Test LG Tone Free HBS-FN7. Te słuchawki TWS dbają o własną higienę

Chociaż LG niedawno ujawniło swoje nowsze, lepsze słuchawki w postaci Tone Free DFP8W, to możemy być pewni, że przez niszczą cenę testowane dziś LG Tone Free HBS-FN7 będą dostępne na rynku przez jeszcze długi czas. Rozpoczynajmy więc, bo jak to na słuchawki TWS z górnej półki przystało, mamy sporo do omówienia. 

Dostępne w wydaniu białym i czarnym Tone Free HBS-FN7 odróżniają się od innych TWS tej klasy samym opakowaniem, bo zamiast docierać do nas w zdecydowanie za dużym pudełku „dla pokazu”. LG postawiło na skromny kwadratowy kartonik utrzymany w bieli z dwoma renderami i najważniejszymi informacjami wylistowanymi drobnym druczkiem. 

Czytaj też: Test Xiaomi Mi Watch Lite. Tani smartwatch godny uwagi?

Wewnątrz oprócz samych słuchawek i etui znajdziemy zwyczajowy zestaw, składający się z przewodu USB-A do USB-C, dwóch wymiennych gumek z hipoalergicznego żelu medycznego (rozmiar S i L z M-kami na słuchawkach) i papierologii. Więcej do szczęścia nam nie trzeba, choć miłym dodatkiem byłyby np. piankowe gumki.

Etui Tone Free HBS-FN7

Słuchawkom TWS od LG tradycyjnie towarzyszy etui ładujące, którego ważnym elementem jest to, że zalicza się do tych mniejszych, mieszących się nawet w mniejszych i ciaśniejszych kieszeniach. Sprowadza się ono do obłej, okrągłej bryły o średnicy 54,5 mm i wysokości 27,6 mm o wadze 39 gramów wykonanej z przyjemnego w dotyku, matowego tworzywa sztucznego. 

Osobiście wybór materiału uznaje za ogromny plus, bo na rynku znajdziemy już za dużo etui wykonanych z tego śliskiego, świecącego się plastiku. Tutaj dostajemy zdecydowanie wyższej jakości plastik, którego z wyglądu uzupełniają dwie diody na przodzie, mały przycisk funkcyjny na boku i port USB-C tuż pod zawiasem. Ozdóbki sprowadzaja się tylko do napisu „TONE” na wieczku i UVnano tuż pod diodami, a jeśli już o nich mowa, to te informują albo o poziomie naładowania etui (zielony, żółty, czerwony), albo aktywowanej podczas ładowania funkcji UVnano.

Otwierając etui Tone Free HBS-FN7 trochę się rozczarujemy, bo jego wieczko posiada wyczuwalne luzy na zawiasie (do wyczucia podczas ruszania „na boki), ale pomijając to, sprawdza się bez zarzutu. Ładnie „strzela” (co może być dla Was minusem albo plusem) podczas zamykania, a kilka dni wprawy wystarczą, aby nauczyć się otwierać je jedną ręką. Wewnątrz oprócz trzech pinów do ładowania i wzmiance o współpracy z firmą Meridian, Tone Free HBS-FN7 posiadają jeszcze diodę LED świecącą na niebiesko i tą generującą światło ultrafioletowe. Pierwsze jest tylko wizualnym bajerem, ale drugie czymś zdecydowanie więcej.

Tone Free HBS-FN7 od LG zachwycają właśnie tym, że posiadają specjalny system UVnano, który to podczas ładowania generuje przy zamkniętym etui światło UV, zabijając do 99,9% bakterii na gumkach i siateczkach słuchawek. Czy to przydatne i skuteczne? Tego niestety sprawdzić nie możemy i choć nigdy nie miałem osobiście problemów z bakteriami na słuchawkach, to przy teście tych słuchawek TWS jak bumerang wróciła do mnie historia znajomego z dawnych lat. Tego dopadła infekcja ucha, a główną przyczyną były ponoć same słuchawki. Trudno to oczywiście potwierdzić w tym momencie, ale w dobie pandemii to dobre, że LG stworzyło funkcję, która dba o czystość naszych słuchawek.

Słuchawki Tone Free HBS-FN7

Ten model LG wizualnie jest nudny. Nudny i kropka, a przynajmniej w moich oczach, bo tego typu modeli „z łodyżką” jest już na rynku zdecydowanie za dużo. Nie jest to może wada z krwi i kości, ale po prostu z Tone Free HBS-FN7 trudno nie odczuć wrażenia, że gdzieś już to się widziało. 

Ważące około 5.6 gramów słuchawki posiadają na łodyżce trzy styki do ładowania, dwie dziurki na mikrofon (górny i dolny), odznaczającą się od reszty podłużną wstawkę na łodyżce z małym panelem dotykowym w formie wyczuwalnej pod palcem wstawki oraz czujnik i mikrofon tuż przy gumce. Pod samą gumką znalazła się solidna metalowa siateczka z kilkudziesięcioma dziurkami. 

Aplikacja i akumulator Tone Free HBS-FN7

LG w swojej aplikacji, która upomni się o instalację od razu po sparowaniu z telefonem (dzięki obsłudze szybkiego parowania Google), postarało się o intuicyjny i bogaty w funkcje interfejs użytkownika. Menu główne aplikacji Tone Free sprowadza się do długiej listy opcji i ustawień, ale zacznijmy może po kolei, choć nie jest to aż tak dobry pomysł, jako że inteligentne algorytmy aplikacji dostosują poszczególne opcje (ustawią ich rozkład) zależnie od tego, jak często z nich korzystamy. 

Czytaj też: Test słuchawek OnePlus Buds Z. Tanio, ale czy dobrze?

Na początku jednak powinniście zostać przywitani wizerunkiem HBS-FN7 z poziomem naładowania (zarówno słuchawek, jak i etui), krótkim podręcznikiem użytkowania, equalizerem z czterema predefiniowanymi trybami i dwoma profilami własnych ustawień tonów w zakresie od 64 do 8000 Hz. 

Następnie przywita Was menu z ANC i dźwiękami otoczenia z dwustopniową regulacją, menu Free Lab z jedyną opcją nadawania priorytetu połączeniom telefonicznym, blokowaniu panelu dotykowego, czy ustawianie powiadomień. To ostatnie jest o tyle ciekawe, że nietypowe, jak na słuchawki TWS, bo obejmuje odczytywanie powiadomień z aplikacji cyfrowym głosem asystentki.

Resztę dopełnia funkcja odszukiwania zgubionych słuchawek oraz ustawienia panelu dotykowego i choć nie możemy zmienić sposobu przełączania między ANC, trybem otoczenia i brakiem efektu (przytrzymanie jednego z paneli), czy interakcji z połączeniami, to możemy dowolnie ustawić funkcje dla pojedynczego, podwójnego i potrójnego dotknięcia.

Po stronie akumulatorka w Tone Free HBS-FN7 w grę wchodzi 55 mAh w obu słuchawkach i 390 mAh w etui. Wedle producenta naładowanie jednego i drugiego zajmuje łącznie kolejno około jedną i dwie godziny, co potwierdziłem we własnych testach. Podobnie zresztą, jak czas pracy na jednym ładowaniu, choć w moim przypadku korzystanie z ANC i słuchanie muzyki na średnim poziomie głośności zamiast obiecanych 5 godzin, wyniósł około 4,5 godziny (wtedy asystentka zaczynała „krzyczeć”, że bateria się wyczerpuje. Bez niego słuchawki wytrzymują z kolei do 7 godzin.

To sprawia, że razem z etui ładującym, posiadającym wystarczający pokład energii do dwukrotnego naładowania słuchawek, Tone Free HBS-FN7 mogą służyć wam przez maksymalnie 15 lub 21 godzin (zależnie od wykorzystywania trybu ANC). Co być może najważniejsze, po włożeniu rozładowanych słuchawek do etui już kilka minut wystarczy, żeby rozbrzmiały na kolejną godzinę, a w 30 minut zapewnimy sobie 100% naładowania przy wpięciu do ładowarki. Ładować ten model możecie też bezprzewodowo z kompatybilną ładowarką lub telefonem, a jako ciekawostkę możecie uznać to, że kiedy poziom etui zejdzie do 10%, ładowanie się nie aktywuje. 

Wrażenia z użytkowania i ocena brzmienia

Pomijając już sam aspekt „czystości” Tone Free HBS-FN7, w którego musimy uwierzyć, te słuchawki LG, jak na model za 479 złotych spisują się świetnie. Pod kątem wygody i stabilności w uchu trudno zarzucić im cokolwiek, co potwierdzam po kilku ponad 4-godzinnych sesjach zarówno za biurkiem, jak i w terenie, gdzie uspokajał certyfikat IPX4. Wystarczy tylko je wsadzić, delikatnie przekręcić i voila – można się cieszyć słuchawkami, o których obecności w uszach można zapomnieć. 

Komfort jest jednak tylko jedną z wielu zalet Tone Free HBS-FN7, bo do tych trzeba zaliczyć rozbudowaną aplikację, możliwość podmiany funkcji panelu dotykowego i sam panel dotykowy, który w formie małej wypustki sprawdza się lepiej od tych zupełnie gładkich. Czas pracy na jednym ładowaniu w teorii nie wystarczał mi przy 8-godzinnym cyklu pracy, ale z drugiej strony wystarczyło, że pamiętałem po prostu o wsadzaniu słuchawek do etui w czasie przerw, żeby zażegnać ten problem. Mogę też potwierdzić brak jakichkolwiek opóźnień na poziomie audio-wideo i ponadprzeciętnie imponujący zasięg z użyciem Bluetooth 5.0.

W kwestii brzmienia wchodzimy już na ciekawszy grunt, bo LG ponoć bardzo, ale to bardzo postarało się z brzmieniem. Akcentuje to współpraca z firmą Meridian, czy wsparcie kodeku AAC. W praktyce z kolei HBS-FN7 można od razu pochwalić za przestrzenność. Odczuwa się to zwłaszcza w zaawansowanych słuchowiskach pokroju Superprodukcji Trylogii Husyckiej, ale rozbudowane ścieżki dźwiękowe też wyciągają z tego modelu wszystko, co najlepsze i to przede wszystkim po aktywacji w aplikacji ustawienia Immerse dla equalizera, która bazuje na technologii HSP (Headphone Spatial Processing). Wtedy po prostu te słuchawki nabierają swojego unikalnego, niedostępnego dla konkurencji brzmienia przestrzennego. 

Oczywiście odbija się to znacznie na neutralności brzmienia, bo ciągle mowa tutaj o cyfrowym podbijaniu możliwości przestrzennych, ale szczerze mówiąc, dałem się temu kupić. Bez tego Tone Free HBS-FN7 brzmiałyby tylko „bardzo dobrze”, ale dzięki temu dodatkowi brzmią na swój unikalny bardzo dobry sposób z przyjemnym, ciepłym basem i jasną górą. Szczegółowości w wokalach również nie brakuje, więc jeśli nie zaliczacie się do audiofilów, to po przyzwyczajeniu się do możliwości tego modelu, będziecie z pewnością zachwyceni. Największy problem? Wyczuwalne gubienie się przetworników przy skomplikowanych utworach. 

ANC korzysta ze specjalnej konstrukcji spiralnej gumek, która wspomaga pasywną redukcję hałasu, a więc bezpośrednio przekłada się na tę aktywną. Działanie tego trybu jest tradycyjne – dwa główne mikrofony (po jeden na słuchawkę) z zewnątrz zbierają hałas z otoczenia, wbudowany system odwraca jego fale dźwiękowe i zmusza przetwornik do generowania go w czasie rzeczywistym. Ten mechanizm współpracuje z dwoma wewnętrznymi mikrofonami, które dodatkowo wspomagają cały proces. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj

W praktyce ANC nie sprawdza się aż tak źle, ale też nie powala. Radzi sobie tylko z zupełnym wycinaniem jedynie cichych hałasów, nie powodując na szczęście żadnego dyskomfortu, czy wrażenia „zatkanego ucha”. Potrafi wprawdzie ograniczyć hałas odkurzacza, czy kosiarki, ale na rynku są modele, które robią to lepiej. Jakie dokładnie? Odpowiedź na to możecie znaleźć w moim artykule Elite 85T czy Momentum TWS 2? Porównujemy słuchawki Jabra i Sennheiser. Co ciekawe, a być może nawet kluczowe dla oceny ANC, zauważyłem, że przy włączonym trybie gotowanie wody na kuchence indukcyjnej powoduje tak głośne zakłócenia, że jedyne czego pragniemy, to wyrzucić w takim momencie słuchawki z uszu. 

Czytaj też: Test Huawei FreeBuds 4. Czy powrót do słuchawek bez gumek jest dobry?

Jak z kolei Tone Free HBS-FN7 wypadają podczas rozmów? Posłuchajcie poniżej krótkiego nagrania, które odpowie Wam na to z nawiązką. 

Test Tone Free HBS-FN7 – podsumowanie

Jak za słuchawki za 479 złotych LG Tone Free HBS-FN7 są zdecydowanie godne tych pieniędzy i uwagi w rozważaniu podczas wyboru tego idealnego modelu TWS w cenie do 500 zł dla siebie. Zwłaszcza jeśli poszukujecie możliwie najbardziej higienicznego modelu, który ciekawie brzmi, będąc nastawionym na dźwięk przestrzenny, a na dodatek łączącego w sobie niestandardowy panel dotykowy, obiecującą aplikację mobilną, dobry tryb ANC, przyzwoite mikrofony i stabilne połączenie bezprzewodowe. 

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News