Dzisiaj miała się skończyć aukcja 5G. Co poszło nie tak?

Arkadiusz Dziermański Z-ca Redaktora Naczelnego

Aukcja 5G, czyli rozdysponowanie docelowych częstotliwości dla działania sieci piątej generacji, miała zakończyć się dzisiaj. Tymczasem jeszcze się nie rozpoczęła i w zasadzie nie wiadomo kiedy do tego dojdzie. Ale niektórzy mogą powiedzieć – o co chodzi, przecież mamy 5G?

Hiperłącza zawarte w tekście przeniosą Cię do rozwinięcia poruszanych tematów. Strony otworzą się w nowej karcie przeglądarki.

Odległy termin miał być zabezpieczeniem. Aukcja 5G nawet nie ruszyła

13 listopada 2020 roku pojawił się Projekt Rozporządzenia Ministra Cyfryzacji. Bardzo krótki dokument, którego treść brzmi:

W załączniku do rozporządzenia Ministra Cyfryzacji z dnia 8 lipca 2019 r. w sprawie harmonogramu rozdysponowania określonych zasobów częstotliwości użytkowanych jako cywilne w użytkowaniu cywilnym lub cywilno-rządowym (Dz. U. poz. 1354) w Lp. 1 w kolumnie „Termin realizacji” wyrazy „do dnia 30 czerwca 2020 r.” zastępuje się wyrazami „do dnia 27 sierpnia 2021 r.”.

Ostatecznie rozporządzenie zostało opublikowane 28 stycznia 2021 roku. Co nie zmienia faktu, że zgodnie z jego treścią, najpóźniej dzisiaj miały zostać rozdysponowane częstotliwości pasma C, czyli zakresu 3400-3600 MHz, przeznaczone do uruchomienia sieci 5G. Tymczasem śmiało możemy powiedzieć, że na pewno nie dojdzie do tego w 2021 roku. Co do tego doprowadziło i dlaczego może (powinien!) to być kolejny spór Polski z Komisją Europejską?

Sieć 5G miała działać w Polsce w 2020 roku

Zgodnie ze wskazaniami Komisji Europejskiej, każdy kraj Unii Europejskiej miał mieć uruchomioną sieć 5G w przynajmniej jednym mieście do roku 2020. Do roku 2025 pokryte mają być obszary miejsce oraz główne szlaki transportowe.

Kiedy w 2019 ruszała procedura związana z aukcją częstotliwości sieci 5G, wiadomo było, że pierwszy termin nie zostanie w Polsce dotrzymany. Ale poślizg mieliśmy nie tylko my, w dodatku w grę wchodziło tylko kilka miesięcy opóźnienia, więc nikt nie widział w tym większego problemu. Ale później było już z górki.

Covid-19 zatrzymał aukcję, a prezes UKE przeszkadzał w wyborach kopertowych?

Kiedy przyszedł rok 2020, Covid-19 do spółki z restrykcyjnymi przepisami, zatrzymały aukcję 5G. Pandemia z przyczyn oczywistych zamroziła działanie urzędów. Ale przecież można to zrobić zdalnie, powiecie. Otóż… nie można. Przepisy dotyczące postępowania aukcyjnego są ściśle określone i mówią, że szkolenie z obsługi systemów do jej przeprowadzenia musi odbywać się stacjonarnie. I choć do ostatniej chwili panowało przekonanie, że w okrojonym gronie da się je przeprowadzić, UKE musiał ogłosić kapitulację, a następnie odwołać aukcję w połowie 2020 roku.

W kraju rozporządzeniami stojącymi można było spróbować zmienić przepisy. Ba, można było dodać je do kolejnej Tarczy Antykryzysowej, w ramach której kolanem dopychane były kolejne zmiany prawa. W zasadzie tak zrobiono. Ale zamiast zmienić procedury aukcji, w ramach nocnej wrzutkiodwołano prezesa UKE. Szefa niezależnego organu, który w świetle prawa jest nie do odwołania, o czym przekonały się już inne europejskie państwa, przegrywając spory z unijnymi organami. To trochę tak, jakby odwołany został prezes NIK. Słusznie wzbudziło to protesty unijnych oficjeli. Tymczasem Marcin Cichy został głównym winowajcom nieprzeprowadzenia aukcji 5G. Nieoficjalnie, jak udało mi się wówczas dowiedzieć, mogło chodzić o kontrolę nad rynkiem pocztowym, jaką sprawuje prezes UKE. A przypomnijmy, że wszystko zbiegło się w czasie z próbą przeprowadzenia wyborów kopertowych, uznanych przez NIK za niezgodne z prawem. W praktyce do dzisiaj nikt oficjalnie nie powiedział, jaki był powód odwołania prezesa UKE. Ale Komisja Europejska może się jeszcze o to upomnieć, podobnie jak o to, gdzie jest nasza sieć 5G.

Aukcja stanęła, ruszyło kuszenie Trumpa. Jak Ustawa o KSC trzyma aukcję 5G

Połowa 2020 roku była czasem, w którym Stany Zjednoczone były jeszcze uznawane za wielkiego przyjaciela Polski, a Donald Trump był niemal noszony na rękach. Polska bez wahania postanowiła przyłączyć się do wojny handlowej z Chinami i chcą się przypodobać amerykańskiej administracji, postanowiła wysadzić znad Wisły Huaweia. Tak powstał Projekt Nowelizacji Ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa. W pierwszej wersji był to dokument pozwalający na wykluczenie dostawcy sprzętu do budowy sieci komórkowych na podstawie uznaniowego wskazania, że nie podoba nam się kraj jego pochodzenia.

Projekt był później zmieniany i kiedy jako tako poprawiono kryteria wykluczania dostawców, wrzucono tam kolejną bombę – narodowego operatora sieci komórkowej. Twór o niejasnym przeznaczeniu, (za)szerokich uprawnieniach, który wzbudził protesty niektórych resortów. Nie wspominając już o innych zbyt ogólnych zapisach i ich kuriozalnym tłumaczeniu przez resort cyfryzacji.

Ustawa o KSC do dzisiaj jest zamrożona, choć jak kilka tygodni temu zapowiadał Minister Cyfryzacji Janusz Cieszyński, prace nad nią mają powrócić po wakacjach. Te przepisy są bardzo ważne, bo bez nich nie ruszy aukcja 5G. Obecny prezes UKE Jacek Oko, w rozmowie z Łukaszem Decem z Telko.In wyjaśnił tę kwestię. Ustawa o KSC reguluje zasady budowy sieci komórkowych, w tym sieci 5G. Oznacza to, że operatorzy uzyskujący częstotliwości w ramach aukcji będą jej podlegać. Dlatego też ważne jest, aby przystępowali do niej wiedząc co ich czeka. UKE cały czas zapewnia, że jest w stanie ruszyć z procedurą aukcyjną w ciągu niemal kilku godzin, ale to wymaga pomocy rządu. A ten cały czas sprawia wrażenie, jakby sieć 5G znajdowała się daleko na liście priorytetów.

Sytuację może zmienić (kolejna) planowana rekonstrukcja rządu. Jak informuje Onet, może w niej powrócić Ministerstwo Cyfryzacji, które skutecznie pchnie do przodu temat Ustawy o KSC oraz samej aukcji.

No ale przecież mamy już sieć 5G…

Mamy i jej jednocześnie nie mamy. Z punktu widzenia osób odpowiedzialnych za budowę sieci – mamy! Mamy odpowiednie kodowanie i z technicznego punktu widzenia jest i działa. Z punktu widzenia klienta mamy ograniczony zasięg i prędkość, która potrafi stanowić ułamek tego, co oferuje LTE. Szczególnie w przypadku Orange, Play i T-Mobile. Jedynym plusem tej sytuacji jest fakt, że są to sieci względnie niezapchane, w przeciwieństwie do LTE. Jeszcze nie są, bo wydzielone zasoby sieciowe, wyrwane z pasm LTE 2100 MHz, są niewielki i taki stan rzeczy długo się nie utrzyma. Na uprzywilejowanej pozycji stoi Plus, który mógł przeznaczyć kilka razy szersze pasmo 2600 MHz, bo takim dysponował.

Operatorzy już dawno przestali czekać na rządzących i budują sieć 5G na tym, co mają. Wszystko to zostało ładnie ubrane w slogany reklamowe i w zasadzie przeciętny użytkownik telefonu komórkowego jest święcie przekonany, że przecież mamy w Polsce 5G. Ciężko się temu dziwić.

Aktualna rozbudowa sieci jest mimo wszystko dobrym posunięciem. Kiedy już (kiedyś) docelowe częstotliwości się pojawią, modernizacja sieci będzie o wiele prostsza, bo operatorzy będą dysponować nowoczesną, gotową infrastrukturą. Co powinno znacznie przyśpieszyć proces uruchomienia nowych częstotliwości.

To nie koniec problemów. Pamiętacie pasmo 700 MHz?

Jeśli dotarliście do tego miejsca tekstu, to zapewniam, że to już ostatnia kwestia. Częstotliwości sieci komórkowych można podzielić na pojemnościowe (wyższe) i zasięgowe (niższe). Wyższe częstotliwości pozwalają wydzielić szersze pasma, co przekłada się na większą pojemność sieci oraz wyższe prędkości. Ale żeby zapewnić szerokie pokrycie siecią, potrzebne są częstotliwości niższe. Za to w LTE odpowiada pasmo 800 MHz. W sieci 5G ma za to odpowiadać problematyczne pasmo 700 MHz.

Problematyczne z dwóch powodów. Pierwszy to telewizja. W paśmie 700 MHz działa (jeszcze) telewizja naziemna. Kraje Unii Europejskiej zobowiązały się przenieść telewizję na nieco niższe częstotliwości (co aktualnie dzieje się również w Polsce). Inaczej jeśli Niemcy uruchomią 5G na 700 MHz, a u nas będzie na tym działać telewizja, sieć komórkowa będzie skutecznie zagłuszana. I tutaj wchodzimy za naszą wschodnią granicę, gdzie Unii Europejskiej już nie ma.

Nasi wschodni sąsiedzi zapewnili nas, że też uwolnią pasmo 700 MHz. Kiedyś… O ile jeszcze moglibyśmy liczyć na Ukrainę, tak obecna sytuacja związana z Białorusią i Rosją pozwala nam sądzić, że o 5G na 700 MHz możemy skutecznie zapomnieć. Przynajmniej we wschodniej części kraju. Nie mamy co liczyć na to, że duet Łukaszenka-Putin pójdzie nam w tej kwestii na rękę.

Tak oto lista problemów Polski z siecią 5G jest bardzo długa. Jest Ustawa o KSC (której nie ma), jest aukcja 5G (której ciągle nie ma i szybko jej nie będzie), jest pasmo 700 MHz (z którym będziemy mieć jeszcze większy problem niż teraz), jest odwołanie prezesa UKE i niedotrzymanie unijnych terminów (o które w końcu ktoś się może upomnieć)… Pięknie jest!