ferrari

Umieścił zdjęcie butów na Instagramie, Ferrari straszy go pozwem

Projektant uznał, że zielone, sportowe Ferrari będzie najlepszym tłem zaprojektowanych przez niego butów. Samochód widoczny na zdjęciu, a w zasadzie jego tył z widocznym logo włoskiej marki należy do samego Pleina, który bardzo się zdziwił, gdy otrzymał od producenta samochodów list z groźbą pozwu. Ferrari uznało, że zachowanie Pleina „szkodzi reputacji marki i powoduje dalsze szkody materialne”. Firma uznała bowiem, że projektant wykorzystał samochód, by zwiększyć widoczność w sieci własnej marki i produktu.

https://www.instagram.com/p/BzVxDwHicR6/

Według Pleina list Ferrari to zwykły szantaż. Mężczyzna nie usunął więc zdjęcia z Instagrama. Jego zdaniem cała sprawa to „walka o prawo do publikowania na prywatnych kontach w mediach społecznościowych, tego, na co mamy ochotę (o ile nie powoduje to żadnej szkody)”. Projektant zachęcił także swoich zwolenników do przesłania mu zdjęć swoich butów na tle innych luksusowych samochodów. Na odzew nie musiał długo czekać. Z nadesłanych fotografii stworzył pokaz slajdów, który również umieścił na swoim profilu.

https://www.instagram.com/p/B0mLMSyB41v/

Kto ma rację?

Jeżeli chodzi o aspekt prawny tej sytuacji zdania są podzielone. Przedstawiciel organizacji The Fashion Law uważa, że: – Podobnie jak w USA, właściciel zarejestrowanego znaku towarowego we Włoszech, ma prawo zabronić stronom trzecim używania identycznych lub podobnych znaków dla identycznych lub podobnych produktów lub usług. Biorąc pod uwagę aranżację i sam kolor butów, konsumenci mogą być przekonani, że obie marki ze sobą współpracują. To uzasadniałoby roszczenia o naruszenie znaku towarowego. Natomiast doradca prawny Pleina, Carmine Rotondaro, twierdzi, że oskarżenia Ferrari są „całkowicie bezpodstawne”.

Postępy z tej sprawy można będzie śledzić na profilu projektanta. – Moi prawnicy będą się bardzo starali, a ja upublicznię każdy krok, dopóki Ferrari nie przestanie znęcać się nad swoimi klientami. (…) Pamiętajcie, nikt nie potrzebuje Ferrari, ale Ferrari potrzebuje klientów – dodaje na swoim Instagramie. Wydaje się jednak mocno wątpliwe, by projektant wygrał z generującą ponad 300 milionów dolarów rocznie firmą.

W historii znaleźć można wiele przykładów na to, jak giganci znanych marek wygrywali z mniejszymi organizacjami. Warner Bros. zamknął lokal, który naśladował wielką salę Hogwartu. Fundacja Tolkien Estate uczyniła to samo z nielicencjonowanym obozem letnim dla fanów „Władcy Pierścieni”. W 2017 roku Netflix zaapelował także do właścicieli baru inspirowanego „Stranger Things”, by zaprzestał działalności. Pytanie tylko brzmi, czy zdjęcie na prywatnym koncie to także naruszenie prawa ochrony znaku towarowego? | CHIP