Drugie życie starych myśliwców Chin, J-6

Drugie życie starych myśliwców Chin. Nie w muzeum, a na polu bitwy i bez pilota

Już osiem lat temu serwis Defense News poinformował o interesujących doniesieniach na temat poczynań chińskiego lotnictwa. Wedle nich Siły Powietrzne Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (PLAAF) nie mają zamiaru porzucać starszych maszyn i dziś dostaliśmy potwierdzenie tego, jaki mają z nimi plan. Drugie życie starych myśliwców Chin będzie zupełnie odmienne od tego „tradycyjnego”, na które najczęściej decydują się siły powietrzne innych mocarstw.

Produkowane w latach 58-86 ubiegłego wieku J-6 były pierwszymi naddźwiękowymi myśliwcami produkowanymi masowo. Teraz drugie życie starych myśliwców Chin może obrać nieoczekiwany kierunek

Już w 2013 roku światło dzienne ujrzały doniesienia, wedle których PLAAF przerabia swoje wycofane z użytku samoloty w drony. Wtedy mówiono, że drony będą wykorzystywane w formie wabików, mających przytłoczyć obronę przeciwlotniczą wroga albo w formie podstawowego UCAV, czyli bojowego drona. Niedawno z kolei firma Planet Labs z San Francisco, która zajmuje się danymi satelitarnymi zapewniła serwisowi Defense News zdjęcia, przedstawiające przynajmniej pięćdziesiąt egzemplarzy J-6 w bazie lotniczej Liancheng.

Czytaj też: Rosyjski przeciwokrętowy system Bał z nowymi pociskami przetestowany

Wygląda więc na to, że te myśliwce z czasów zimnej wojny nie zakończyły swojej służby w chińskim lotnictwie, choć oficjalnie zostały całkowicie wycofane z niej pod koniec XX wieku. Dziesiątki egzemplarzy myśliwców Shenyang J-6 wciąż jednak czeka na chińskich lotniskach wojskowych na… coś, co prawie na pewno obejmuje ich przerobienie na drony.

Czytaj też: USA, Chiny i Rosja prowadzą manewry w kosmosie. Na orbicie panuje coraz większy tłok

Same w sobie J-6 są kopią radzieckiego MiGa-19, czyli jednomiejscowego, dwusilnikowego myśliwca, którego powstanie sięga połowy lat 50. XX wieku. To więc stary sprzęt produkowany w przeszłości przez Shenyang Aircraft Corporation na licencji, który powstał w nakładzie przynajmniej 3000 egzemplarzy. W teorii już dawno powinien trafić do muzeów lub na złom, ale PLAAF uznał, że najwidoczniej sprawdzą się świetnie w roli UAV, czyli dronów.

Czytaj też: Bezzałogowa wieża dla M1A2 Abrams? Czołgi mogą się jej doczekać

Nic dziwnego, jako naddźwiękowy myśliwiec, bezzałogowy J-6 może pełnić misje dywersyfikacyjne oraz bojowe. Radary wrogów wykryją go i z pewnością wezmą za potencjalne zagrożenie, a gdyby udało mu się przedrzeć blisko wroga, nic nie stałoby na przeszkodzie do odpalenia sześciu zawieszonych na skrzydłach pocisków kierowanych powietrze-powietrze lub powietrze-ziemia. Samobójcze ataki z bombami na pokładzie również wchodzą w grę.