Czy promieniowanie elektromagnetyczne i sieć 5G są niebezpieczne? Zdania Polaków są podzielone

Arkadiusz Dziermański Z-ca Redaktora Naczelnego

Na zlecenie Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji (PIIT) powstał raport, w którym spytano Polaków m.in. o to, czy promieniowanie elektromagnetyczne i sieć 5G są niebezpieczne. Zdania są podzielone, a odpowiedzi niejednoznaczne. To pokazuje ogromne braki w edukacji społeczeństwa. Tylko kto powinien się tym zająć i w jaki sposób?

Promieniowanie elektromagnetyczne to zagadnienie trudne dla Polaków

Na zlecenie PIIT Kantar zadał Polakom zestaw pytań, które miały za zadanie sprawdzić ocenę własnej wiedzy na temat zagadnienia pola elektromagnetycznego, jak i szeroko pojętej sieci 5G. Rezultaty są zastanawiające.

Na wiele pytań ciężko było znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Jak choćby na to, czy Polacy słyszeniu o czymś takim jak promieniowanie elektromagnetyczne. Z tym zagadnieniem spotkało się 54% badanych. Wśród nich do dużej wiedzy na temat PEM przyznaje się 12%, średnio orientuje się 30%, a do małej wiedzy przyznaje się 58% osób.

O tym, że z wiedzą na temat PEM bywa różnie wskazują odpowiedzi na pytanie o źródła pola elektromagnetycznego.

Ewidentnie widać, że Polacy mają problem ze wskazaniem instytucji, która powinna być odpowiedzialna za zajmowaniem się PEM. Pomiarami oraz pilnowaniem przed przekraczaniem wyznaczanych norm.

Nieco niepokojąco wyglądają odpowiedzi na pytanie o to, kto i co jest wiarygodnym źródłem informacji na temat PEM. Badani mieli zdecydowanie problem ze stanowczym wskazaniem wiarygodnego źródła.

Jak wygląda samoocena w temacie PEM? Cóż… naprawdę bardzo różnie i wpływ na to może mieć wiele czynników.

Również bardzo różnie wygląda postrzeganie potencjalnego zagrożenia ze strony różnych urządzeń, produktów i zjawisk. Badani bardziej boją się linii wysokiego napięcia oraz nadajników 5G niż radarów, telefonów komórkowych, czy chemii gospodarczej.

W jaki sposób chronić się przed nadmiernym wpływem pola elektromagnetycznego? Dominują odpowiedzi racjonalne, ale aż 20% badanych mówi o użyciu pochłaniaczy promieniowania, a 12% magicznych koców.

Niepokojąco wygląda akceptacja dla infrastruktury emitującej PEM. Tylko 10% badanych w pełni ją akceptuje, a 33% z pewnymi ograniczeniami. Aż 57% badanych nie akceptuje infrastruktury emitującej pola elektromagnetyczne. Pomimo tego nadal sporo osób chce korzystać z technologii 5G.

To najważniejsze kwestie poruszone w raporcie. Jego pełną wersję pobierzecie za pomocą poniższego odnośnika oraz możecie go przejrzeć w przeglądarce. Natomiast teraz przejdźmy do dyskusji na temat raportu, która odbyła się po jego prezentacji. Na chwilę obecną jej szczegóły znajdziecie tylko u nas.

Co eksperci myślą o raporcie? Zdania są podzielone

Dyskusja, która toczyła się po prezentacji raportu zostanie niedługo opublikowana przez PIIT. Jako że miałem okazję przysłuchiwać się jej na żywo, poniżej znajdziecie obszerne fragmenty najważniejszych wypowiedzi ekspertów.

Dr hab. Grzegorz Tatoń (Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego) jest nieco sceptycznie nastawiony do raportu. Jego zdaniem wyniki badania mogłyby być zupełnie innego, gdyby inaczej sformułowano pytania.

W raporcie badana była samoocena, a nie konkretna wiedza Polaków. Gdyby zbadana została konkretna wiedza, bardzo możliwe, że wyniki byłyby znacznie gorsze. Najczęściej zadawane pytanie, jakie słyszę w trakcie mojej pracy to – czy PEM szkodzi? Pytanie powinno być zadawane inaczej, czy to konkretne PEM szkodzi, czy otaczające nas urządzenia emitują PEM, które jest dla nas szkodliwe?

– dr hab. Grzegorz Tatoń

Pozostali eksperci wskazują, że raport pokazał pewne pozytywne zjawiska.

Prof. dr hab. inż. Joanna Ejdys z Politechniki Białostockiej wskazuje, że badanie pokazało światłko w tunelu.

Zadaliśmy pytanie o to, jak rozwój nauki wpływa na rozwój społeczno-gospodarczy. 60% osób uważa, że technologia ma na to wpływ. 59% uważa, że dzięki technologii świat może być wygodniejszy. Wchodząc w szczegóły ,jest gorzej, bo już tylko 38% uważa, że w rozwoju pomoże sieć 5G. Mamy dobry punkt wyjścia, ale musimy zadać o edukację we właściwym kierunku.

A skoro przeszliśmy do edukacji, to tutaj eksperci mają bardzo ciekawe spostrzeżenia.

Edukacja na temat PEM powinna zacząć się od najmłodszych lat. Mamy z tym problemy

Dr hab. Urszula Soler z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II wskazuje problematyczną charakterystykę nauczania. Klasy o konkretnych profilach, np. humanistycznych, bardzo powierzchownie traktują zagadnienia fizyczne. Materiał jest bardzo ogólny, niedokładny i nie porusza tematów, które mogą być przydatne w codziennym życiu.

Wtóruje jej dr hab. Bohdan Rożnowski, również KUL:

Człowiek ma określone zasoby, aby przyswoić wiedzę. Jak bierzemy masło z lodówki, to nie zastanawiamy się, jak w praktyce wygląda wymiana ciepła w lodówce. Jak biorę do ręki telefon, nie zastanawiam się, jak pracuje procesor, który pozwala na działanie aplikacji. W edukacji często pomijamy zagadnienia, które nie są nam przydatne w codziennym życiu.

Podobne zdanie ma dr hab. inż. Sławomir Hausman z Politechniki Łódzkiej.

W edukacji brakuje dyskusji na omawiane tematy. Kiedyś na II roku studiów elektronika i telekomunikacja zapytałem studentów, czy teraz jak do nich mówię, to czy porozumiewamy się za pośrednictwem fal elektromagnetycznych. Podniosła się ponad połowa rąk. Studenci w ogóle nie odróżniali fali akustycznej od elektromagnetycznej. To pokazuje, na jakim poziomie pojawiają się braki wiedzy. Wadą edukacji, nie tylko w Polsce, jest to, że nie uczy się dzieci i młodzieży wrażliwości, identyfikowania fake newsów i teorii spiskowych. Moglibyśmy tego uczyć, wyćwiczyć w młodych ludziach zdolność do krytycznego odbioru tego, co może nie być prawdą. Wydaje mi się, że tego w żadnym stopniu nie robimy.

Jak przekazywać wiedzę? Pomysłowo

Prof. dr hab. inż. Andrzej Krawczyk z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II podał ciekawy przykład przekazywania wiedzy:

Za moich młodych czasów ukazały się książeczki – telewizja to takie proste lub radio to takie proste. Czytałem je w wieku 13 lat, było to pisane prostym językiem, choć tworzone przez wybitnych naukowców, wszystko było ładnie ilustrowane. To pozwalało bardzo szybko przyswajać wiedzę. Dlatego też polecam środowisko, w tym operatorom, tworzenie podobnych książeczek – 5G jakie to proste. Deklaruję się, że ja się włączam w taki projekt.

Co prawda takie książeczki mogą nie przekonać nikogo w dzisiejszych czasach, ale kierunek myślenia profesora jest dobry. Dr hab. Bohdan Rożnowski zgadza się z pomysłem, ale zaznacza, że powinien on być dostosowany do dzisiejszych czasów i wykorzystywać bardziej współczesne środki przekazu. Podcasty lub filmiki w popularnych serwisach, takich jak YouTube.

Co prawda rządzący podejmowali próbę przekonania ludzi za pomocą książek lub dokumentów. W 2019 roku powstała Biała Księga Ministerstwa Cyfryzacji. Kompendium wiedzy o sieciach komórkowych oraz PEM. Dr hab. Urszula Soler zaznacza jednak, że Biała Księga nie została społeczeństwu sprzedana. Była za długa, napisana prostym, ale dalej skomplikowanym językiem.

Czy operatorzy zrobią książeczkę? Zawsze chętnie wspieramy takie inicjatywy. Uważam, że Biała Księga to bardzo dobra publikacja, ale nie odpowiada na faktyczne problemy. Powinniśmy komunikować zależność między telefonem, z którego chcę korzystać, a tym, dzięki czemu telefon działa

– powiedział Mariusz Busiło z Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

Eksperci są zgodni, że najlepszą metodą edukowania jest pokazywanie konkretnych przykładów. W szkołach mogą to być różnego rodzaju eksperymenty, które pokażą jak działa pole elektromagnetyczne. Co je wywołuje i jakie są tego efekty.

Dezinformacja ma się dobrze, bo to dobry zarobek. Szerzenie strachu i dyskredytowanie autorytetów to dla niektórych sposób na życie

Ludzie nie mają zaufania do autorytetów. To efekty wieloletniej pracy środowisk antykomórkowych. O tym, do czego doprowadza ignorowanie tego typu środowisk widzimy dzisiaj na przykładzie antyszczepionkowców. Prowadzone od dawna kampanie dezinformacyjne powodują, że ludzie nie wierzą naukowcom i operatorom, za to wierzą w… majtki chroniące przed PEM. Weźmy choćby przykład Kraśnika, który opisywałem w tym materiale.

W opisywanej sesji Rady Miasta w Kraśniku uczestniczył dr Tatoń:

Często brałem udział w podobnych spotkaniach, ale nigdy to nie były dyskusje na zasadzie – porozmawiajmy. Tutaj też tak nie było. Być może radnych do zmiany decyzji przekonało to, że strona społeczna zdecydowanie przesadziła i paradoksalnie to mogło w tej sprawie przesądzić.

Jak to jest z magicznymi sposobami ochrony przed PEM? Sytuację bardzo dobrze przedstawił prof. Krawczyk:

To jest źle zadane pytanie. Bo jeśli mamy się chronić, to automatycznie uruchamia myśl, że jest to niebezpieczne. Nie ma sytuacja, w której PEM w naszym codziennym otoczeniu ma nadmierną moc. Chyba że ktoś usiądzie na antenie radaru.
Za tymi wszystkimi urządzeniami ochronnymi przed PEM stoją pieniądze. Pan produkujący te czapeczki, majteczki i kołdry chroniące przed PEM jest wiceprezesem krakowskiego stowarzyszenia walczącego z PEM. Może to jest błędna taktyka, ale jak ktoś przychodzi do mnie i pytanie mnie o czapeczkę czy kocyk z nitkami srebra, to ja to obśmiewam. W moim towarzystwie to się udaje i działa, ale to nie zawsze może się udać. Tu pojawia się pytanie jak temu przeciwdziałać, bo takie osoby sprzedające chroniące akcesoria wzbudzają strach.

O tym jak Kraków wyhodował swoje tłuste koty na strachu przed PEM przeczytacie w tym obszernym materiale.

Czy takie środki ochrony działają? Mariusz Busiło podał przykład slipów chroniących przed PEM, które zakupił kilka lat temu. Przeprowadzono na nich kilka eksperymentów. Nakładano je na mierniki, uderzano je polami elektromagnetycznymi i efekt był tak, że ich moc się nie zmieniała. Są też pochłaniacze PEM, czyli różnego rodzaju nalepki na telefony, a te jak się okazuje, mogą mieć efekt odwrotny do zamierzonego.

20 lat temu zrobiłem badania nalepek z pochłaniaczami PEM. Efekt był taki, że nalepka dodatkowo ekranowała telefon, przez co pracował z większą mocą. Efekt był taki, że emisja PEM rosła

– powiedział prof. dr hab. inż. Andrzej Krawczyk.

To kto powinien edukować o PEM? Aktualnie trwa przepychanka, kto powinien to robić. Media nie pomagają

Kto powinien prowadzić kampanie edukacyjne o sieciach komórkowych oraz zagadnieniach związanych z PEM? W zasadzie to nie wiadomo. Póki co zgoda jest tylko w tym, kogo należy edukować. Już przekonanych przeciwników sieci komórkowych, szczególnie tych zarabiających na wzbudzaniu strachu, przekonać się nie da. Ale jest bardzo duża grupa osób niemających wyrobionego zdania i to do nich trzeba dotrzeć z rzetelną wiedzą.

Przeciwnicy sieci komórkowych podnoszą alarm, że o PEM nie powinni edukować operatorzy. Bo przecież oni na tym zarabiają. Eksperci wskazują, że operator jest tylko dostawcą usług. Nie sprzedaje promieniujących telefonów, ani nie stawia własnych nadajników, bo produkują je firmy trzecie. Pracownicy operatorów przecież sami korzystają z telefonów i mieszkają w okolicy nadajników. Dlaczego mieliby korzystać z czegoś, co jest szkodliwe, gdyby teoretycznie wiedzieli, że jest to zabójczy produkt?

Ciekawy przykład podał prof. Krawczyk:

W Japonii rozwiązano to w taki sposób, że stworzono specjalną komórkę rządową ds. komunikacji ze społeczeństwem w sprawie 5G. Komórkę utrzymuje rząd i operatorzy, finansowanie jest wspólne. Oni nie rąbią badań sami, dystrybuują je uczelniom. Może to być jakieś rozwiązanie dla poprawy kwestii edukacji w Polsce.

Pomysł jest dobry, ale obecnie zdecydowanie brakuje chęci. Jak wynika z moich informacji, kiedy operatorzy chcieli startować z kampaniami, nie było chęci współpracy ze strony rządowej. Kiedy pojawiły się chęci ze strony rządu, ruszył projekt 3.4 PEM, brakuje chęci ze strony operatorów. Być może jest to jakaś forma protestu przeciwko przeciągającej się w nieskończoność aukcji częstotliwości sieci 5G.

Na dobrą sprawę medialne protesty przeciwko sieciom komórkowym ucichły. Antykomórkowi aktywiści poszli z duchem czasu i dzisiaj absorbują ich protesty przeciwko szczepieniom, maseczkom i negowanie pandemii. Ale problem nadal istnieje. Nie brakuje protestów lokalnych społeczności, czy niezrozumiałych decyzji lokalnych władz. Jak ostatnio w Gdańsku. Edukacja nadal jest bardzo potrzebna, ale jak w przypadku wielu innych kwestii w tym kraju, każdy uważa, że ma jeszcze czas. Albo, że coś zrobi się samo.

Nie pomagają w tym media, które same radośnie powielają fake newsy, czy też tworzą niestworzone historie. Prostowałem już m.in. wybryki TVP Info, czy magazynu PC Format. Nikogo zbytnio nie interesuje edukacja. Za przykład niech posłuży fakt, że CHIP był jedynym wiodącym medium technologicznym, obecnym podczas dzisiejszej prezentacji raportu.