Mgławica jakiej jeszcze nie widziano. Dowody na jej istnienie sięgają lat 80. XX wieku

Jak wynika z publikacji dostępnej w Astronomy & Astrophysics, naukowcy natrafili na mgławicę, w której występuje nadmiar promieniowania UV, co wskazuje na istnienie układu podwójnego zawierającego gorący i niezwykle zwarty obiekt.

Jak wyjaśnia Stefan Kimeswenger z Uniwersytetu w Innsbrucku, pod koniec swojego życia gwiazdy mogą przyjąć formę czerwonych olbrzymów. Jest to szczególnie istotne w układach podwójnych, ponieważ „napęczniała” zewnętrzna część gwiazdy wytwarza otoczkę zarówno wokół niej, jak i gwiazdy towarzyszącej. We wnętrzu tej gazowej otoczki rdzenie obu gwiazd nadal doświadczają ewolucji jako dwa niezależne obiekty.

Czytaj też: Tetraneutron, czyli miniaturowa gwiazda neutronowa. Coraz bliżej potwierdzenia istnienia nieuchwytnej cząstki

O tym, że takie zjawisko występowało w przeszłości świadczą sygnatury chemiczne i fizyczne, które astronomowie traktują niczym odciski palców. Ale naukowcy są w stanie wykryć nie tylko układy, które wcześniej posiadały takie otoczki, lecz również te, które dopiero je wytworzą. Wynika to między innymi z ich wysokiej jasności. Mimo to, jak do tej pory nie udało się zaobserwować takiej w pełni rozwiniętej otoczki ani jej wyrzutu w przestrzeń międzygwiezdną.

Dlaczego przez długi czas było to niemożliwe? Zdaniem Kimeswengera są one zbyt duże dla pola widzenia współczesnych teleskopów, a jednocześnie niezwykle słabe. Jakby tego było mało, okres ich występowania jest stosunkowo krótki, ponieważ wynosi kilkaset tysięcy lat. W kosmicznym ujęciu jest to niczym kilka chwil.

Mgławica została zauważona na zdjęciach sprzed około 40 lat

Niedawno nastąpił jednak przełom w poszukiwaniach. Szczególnie intrygujący jest fakt, że pomogły nie najnowsze instrumenty, lecz zdjęcia sprzed około 40 lat. Członkowie zespołu badawczego przeszukiwali bowiem historyczne bazy danych w poszukiwaniu nieznanych obiektów. W ten sposób natrafili na fragment mgławicy uwieczniony na materiałach wykonanych w latach 80. ubiegłego wieku. Korzystając z nowszych metod obserwacji, naukowcy wykluczyli odkrycie mgławicy planetarnej powiązanej z pozostałościami po umierających gwiazdach.

Co więcej, udało im się ustalić, że średnica głównego obłoku wynosi 15,6 lat świetlnych. Jest to niemal milion razy więcej niż odległość pomiędzy Ziemią i Słońcem. Skrajne, rozproszone fragmenty mgławicy są oddalone nawet bardziej, bo na dystansie 39 lat świetlnych. Dla porównania, do najbliższej gwiazdy innej niż Słońce mamy ponad 4 lata świetlne.

Czytaj też: Teleskop Hubble’a znowu zachwyca. W rolach głównych dżet i Mgławica Biegnący Człowiek

Co jeszcze wiemy na temat tej mgławicy? Składa się z układu podwójnego tworzonego przez krążące blisko siebie gwiazdy. Pierwszą z nich jest biały karzeł, natomiast druga ma masę nieco mniejszą od masy Słońca. Są one położone na tyle blisko siebie, że wykonują pełne okrążenie wokół siebie w ciągu 8 godzin i 2 minut. Chłodniejsza gwiazda towarzysząca, mająca temperaturę około 4700 stopni Celsjusza, jest ogrzewana od strony zwróconej w kierunku białego karła, który jest rozgrzany do ponad 66 tysięcy stopni Celsjusza. Otoczka wokół tego układu składa się z zewnętrznych warstw białego karła, które uległy zrzuceniu wraz z upływem czasu. Owa materia ma masę większą od Słońca i została wyrzucona w przestrzeń kosmiczną około 500 000 lat temu.