Powstanie kosmiczna farma fotowoltaiczna. Chińczycy chcą czerpać z niej tyle energii, co z elektrowni jądrowej

Chińczycy ogłosili plany umieszczenia w kosmosie floty złożonej z paneli słonecznych o kilometrowej długości. Miałyby one trafić na orbitę okołoziemską w 2035 roku, a w 2050 uzyskać wydajność na poziomie elektrowni jądrowej.

Pomysł na realizację projektu nie jest nowy, bo sięga pierwszej połowy XX wieku. O ile jednak ówczesne plany zakrawały o science-fiction, tak założenia Chińczyków wydają się całkiem realne. W grę wchodzi bowiem realizacja założeń dotyczących neutralności węglowej, którą Państwo Środka zamierza osiągnąć do 2060 roku.

Czytaj też: Perowskit i panele słoneczne, to jedyne słuszne połączenie w dążeniu do zerowej emisji

Nietrudno zrozumieć, dlaczego farma fotowoltaiczna umieszczona na orbicie mogłaby znacząco przewyższyć swoimi możliwościami te, które buduje się na powierzchni naszej planety. W kosmosie nie ma przecież cyklu dnia i nocy, dzięki czemu panele mogłyby czerpać energię ze Słońca przez 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Poza tym, byłyby tam niezależne od pogody, która na Ziemi może ograniczać wydajność ogniw.

I choć nie wiadomo, jakie będą koszty realizacji opisywanego przedsięwzięcia, to Chińczycy nakreślili przybliżony harmonogram działań. Wiemy z niego, że tuż po uruchomieniu farmy, co ma nastąpić w 2035 roku, będzie ona generowała jeden megawat energii. Po piętnastu latach jej wydajność znacząco wzrośnie, osiągając aż jeden gigawat. Przy tak imponującym wyniku będzie można mówić o wyrównaniu mocy produkcyjnej największego reaktora jądrowego, jaki obecnie działa na terenie Chin.

Farma fotowoltaiczna umieszczona na orbicie miałaby rozpocząć działanie w 2035 roku

Największym problemem – poza transportem kilometrowych paneli na orbitę okołoziemską, rzecz jasna – wydaje się przesyłanie zgromadzonej energii z powrotem na Ziemię. W grę wchodzi wystrzeliwanie skoncentrowanej wiązki z kosmosu, tak, aby trafiała ona na powierzchnię. Martwi w tym przypadku fakt, że z pewnością będzie dochodziło do sporej utraty energii. Rozwiązaniem mogłoby być jednak użycie mikrofal.

Schemat na obecną chwilę wygląda następująco: panele umieszczone na orbicie okołoziemskiej zbierają promienie słoneczne i przekształcają je w energię elektryczną. Ta jest następnie konwertowana na mikrofale, która zostają przesłane w kierunku Ziemi, gdzie trafiają do urządzenia dokonującego ponownej konwersji na energię elektryczną.

Czytaj też: Czy wegańska pajęcza sieć może stanowić alternatywę dla tworzyw sztucznych?

Warto mieć na uwadze fakt, że mieszkanie w pobliżu „konwertera”, tj. miejsca, gdzie uderzałaby kosmiczna wiązka, byłoby zabronione. Mówi się o wyłączeniu z użycia obszaru znajdującego się w promieniu ok. 5 kilometrów od tego miejsca. Poza tym, chińscy naukowcy zamierzają najpierw przeprowadzić eksperyment na mniejszą skalę, w ramach którego wiązka zostanie przesłana z wysokości około 300 metrów. Przy okazji badacze chcą rozwijać pokrewne technologie, takie jak ta, która miałaby umożliwiać zasilanie dronów na odległość.