polsce, ale też i w wielu innych krajach. W Europie było kilka podejść, różnych lig, w tym tworzonych m.in. przez ESL. Blizzard jednak z jakiegoś powodu stwierdził, że chce pompować pieniądze we własne turnieje, czyli „Overwatch League” i „Contenders”. Wtedy wszystkie inne powoli zaczęły niestety zanikać, co też w pewien sposób wpłynęło na naszą lokalną scenę, ale też na scenę wielu innych krajów. Warto tu wspomnieć bardzo popularny swego czasu organizowany w Korei Południowej cykl „Overwatch APEX”, który zniknął. Ostały się jedynie koreańskie Contenders organizowane online. Tymczasem turnieje play off i finały widać dopiero na LAN-ie, a dobrze wiemy jak istotny jest E-sport w Korei Południowej i jak wysoki poziom reprezentują zawodnicy z tego kraju. Zatem widać, że coś jest na rzeczy i dużą winę ponosi sam Blizzard.

CHIP: Czy Twoim zdaniem ten zamknięty system Overwatch League, wzorowany na NBA może być problemem w popularyzacji gry?

JK: Ten miecz ma dwa końce. Z jednej strony Overwatch League może pomóc zaistnieć konkretnej osobie lub drużynie. Z drugiej jednak strony skupianie się tylko na Overwatch League ogranicza wszystko inne co jest wokół. Ta powolna degradacja wszystkich innych systemów turniejowych jest widoczna, ponieważ są one pochłaniane przez tego giganta. On oczywiście będzie rósł i będzie wzmacniany, ale w tym samym czasie znacząco obniża się wartość graczy, którzy są poniżej i próg wejścia do Overwatch League będzie z czasem bardzo wysoki. Trzeba będzie naprawdę unikalnego talentu, aby się tam dostać. I nie mówię tylko o zawodnikach, ale także o sztabie trenerskim i menedżerach. Na razie niższe szczeble rozgrywek jeszcze istnieją, ale patrząc na to jak Blizzard ogranicza turnieje Tier 2 czy Tier 3, nie wróży to dobrze. W tej chwili jestem w stanie przywołać tylko jeden przykład zespołu złożonego z graczy „od zera do bohatera”, który osiągnął sukces. Mowa o europejskiej drużynie Clockwork Vendetta, której zawodnicy specjalizują się w grze konkretnymi postaciami i swoją opanowaną prawie do perfekcji kompozycją, dotarli aż do top europejskiego Contenders. Jednak innych tego typu przykładów trudno mi przywołać.

„Overwatch” to esportowy FPS stworzony przez studio Blizzard Entertainment (graf. Blizzard Entertainemnt)

Podobnie bardzo nieprofesjonalnie Blizzard podszedł do turnieju Overwatch World Cup. Jak sama nazwa wskazuje, chodziło o zebranie graczy z całego świata. Na wzór Mistrzostw Świata w piłce nożnej, gdzie kibice identyfikują się ze swoimi drużynami narodowymi. W przypadku Overwatch World Cup Blizzard skupił się jednak na zaledwie kilku krajach, a reszta ich zupełnie nie obchodzi. Na zasadzie: „jeżeli chcecie to możecie przyjechać, ale nam zależy tylko na najlepszych, aby zebrać widownię”.

CHIP: Jak to wpływa na morale zawodników? Nie obawiasz się, że to się odbiło na potencjale tej drużyny?

JK: Wszyscy wychodzimy z tego założenia, że każdy ma swoją rolę. Ja jestem trenerem, są osoba odpowiedzialne za kontakt ze społecznością i Blizzardem. I wszyscy wychodzimy z tego założenia, że będziemy walczyć o udział. Są pomysły na zorganizowanie turnieju przed BlizzConem, w którym uczestniczyłyby europejskie reprezentacje. To miałoby na celu pokazanie Blizzardowi i kibicom, że są ludzie, którym zależy i może warto ich wesprzeć.

CHIP: Czasu zostało już naprawdę niewiele.

JK: Tak, a kontaktowanie się ze sponsorami też jest problematyczne. To nie jest tak, że dzwonimy, przedstawiamy kosztorys i od razu dostajemy pieniądze. To wszystko niestety trwa, a czas jest w tym wypadku największym wrogiem. Ale mimo to, wszyscy pracujemy. Mimo że istnieje obawa, że nie pojedziemy do Stanów Zjednoczonych, to jednak do tej pory wszystko zostało wykonane przez graczy i sztab, a co będzie w przyszłości, to zobaczymy.

CHIP: Bardzo krytykujesz postępowanie Blizzarda. Dlaczego zatem „Overwatch”, a nie inna gra, być może bardziej popularna i z lepszą organizacją zawodów esportowych?

JK: W przypadku Blizzarda to taka trochę „trudna miłość”. Można narzekać na tę firmę pod względem finansowym czy e-sportowym, ale jednak jakość ich produktów od dawna trzyma poziom. Byłem fanem „Diablo”, zaciekawiło mnie bardzo uniwersum „StarCrafta”, potem sporo grałem w „Hearthstone”. Grałem też na konsoli w „Battlefielda” i „Call of Duty”, w których też próbowałem coś ugrać, ale na konsoli jednak nie było takiego rozwoju e-sportu. Jednak mam dryg do FPS-ów i widząc, że Blizzard tworzy coś takiego jak „Overwatch” z unikalnym uniwersum, postanowiłem dać mu szansę. Na początku na luzie, a z czasem, widząc, że mam potencjał jako gracz, a później również jako trener, zacząłem zajmować się tym poważnie. Także pomagając pojedynczym graczom, którzy się do mnie po prostu odzywali, czy mogę pomóc za pośrednictwem Discorda czy Reddita. Nie wszystko w „Overwatchu” działa tak, jakbym tego chciał, ale nie można stać z założonymi rękami. Nie można sobie powiedzieć „nie warto, nie widzimy przyszłości w tej grze”. Taki tok myślenia nie jest najlepszy, bo to tak, jakbym zrezygnował z szansy na osiągnięcie czegoś, tylko dlatego, że mi się nie chce. W ten sposób sami tworzymy sobie w głowie blokady i ściany, które z czasem trudno jest przebić. Ja stwierdziłem swego czasu, że warto dać szansę Overwatchowi i dzięki czemu dziś trenuję Reprezentację Polski, a wcześniej brałem udział w australijskim turnieju Contenders. Mam swoją wewnętrzną motywację i pewien zbiór zasad, który mówi mi, że zawsze należy dążyć do końca, póki jest jakakolwiek nadzieja. Wierzę, że w podejście ma sens.

Reklama

CHIP: Kancelaria Prezydenta twierdzi, że środowisko e-sportowe powinno się samo zorganizować. Czy Twoim zdaniem powinna powstać organizacja esportowa na wzór chociażby PZPN, która zajmować się będzie  kwestiami organizacyjnymi, dbać o interesy zawodników i reprezentować kraj?

JK: To jest temat rzeka. Historie zawodników, którzy przechodzili od zera do bohatera, niezależnie od gry, to jest naprawdę coś niesamowitego i to można porównywać do karier tradycyjnych sportowców. Dlatego uważam, że powinna powstać taka organizacja wywodząca się ze środowiska e-sportowego, która wspierałaby poszczególnych zawodników oraz drużyny. Jednak patrząc na niewielką jeszcze popularność e-sportu w naszym kraju i na postrzeganie go jako przede wszystkim zabawy, to mam pewne wątpliwości czy taka organizacja powstanie. Wystarczy przypomnieć wypowiedź pana Bońka z zeszłego roku.

Zbigniew Boniek o e-sporcie: „to patologia”

Co oczywiście się zmienia. Warto przywołać przykład prezydenta Brazylii, który z zawodnikami konsultował w jaki sposób pomóc w rozwoju e-portu w tym kraju. Osobiście mam wrażenie, że organ zwany Narodową Drużyną Esportu to tak naprawdę puste hasło. Niby coś się dzieje, niby ktoś zauważył, że instytucja taka się przyda, ale na razie nie jest to żadna pomoc, tylko takie poklepywanie po plecach. Dużo większy sens miałaby instytucja wprost wywodząca się z eportu i złożona z przedstawicieli różnych gier i mniejszych organizacji. Moim zdaniem miałoby to większą moc niż Narodowa Drużyna E-sportu istniejąca przy Kancelarii Prezydenta, której działanie, przynajmniej na razie, jest czysto symboliczne i nie przynosi realnych efektów, zwłaszcza, że w założeniach jej działalności nie przewidziano finansowania.

CHIP: Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w realizacji najbliższych planów.

Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.