Brytyjska marynarka po 2050 roku, technologiczną wizję Royal Navy, Royal Navy, brytyjska marynarka

Brytyjska marynarka po 2050 roku. Znamy technologiczną wizję Royal Navy

Royal Navy, czyli brytyjska marynarka wojenna, ujawniła swoją wizję na to, jak będzie wyglądać po 2050 roku. Nie oznacza to, że już na początku drugiej połowy XXI wieku w jej ramach będzie funkcjonować pełnoprawna Future Autonomous Fleet, ale plany zdają się wskazywać jasno, że ta wizja zostanie przekuta na rzeczywistość już za kilka dekad. Co z tego wyjdzie? Dożyjemy, zobaczymy.

Plan Royal Navy jest najwyraźniej dosyć prosty – marynarka chce postawić zarówno na autonomiczne systemy, jak i możliwie najbardziej ekologiczne formy napędu. Wszystko to oczywiście przy wyśrubowanym poziomie technologicznym i sprzęcie najwyższej klasy. Dotyczy to zarówno ekologicznych lotniskowców, podwodnych centrów dowodzenia, jak i w pełni zrobotyzowanych okrętów wojennych.

Czytaj też: „Brzydkie kaczątka” przetestowały nowe systemy bojowe myśliwców F-16

W przyszłym scenariuszu [wojny], jeśli okaże się, że nie jesteśmy w stanie konkurować tradycyjnie pod względem masy, musimy myśleć inaczej, jeśli chcemy odzyskać przewagę operacyjną. Młodzi inżynierowie, którzy pracowali nad tym projektem, myślą radykalnie iż prawdziwą wyobraźnią i odzwierciedlają sposób myślenia Royal Navy.

– mówi Second Sea Lord, wiceadmirał Nick Hine.

Tak przynajmniej widzą to młodzi inżynierowie z UK Naval Engineering Science and Technology (UKNEST), którym zlecono przedstawienie ich pomysłu na nowoczesną flotę. Opublikowanie szczegółów przez Royal Navy sugeruje jednak, że Wielkim Głowom marynarki ta wizja, łącząca systemy sztucznej inteligencji i ogólną automatykę, ewidentnie się podoba.

Czytaj też: F-3, czyli japoński myśliwiec szóstej generacji będzie ambitnym dziełem dla kraju

Co obejmie Future Autonomous Fleet brytyjskiej Royal Navy?

Wchodząc w szczegóły, przedstawione koncepcje obejmują wprowadzenie autonomicznych statków szturmowych typu trimaran napędzanych silnikami waterjet, czerpiącymi energię z akumulatorów, gromadzących prąd z turbin wiatrowych, ciepło z głębinowych otworów termicznych lub biopaliw wytwarzanych z planktonu zbieranego przez okręty wojenne. Równie ciekawie zapowiada się PODS, czyli Persistent Operational Deployment Systems w formie podobnej do lotniskowców, które pełnią funkcję bazy, umożliwiając stosowanie wymiennych modułów dla floty nawodnej.

Poniżej, bo w głębinach, funkcjonowałyby okręty podwodne, ale nie wyłącznie bojowe, a wspierające i z myślą o rozpoznaniu. Wśród nich znalazłyby się te flagowe, które utrzymywałyby i rozmieszczały inne zrobotyzowane okręty podwodne z myślą o zwiadzie, nawigacji, neutralizowaniu zagrożeń i namierzaniu wrogich jednostek.

Jednak Royal Navy parzy też w górę, aż do stratosfery, gdzie miałyby latać bezzałogowe balony wypełnione helem i pokryte panelami słonecznymi.

Czytaj też: Międzykontynentalne pociski balistyczne zyskały szybszego wroga. System GMD Boeinga przechwyci je jeszcze wcześniej

Te byłyby platformami zarówno z myślą o inwigilacji, jak i rozmieszczaniu pocisków/dronów kamikaze do szybkich, bo hipersonicznych uderzeń na cele.