Niektóre obiekty zajmują sporą część nocnego nieba. Dlaczego nie możemy ich zobaczyć?

Ocena wielkości obiektów znajdujących się w przestrzeni kosmicznej jest niezwykle trudna ze względu na fakt, że gołym okiem nie jesteśmy w stanie oszacować, jaka jest ich odległość od Ziemi.

Jako że niektóre obiekty znajdują się bliżej nas (na przykład Księżyc) a inne dalej (Słońce) to – nawet pomimo ogromnej przewagi gabarytów tej gwiazdy nad Srebrnym Globem – możemy uznać, iż ich wielkość jest podobna. Innym przykładem jest galaktyka, o której pisaliśmy przed kilkoma dniami: Centaurus A.

Czytaj też: Pobliska czarna dziura wyrzuciła ogromne ilości materii. Rozmiar erupcji imponuje

Zwana również NGC 5128, stanowi dom dla supermasywnej czarnej dziury. Emitowane przez ten obiekt dżety, czyli strumienie zjonizowanej plazmy, są naprawdę ogromne. Problem polega na tym, że wspomniana galaktyka znajduje się około 12 milionów lat świetlnych od Ziemi. W kosmicznej skali nie jest to może niezwykle ogromny dystans, jednak kiedy mamy na uwadze, iż pochodzące stamtąd światło leci do nas przez około 12 milionów lat, to taka wartość musi robić wrażenie.

Innym, bliższym sąsiadem Drogi Mlecznej jest natomiast galaktyka Andromedy. Oddalona o około 2,52 lat świetlnych byłaby naprawdę gigantyczna, gdyby tylko zyskała nieco na jasności. Niestety, jest ona na tyle ciemna, że w odpowiednich warunkach obserwacyjnych możemy dostrzec jedynie ledwo widoczną smugę. Gdyby była jaśniejsza, to zajmowałaby obszar nieba odpowiadający pięciu Księżycom w pełni. Takich obiektów na nocnym niebie byłoby rzecz jasna więcej. Wystarczy choćby wspomnieć o Mgławicy Oriona: szerokiej na 30 lat świetlnych i oddalonej o około 412 parseków od Ziemi.

Dżety pochodzące z NGC 5128 są emitowane przez tamtejszą czarną dziurę

Wróćmy jednak do wspomnianej już galaktyki NGC 5128. Dżety emitowane przez jej supermasywną czarną dziurę są gigantyczne. Sama galaktyka ma bowiem średnicę wynoszącą około 60 tysięcy lat świetlnych, podczas gdy masa jej centralnego obiektu odpowiada masie 55 milionów Słońc. Nic więc dziwnego, że rozgrzana materia wyrzucana przez tę czarną dziurę zajmowałaby sporą część nocnego nieba.

Czytaj też: Galaktyka Panna A coraz dziwniejsza. Co się tam dzieje?

Ale co by było, gdyby zastąpić nasze oczy radioteleskopami zdolnymi do odbierania fal radiowych? Moglibyśmy zobaczyć dżety rozciągające się na ponad 16 szerokości Księżyca w pełni. Obserwacji tej materii dokonali niedawno naukowcy korzystający z Murchison Widefield Array. Połączyli zebrane dane z obserwacjami optycznymi i rentgenowskimi i dopiero wtedy byli w stanie zobaczyć, z jak efektownym zjawiskiem mają do czynienia. Niestety, nawet w takich okolicznościach zazwyczaj widzimy jedynie pojedyncze obiekty, a nie ich faktyczną pozycję na niebie. W efekcie – opierając swój osąd na takich grafikach – galaktyki, czarne dziury czy mgławice mogą nam się wydać stosunkowo małe.