Xiaomi cenzuruje i zbiera dane? Ciężko znaleźć na to dowody

Arkadiusz Dziermański Z-ca Redaktora Naczelnego

Ministerstwo Obrony Litwy ostrzega, że Xiaomi cenzuruje treści i może udostępniać dane użytkowników. Sprawie postanowił się przyjrzeć serwis XDA Developers i wygląda na to, że Litwini mogli przesadzić w swoim raporcie lub nawet nieprofesjonalnie podeszli do sprawy.

Ministerstwo Obrony Litwy ostrzega przed Xiaomi

Przypomnijmy, że litewskie Ministerstwo Obrony opublikowało raport, w którym wskazuje, że smartfony Xiaomi mają wbudowaną funkcję cenzurowania niewygodnych treści, a także wysyłają dane o użytkowniku do Singapuru. Xiaomi oczywiście stanowczo dementuje tę sprawę.

W tle mamy konflikt między Litwą, a Chinami oraz wsparcie Litwinów przez Stany Zjednoczone. Co może budzić pewne podejrzenia. Szczególnie jeśli spojrzymy na to, co pokazało małe śledztwo XDA Developers.

Czytaj też: Masz smartfon Xiaomi? Wyrzuć go z powodu… cenzury

Xiaomi cenzuruje czy chroni użytkowników?

Z litewskiego raportu wynika, że na liście słów cenzurowanych przez oprogramowanie Xiaomi znajduje się 449 słów i wyrażeń. Programiści z XDA Developers, korzystając z chińskich wersji oprogramowania i aplikacji, odnaleźli plik z opisywaną listą i jest ona znacznie dłuższa, bo zawiera 2210 wyrażeń. Są na niej wspominane przez raport wzmianki o Komunistycznej Partii Chin, Chinach, Tybecie, HongKongu, czy grupach wyznaniowych. Ale też znajduje się tam ogrom wyrażeń związanych z konkurencją – ZTE, OnePlus, Samsung, jak również potężne ilości wyrażeń powiązanych z pornografią, piractwem internetowym, czy możliwością nacięcia się na scam lub phishing.

Kolejną istotną informacją jest to, że plik MiAdBlacklistConfig, w którym znajduje się powyższa lista, jest zaszyty w aplikacji Mi Video. Kod uruchamiający plik odnosi się z kolei do INativeAd z zestawu Xiaomi Global Ad Software Development Kit (SDK). Czyli tłumacząc to na bardziej zrozumiały język – z listy cenzury korzysta funkcja oprogramowania odpowiedzialna za wyświetlanie reklam.

Oznacza to, że głównym zadaniem listy faktycznie jest cenzura, ale cenzura reklam. Szczególnie że znajduje się na niej wyrażenie AdBlacklist. Wynika to z tego, że jeszcze niedawno Xiaomi miał spory problem z wyświetlaniem reklam o, delikatnie mówiąc, nieodpowiedniej treści. Mogliśmy tego nie wiedzieć, bo dotyczy on tylko oprogramowania w wersji chińskiej. Europejski MIUI (jeszcze) nie wyświetla reklam np. na pasku powiadomień. Co więcej, z pliku MiAdBlacklistConfig nie korzysta przeglądarka internetowa, a tylko wspomniane Mi Video. Dlatego też na podstawie znajdującej się w nim listy nie są cenzurowane treści wyszukiwane za pomocą przeglądarki internetowej Mi Browser.

W 2019 roku Xiaomi zobowiązał się usunięcia nieodpowiednich reklam. Prawdopodobnie głównie do tego służy problematyczna lista, szczególnie że znajdują się na niej np. wyrażenia:

  • 5 rzeczy, o których myśli kobieta podczas pierwszej nocy małżeństwa,
  • sprawdzenie ciąży metodą domową,
  • strzelanie – zobacz zdjęcia

Oczywiście taka lista nigdy nie będzie idealna. Jak zauważa XDA Developers, wyrażenie najgorętsze oczywiście wyfiltruje nam i odpowiednio zablokuje zobacz najgorętsze dziewczyny, ale też rykoszetem oberwie przez to wyrażenie zobacz najgorętsze premiery kinowe. Nie powinniśmy za to winić Xiaomi, że chce blokować reklamy związane z rynkową konkurencją.

Czytaj też: Wieczne życie urządzeń bez baterii. System BFree może uwolnić świat od części zużytej elektroniki

Co z wysyłaniem informacji o użytkowniku?

Litewski raport wskazuje też, że smartfony Xiaomi wysyłają zaszyfrowanego SMS-a do Singapuru z danymi użytkownika, po zalogowaniu się w Xiaomi Cloud. Pomimo różnych prób, nie udało się wywołać sytuacji, w której taka wiadomość jest wysyłana. A przynajmniej nie w formie klasycznego SMS-a, który powinien być widoczny w bilingu połączeń dostępnym u operatora. Litewski raport nie precyzuje, jak konkretnie miałaby wyglądać taka wiadomość, więc ciężko jest się do tego zarzutu odnieść.

Xiaomi nie taki straszny jak go malują?

Eksperyment programistów XDA Developers pokazuje, że litewski raport może wcale nie być tak alarmujący, jak zostało to przedstawione. Szczególnie jeśli dodamy do tego międzynarodowe nieporozumienia na linii Litwy-Chiny-USA oraz brak doprecyzowania niektórych kwestii w samym raporcie. A jak pokazał ostatnio raport Patryka Jakiego – podaj mi tezę, a ja zrobię pod nią raport.

Zapewne jak zwykle prawda leży pośrodku, ale osobiście na chwilę obecną nie wieszałbym zbyt pochopnie psów na Xiaomi. Może wynikać to z tego, że mimo wszystko mam większe zaufanie do ekspertów prywatnych, niż rządowych. Bez względu na kraj pochodzenia.