Drony stają się coraz ważniejsze, drony autonomiczne, drony

Drony stają się coraz ważniejsze, a te autonomiczne już zaatakowały ludzi

Drony, czyli Bezzałogowe Statki Powietrzne, których określenie bierze się od przetłumaczenia angielskiego akronimu UAV (Unmanned Aerial Vehicle), zyskują z roku na rok coraz więcej uwagi w mocarstwach na całym świecie. USA, Chiny i Rosja mają już wiele z nich na służbie i rozwijają kolejne, skupiając się przede wszystkim na modelach „wspomagających” i nieustannie współpracujących z pilotami. Jednak ten jeden konkretny wariant dronów zawsze będzie najważniejszy i mowa o UCAV. W przeszłości ich warianty autonomiczne już zaatakowały ludzi.

Drony jako autonomiczni zabójcy. Wyobraźcie sobie całe roje UAV z materiałami wybuchowymi nad polami bitwy z jedną misją – znajdź i zabij

UCAV, to z kolei akronim od słów Unmanned Combat Aerial Vehicle, co oznacza po prostu bojowy odłam dronów. Te mogą przyjmować cały zakres projektów, ale obok bezzałogowych bombowców, latających na granicy kosmosu, czy szybkich bezzałogowych myśliwców, najbardziej przerażające są te małe, bardziej tradycyjne i typowo wyglądające drony, które mogą zabić w mgnieniu oka. Zwłaszcza kiedy w grę wejdzie ich cały rój.

Czytaj też: Rosyjski przeciwokrętowy system Bał z nowymi pociskami przetestowany

Pierwsze użycie autonomicznej broni na wojnie nie będzie zwiastowane gigantyczną kulą ognia na niebie. Może po prostu wyglądać jak zwykły dron. Wydarzenie [które przedstawiamy poniże – dop. red.] ilustruje kluczowe wyzwanie w każdej próbie uregulowania lub zakazania broni autonomicznej: skąd możemy mieć pewność, że została ona w ogóle użyta?

– mówi Zachary Kallenborn, konsultant ds. bezpieczeństwa narodowego.

Kallenborn wskazuje tutaj na różnicę między zdalnie sterowanym dronem szturmowym a autonomicznym dronem, która sprowadza się do oprogramowania. Wiemy, że Armia USA pracuje nad autonomicznymi dronami, a nawet bezzałogowym pojazdem bojowym Bell Textron M5, który wygląda jak miniaturowy czołg i jest wyposażony w 30-milimetrowe działo łańcuchowe XM813, mając pełnić m.in. rolę skrzydłowych dla czołgów M1A2 Abrams i bojowych wozów piechoty M2 Bradley.

Czytaj też: USA, Chiny i Rosja prowadzą manewry w kosmosie. Na orbicie panuje coraz większy tłok

Bez względu jednak na format autonomicznego sprzętu bojowego, USA dba o to, aby to człowiek był odpowiedzialny za „zdalne pociągnięcie spustu”, dlatego to od niego zależy, czy namierzony cel zostanie finalnie zabity. We wspomnianym powyżej przypadku zabrakło właśnie tego czynnika ludzkiego, a główną rolę odegrał w nim dron Kargu-2.

Wedle raportu ONZ w okolicach marca 2020 roku podczas drugiej wojny domowej w Libii tymczasowy rząd libijski (GNA) zaatakował siły HAF produkowanymi w Turcji dronami Kargu-2. Był to pierwszy raz w historii, kiedy przeciwko ludziom wytoczono działa w postaci autonomicznych dronów. Po wygranej potyczce siły GNA, wykorzystały Kargu-2 do polowania na wycofujące się siły wroga. Wtedy to te autonomiczne drony zostały zaprogramowane do atakowania celów „bez konieczności przesyłania danych między operatorem a amunicją”, co sprowadza się do tego, że po zlokalizowaniu celu od razu rozpoczynały atak.

Czytaj też: Bezzałogowa wieża dla M1A2 Abrams? Czołgi mogą się jej doczekać

W praktyce sprowadzało się to do załadowania do oprogramowania Kargu-2 współrzędnych, na których dron zaczynał operować i ciągle wyszukiwał wskazane wcześniej cele, czyli ludzi. Po wykryciu i zidentyfikowaniu celu dron rozpoczynał samobójczy lot z wysoką prędkością w stronę człowieka, uderzał w niego i detonował pokładowy ładunek wybuchowy o mocy podobnej do wystrzału ze strzelby, potencjalnie go zabijając.