Wzrosty cen układów TSMC

Czy półprzewodnikowa niezależność Europy jest w ogóle możliwa?

Wczoraj pisaliśmy o tym, jak ogromne inwestycje planują firmy na rynku półprzewodników i nie dało się nie zauważyć, że wszystkie plany sprowadzały się głównie do terenów Azji, następnie USA i wreszcie Europy na dalekim szarym końcu. Nic więc dziwnego, że Margrethe Vestager, komisarz Unii Europejskiej ds. konkurencji, nie wierzy za bardzo w to, że półprzewodnikowa niezależność Europy będzie w ogóle możliwa.

W wywiadzie z CNBC Margrethe Vestager wypowiedziała się na temat tego, czy półprzewodnikowa niezależność Europy jest możliwa

Cała Unia Europejska zużywa rocznie setki milionów układów i tylko niewielki procent z nich jest wytwarzany na jej terenie. Kraje członkowskie próbują to zmienić, czego świetnym przykładem są Niemcy zachęcające do budowania fabryk na ich terytorium. Jednak pomimo tego odzew jest niewystarczający i przez to jest mało prawdopodobne, aby UE kiedykolwiek stała się całkowicie niezależna od innych krajów, jeśli chodzi o dostawy półprzewodników.

Czytaj też: Pobito kolejny rekord wydajności tandemowych ogniw fotowoltaicznych. I nie jest to ostatnie słowo naukowców z HZB

Na ten moment około 10% światowej produkcji chipów jest realizowane na terenie Europy, co na tle przeszłości jest wręcz śmiesznym wynikiem, bo w 1990 roku produkowano „u nas” całe 40%. Szansa powrotu na te poziomy jest nikła, co podkreślają słowa Vestager, wedle których aby osiągnąć ten cel, Unia Europejska musi wspierać lokalnych producentów półprzewodników. Wedle szacunków analityków państwa w Europie musiałyby wydać ponad 150 miliardów dolarów w ciągu pięciu lat na pomoc bezpośrednią, ulgi podatkowe i zachęty, aby coś w tej kwestii ruszyło z kopyta.

Czytaj też: Operatorom należy się ulga, więc rząd ją zabierze? Sprawa nie jest oczywista

Liczby, o których słyszę, to rodzaj inwestycji wstępnych, które mają być w pełni samowystarczalne, co sprawia, że ​​jest to niewykonalne. Ważne jest to, że w Europie jest inny poziom mocy produkcyjnych.– powiedział Vestager w wywiadzie dla CNBC.

Takie kwoty nie są jednocześnie wyssane z palca, bo czołowi producenci pokroju Intela, Samsung Foundry, czy TSMC, wydają około 30 miliardów dolarów rocznie na wydatki kapitałowe i kolejne miliardy na rozwój nowych technologii i obniżanie procesów. Ponoć ​​takich inwestycji nie da się zrealizować, dlatego przyszłość krajów UE nadal będzie zależeć głównie od dostawców z zewnątrz.

Czytaj też: Ogromne inwestycje na rynku półprzewodników. Firmy uczą się na przeszłości

Co jednak najważniejsze, Europa zadowoliłaby się fabrykami nawet tych dawnych, dojrzałych już procesów technologicznych, co ponoć jeszcze bardziej utrudnia całe przejście produkcji do Europy. Zlokalizowane na terenie naszego kontynentu firmy nie zajmują się produkcją smartfonów, czy komputerów, wymagających najnowszych technologii, a samochody, czy elektronikę użytkową, gdzie wysoka wydajność i zaawansowanie technologiczne nie jest aż tak ważne.