Przez lata obserwowali tajemnicze światło. Niedawno udało się ustalić, skąd pochodzi STEVE

Obserwatorzy zorzy polarnej działający na terenie Kanady przez wiele lat mieli do czynienia z niezwykłymi smugami światła o fioletowym i zielonym zabarwieniu. Z czasem naukowcy ustalili ich potencjalne źródło, jednak historia się na tym nie zakończyła.

Badacze stwierdzili bowiem, że wspomniane światło pochodzi z górnej atmosfery i zostało określone mianem STEVE. Z czasem udało się zidentyfikować różne rodzaje emisji stojących za tym zjawiskiem i określić, gdzie mogą zachodzić. Co ciekawe, dodatkowej tajemniczości całej sprawie nadawał fakt, iż STEVE cechuje się innymi kolorami niż w przypadku zazwyczaj spotykanych zórz. Poza tym, występuje na znacznie niższych szerokościach geograficznych.

Czytaj też: Ziemię oświetliła niesamowita zorza. Zobaczcie zdjęcie z perspektywy ISS

Strong Thermal Emission Velocity Enhancement, bo tak brzmi pełna nazwa tego zjawiska, występuje zazwyczaj w formie wąskiego, fioletowego pasma rozchodzącego się po niebie. Zdarza się też, że towarzyszą mu falujące zielone światła, choć nie zawsze się tak dzieje. Xiangning Chu, który stanął na czele zespołu badawczego zajmującego się tym „śledztwem” zamierzał ustalić, czy oba rodzaje światła mogą mieć to samo źródło. Szczęście uśmiechnęło się do naukowca z Uniwersytetu Kolorado w Boulder 17 lipca 2018 roku.

STEVE najprawdopodobniej pochodzi z ziemskiej magnetosfery

Właśnie wtedy dwóch naukowców obywatelskich, którzy znajdowali się 400 kilometrów od siebie, uwieczniło to samo zjawisko z dwóch różnych perspektyw. Dzięki temu Chu i jego współpracownicy mogli przeprowadzić triangulację, za sprawą której ustalili dokładną lokalizację STEVE. Jak przyznają, początkowo nie byli pewni, gdzie mogło znajdować się źródło. Pod uwagę brali zarówno część jonosfery na wysokości 100-400 kilometrów nad Ziemią, jak i magnetosferę rozciągającą się około 30 000 kilometrów nad powierzchnią.

Przeprowadzone analizy sugerują, że zarówno fioletowe jak i zielone emisje są zlokalizowane wzdłuż tych samych linii pola magnetycznego. Różnią je natomiast wysokości. Sprawia to, że nie da się wskazać konkretnego mechanizmu obecnego w jonosferze, który mógłby wyjaśniać pojawianie się STEVE. Innymi słowy, najbardziej prawdopodobnym kandydatem do wyjaśnienia zagadki wydaje się magnetosfera.

Czytaj też: Mars ze sztuczną magnetosferą? Ten pomysł jest naprawdę odważny

Reklama

Z zebranych danych wynika, iż silne sprzężenie jonosfery i magnetosfery może występować również na niższych szerokościach geograficznych. W efekcie dochodzi do transportowania ogromnych ilości energii i pędu pomiędzy obiema tymi warstwami. Jak wyjaśnia Chu, mechanizm stojący za STEVE jest zupełnie nowy. Właśnie dlatego – o ile w ogóle uda się go zrozumieć – naukowcy mogliby dokonać przełomu.